Festiwal Literatury Apostrof 2017

Największy festiwal literacki w Polsce twa! Międzynarodowy Festiwal Literatury Apostrof to rodzimi mistrzowie pióra i gwiazdy światowej literatury, debaty i dyskusje prowadzone przez cenionych krytyków oraz znanych dziennikarzy, okołoliterackie brzmienia na koncertach w klubie festiwalowym, spektakle tworzone na żywo oraz pop-up restauracja pełna smaków Jadłonomii. Wielkie święto miłośników książek trwa od 15 do 21 maja w 7 miastach Polski.

a

Nowa książka Jakuba Żulczyka – „Wzgórze psów” to najbardziej wyczekiwany rodzimy tytuł tej wiosny. Autor po raz pierwszy po premierze spotka się z czytelnikami właśnie na Apostrofie (spotkanie otwarcia). Wśród ponad dwudziestu premier festiwalowych pojawi się książka „Egzorcyzmy księdza Wojciecha” Krzysztofa Vargi, czyli całkiem nowe humorystyczne, a może raczej sarkastyczne opowiadania, w których od człowieka zależy mniej, niż mu się wydaje. Do Polski przyjedzie też irlandzka pisarka Cecelia Ahern. Sławę przyniosła jej debiutancka – z sukcesem zekranizowana – powieść „PS Kocham Cię”. Na Apostrofie pojawi się niekwestionowana ikona polskiego reportażu, Hanna Krall razem z wyjątkowym zbiorem jej wszystkich reportaży wydanych w jednym tomie zatytułowanym „Fantom bólu”. Wielbicieli mocnych wrażeń ucieszy „Oszukana” – nowa książka i wizyta niemieckiej królowej kryminałów Charlotte Link. Pierwszy raz nad Wisłę przyjedzie David Lagercrantz – to dzięki niemu miliony czytelników na całym świecie mogły znowu przeczytać o losach Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander z sagi „Millennium”. Nigdy wcześniej w Polsce nie była też Katja Kettu, która „Akuszerką” weszła na giełdę najbardziej fascynujących głosów literatury północy.

Continue reading „Festiwal Literatury Apostrof 2017”

Dni Kultury Japonii, Łódź 2010 (OJiKJ)

Tegoroczne Dni Kultury Japonii, organizowane m. in. przez Ośrodek Języka i Kultury Japonii im. prof. Ryochu Umedy i Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi, odbyły się w dniach 16-21.11. pod hasłem „Japończycy kochają Chopina”. Ile odniesień do klasyki i samego muzyka podczas tych sześciu dni, nie wnikam – spędzić w Łodzi mogłam zaledwie dwa dni. Nie chcę pisać i nie napiszę szczegółowej relacji, musiałabym bowiem przyczepić się do spraw organizacyjnych, a tego – wyjątkowo – chciałabym uniknąć. Co w jesiennych Dniach lubię, to atmosfera podczas nich panująca, i to, że spotykam osoby, które – będąc w naprawdę różnym wieku – pojawiają się tam rokrocznie. Odnoszę przy tym wrażenie, iż Dni te organizowane są po to, by zainteresować ludzi kulturą Kraju Wschodzącego Słońca, jednak ci wszyscy, którzy już są zainteresowani, a chcieliby wiedzę swą poszerzyć, niestety, czerpać radość mogą jedynie z atmosfery, bo prelekcje wiedzy ich nie pogłębią. A szkoda.

Zamiast relacji słownej, zatem, proponuję relację fotograficzną. Oko z pewnością ucieszy, a może i zachęci do osobistego pojawienia się na Dniach Kultury Japonii w roku przyszłym. Continue reading „Dni Kultury Japonii, Łódź 2010 (OJiKJ)”

Dni Japońskie, Łódź 2010 (Yakumo-goto)

W miniony weekend, w dniach 24-25 kwietnia, odbyły się w Łodzi, zorganizowane przez Klub Yakumo-goto pod patronatem Ambasady Japonii w Polsce, Dni Japońskie. Przeglądając program tychże dni, miałam ochotę wziąć udział we wszystkich oferowanych prelekcjach, pokazach czy warsztatach, jednakże z przyczyn ode mnie niezależnych, tzw. siła wyższa, udział sobotni musiałam wykluczyć. Została jednak niedziela i, heh, jakaż to była niedziela!:)

Wykład dr Juliusza Piwowarskiego, „Droga do modern bushido”, odpuściłam sobie częściowo – albo inaczej, częściowo tegoż wykładu posłuchałam. Częściowo nie dlatego, iż był nudny, ale dlatego, iż był zbyt trudny do zrozumienia dla mojej sześcioletniej Pchełki, a zabierając ją, muszę i o niej myśleć. Z tego jednak, co zdążyłam wysłuchać, wykład rzeczywiście był nieco zbyt naukowy, zbyt ciężki, jak na tego typu imprezę – bardziej pasowałby do konferencji z udziałem fachowców, tam byłby jak najbardziej na miejscu i jak najbardziej przykułby uwagę większości uczestników. Tutaj, no cóż.

W czasie, gdy inni wysłuchiwali wykładu, ja zwiedziłam trzy wystawy towarzyszące Dniom Japońskim: wystawa kimon („Wiosna, lato, jesień, zima… kimono”), która nazwą swą (nie wiem, czy był to efekt zamierzony, czy zupełny przypadek) przywodziła mi na myśl film koreańskiego reżysera Ki-duk Kima „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna”, wystawa mieczy („Od głowni do miecza”), umieszczona w trzech gablotkach, i wystawa origami („Bóstwa japońskie i smoki”) – ta wyjątkowo zwróciła uwagę Pchełki, która poświęciła na jej sfotografowanie niemałą część pamięci aparatu. Przyznać muszę, iż siedmiu bogów szczęścia w wersji origami naprawdę robiło wrażenie. Poza trzema wystawami w salce podziwiać można było również obrazy olejne pani Ewy Fukuoka.

Pokaz sztuk walki aikido, pod kierownictwem Dariusza Skowrońskiego, wprowadził atmosferę luźniejszą, można powiedzieć swojską, i po twarzach uczestników widać było, iż dobrze się bawią, słuchając wyjaśnień prowadzącego i obserwując walczących uczestników. Słowo walczący jest tu drobnym nadużyciem, zdaję sobie z tego sprawę, bardziej chodziło tu o prezentację kroków, ruchów, ogólnych informacji o aikido – jak się wyraził sensei Skowroński, sztuce nie walki, a obrony.

Koncert na yakumogoto, (tutaj) dwustrunowym instrumencie zbliżonym do cytry, był wydarzeniem i przeżyciem szczególnym. Pani Nina Fukuoka wykonała trzy utwory, skomponowane przez Kotonushi’ego Nakayama, w tym jeden utwór wokalno-instrumentalny „Isuzu-gawa”. Po odpowiedzeniu na szereg pytań ze strony publiczności, zgodziła się na bis, wykonując utwór czwarty. Cóż to jednak są cztery utwory, gdy słuchać chciałoby się godzinami?

Na warsztaty klasycznego masażu japońskiego shiatsu, z racji pozostania wraz z kilkoma innymi uczestnikami koncertu przy pani Fukuoka i dalszego słuchania o koto, zjawiłam się z pewnym opóźnieniem, nