Kielecki spleen i risy. „CK Monogatari” Artura Laisena

O tym, jak głęboko sięgają nasze korzenie, o wadze wspomnień, kreowaniu rzeczywistości, postrzeganiu czasu i przestrzeni. I o lisiej magii gdzieś pomiędzy.

CK-Monogatari-Artur-Laisen

Pan Toru, doświadczony i ceniący tradycję yakuza, który zawsze wywiązuje się z przydzielonych mu zleceń, otrzymuje nowe zadanie. Ma pokrzyżować komuś plany, możliwie zachowując tego kogoś przy życiu. Trudna sprawa. Żeby było bardziej surrealistycznie, celem tym jest nie człowiek, a kitsune, lis o ponadnaturalnych zdolnościach, zaś miejscem jego pobytu – odległa i egzotyczna Polska. Panu Toru zadanie jest kompletnie nie na rękę, ale honor zobowiązuje.

Continue reading „Kielecki spleen i risy. „CK Monogatari” Artura Laisena”

Reklamy

duchy topielców (funayūrei)

Kyosai_Funayurei
Kawanabe Kyōsai, Boatman and funayūrei, 2. poł. XIX w.

„Często widywano statek-widmo (funayūrei) z załogą złożoną z duchów marynarzy, którzy zginęli w czasie burzy. W mgliste noce owe upiory podpływały do innych okrętów i błagały o pożyczenie im wiadra lub czerpaka. Jeśli rozbitkowie dostali naczynia, o które prosili, nalewali doń wodę i zalewali unieruchomiony ich mocą okręt tak długo, aż pogrążył się on w głębinach. Mówiono, że można przechytrzyć upiory przed zatopieniem, podając im naczynie bez dna. (…) Mieszkańcy niektórych regionów Japonii zawsze zabierali na łodzi rybackie miotłę, wierząc, że aby odegnać upiory podróżujące statkiem-widmem, wystarczy zapalić jej trzonek i zacząć nią zamiatać pokład. W innych prowincjach mówiono zaś, że ów okręt ukazuje się w Święto Zmarłych, i dlatego przerywano na ten okres połowy. Rybacy z wiosek na przylądku Kamagasaki w pobliżu Osaki nie wypływali w morze także na początku listopada, wierząc, że każdy statek, który wyruszy w tym czasie z portu, zostanie otoczony przez topielców i wciągnięty w morskie odmęty.”

___

[za]: Agnieszka Kozyra, Mitologia japońska, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa – Bielsko-Biała 2011, s. 303-304

Hello Japan! November mini-challenge: Five Favourites

Since the task for November was to share five Japanese favourites and it was hard for me to choose one category of favourite things, I’ll do something like this: five categories each one with five favourites, shortly 5×5 Japanese favourites. Lately I’ve been quite busy and I don’t have much time to blog, so it will be okay to have little fun before Christmas and New Year, right? Everybody is welcome to comment or share their own favourites. Surely, all those favourite things are my favourites for here and now; in one week, month or a year all those things listed could be different. However, it’s worth joining in and having fun. So, shall we start?

I. Five favourite J-dramas:

  1. Buzzer Beat (for its opening, definitely! – Ichibu to zenbu by B’z I could listen to for hours)
  2. Hanazakari-no kimitachi-e (because I love Shun Oguri! And because of all those funny scenes with Toma Ikuta – I was laughing to tears!)
  3. Hana yori dango (because it was funny, there was Shun Oguri and because of the theme Wish by Arashi)
  4. Ikemen desu ne (not so good as HnKe, but also funny and perfect when you are in a bad mood)
  5. Spring Story (I’m not sure if it was drama or a full length movie, but I was enchanted by this story) Continue reading „Hello Japan! November mini-challenge: Five Favourites”

maneki-neko

***

„Żyła w Yoshiwarze urodziwa kurtyzana imieniem Usugumo. Pewnego dnia jej ulubiony kot okazywał niezwykłą nerwowość i podniecenie. Nie chciał się też z nią rozstać ani na chwilę i ciągnął ją za kimono. Rozzłościło to wreszcie jednego z gości. Najpierw próbował kota wypędzić, a kiedy mu się to nie udało, porwał miecz i obciął mu głowę. Odrąbana głowa poleciała pod sufit i zagryzła zaczajonego tam węża; w ten sposób wyjaśnił się powód podniecenia kota.

Usugumo wyprawiła zwierzęciu wspaniały pogrzeb i ufundowała grobowiec, ale nie zmniejszyło to jej rozpaczy po stracie ulubieńca. Wiedząc, że jest niepocieszona, jeden z adoratorów kazał wykonać podobiznę zabitego kota z lewą łapą podniesioną do ucha. Usugumo bawiła się często nową zabawką i figurka sprawiła, że wielu gości przychodziło odwiedzać właścicielkę. W ten sposób podobizna kota z podniesioną lewą łapą została spopularyzowana jako symbol przyciągania gości.”

______

za: Jolanta Tubielewicz, Mitologia Japonii, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1986, str. 251-252

Baśnie Mity Legendy, czyli przybliżyć Japonię dziecku

Od pewnego czasu poczytuję „Mitologię Japonii” autorstwa Jolanty Tubielewicz. Trudno mi dokładnie stwierdzić, od jak dawna owo poczytywanie się odbywa, pewnym jest natomiast, iż poczytując raz na temat złośliwych zwierząt, przybierających ludzką postać i płatających mniej lub bardziej groźne figle, innym razem na temat dobrotliwych jizô czy też mężnych cesarzy, wywodzących się od bogini Amaterasu, zachciało mi się sprawdzić, jak te przeróżne mity i legendy prezentują się w opracowaniu przeznaczonym dla odbiorcy najmłodszego. W niniejszym wpisie chciałabym skupić się zatem na trzech książeczkach, które w prosty i przystępny sposób przybliżą dziecku ducha Japonii. Książeczki te mogą okazać się niezwykle przydatne mamom, pragnącym zarazić swoje pociechy dalekowschodnią pasją;)

„Wachlarz młodości – baśń japońska”

autor: Jan Baranowicz
ilustr.: Jerzy Marek Piwko
wyd.: Wydawnictwo Śląsk, Katowice 1986
seria: Baśnie z różnych stron świata

Bez wątpienia jest to pierwsza książka na temat Japonii, jaką przeczytałam i jaka znalazła swoje miejsce w mojej domowej biblioteczce. Byłam mała, gdy ją dostałam, o Japonii wiedziałam niewiele, jeśli nie powiedzieć, że nic, pamiętam jednak, iż w tamtym czasie tworzyłam kaczuszki z papieru, nie wiedząc, iż właśnie poznaję origami. Było to zatem dawno;) O książce, przyznam się, z czasem zupełnie zapomniałam, odnajdując ją dopiero w życiu dorosłym podczas rozpakowywania kartonów z książkami zabranymi z domu rodzinnego.

Książeczka jest krótka, zaledwie 16-to stronicowa, wydana w formacie A4. Zawiera w sobie jedną baśń, opowieść o młodym chłopaku imieniem Masao, zakochanym w urodziwej córce rybaka, O-Take. Chłopak pragnie poprosić ojca O-Take o jej rękę, jednak okoliczności sprawiają, iż ojciec zgadza się wydać swą jedyną córkę za starego, chciwego i bogatego kupca. Nie robi tego złośliwie, zmusza go do tego sytuacja.  O-Take to rozumie, nie sprzeciwi się woli ojca, poniesie ofiarę, jeśli to uratuje ojca. Masao, nie mogąc być z ukochaną, opuszcza wioskę. Z czasem ratuje ze szpon skrzydlatego potwora pewnego starca, od którego dostaje w podzięce przedziwny wachlarz – ktokolwiek powachluje się nim pięć razy, wróci mu młodość. Nie można być jednak zachłannym! Masao wraca do wioski i z pomocą wachlarza (i dobrego serca) udaje mu się odzyskać O-Take. Historia niby prosta, ale bardzo wdzięcznie opowiedziana.

„Czarodziejski imbryczek. Baśnie i legendy japońskie”

autor: Maria Juszkiewiczowa
ilustr.: Jacek Urbański
wyd.: Wydawnictwa ALFA, Warszawa 1986

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę w przypadku tej książeczki, to jej niecodzienne wymiary – format 95 x 200 mm. Na 96 stronach autorka umieściła dwadzieścia jeden krótkich opowieści. Jak sama we wstępie do małego czytelnika pisze, wychowała się na Dalekim Wschodzie, a w samej Japonii spędziła lat około pięciu. W tym czasie przysłuchiwała się niesamowitym opowieściom rybaków, przekupniów, wieśniaczek i wędrownych bajarzy. Fascynowały ją te historie, historie o boginiach, wojownikach, zwierzętach przyjmujących ludzką postać. Te właśnie historie przelała w wieku dorosłym na papier, prezentując je w niniejszym tomiku.

Poczytać zatem możemy o sympatycznym tanuki, zmieniającym się w imbryczek, o brzoskwiniowym chłopcu Momo-taro, o koniu, który uciekał z obrazu, bo malarz nie domalował mu postronka, o duchu wierzby, który z miłości i wdzięczności do człowieka przemienił się w kobietę, o bogini Kaguja, która w ramach pokuty uwięziona zostaje w bambusie i wiedzie żywot ludzkiej dziewczynki, o chłopcu, który uwielbiał malować koty, o procesji stu demonów (uwielbione przez moją córkę yôkai!^^), o tym, dlaczego na górze Fuji non stop zalega śnieg, skąd wzięła się 35-cio metrowa aleja drzew w okolicy świątyni w Nikko, o posążku bogini Kannon, a także o wielu innych miejscach, istotach i zdarzeniach.

„Baśnie japońskie, cz. 1. Ryżowe ciasteczko”

opr.: Magdalena Malinowska
ilustr.: Monika Szewczyk
wyd.: Waneko, Warszawa 2007

O ile się orientuję, jest to najnowsze opracowanie japońskich baśni na rynku polskim. Ukazała się część pierwsza, uparcie czekam na kolejną. W odróżnieniu od dwóch poprzednich książeczek, ta ma okładkę twardą i barwne ilustracje. Liczba stron – 48, na których mieści się sześć opowiadań. Trzy z nich zamieszczone były (oczywiście różnią się szczegółami, jak to w przypadku ustnie przekazywanych opowieści) w „Czarodziejskim imbryczku”, jak historia o chłopcu z Urashima, który z lojalności i miłości do rodziców zrezygnował z własnego szczęścia u boku morskiej boginki, o dwóch staruszkach, posiadających na policzku szpetną narośl, i o ich spotkaniu z demonami, oraz o krabiku, małpce i pestce persymony. Pozostałe trzy traktują o żurawiu i jego wdzięczności do staruszka za uratowanie z sideł, o myszkach i ryżowym ciasteczku oraz o sześciu posążkach jizô, które w Nowy Rok odpłaciły się staruszkowi za okazaną troskę. Całość bardzo ładnie i starannie wykonana, a rysunki, jestem niemal pewna, przykują uwagę małego czytelnika na dłuższy czas.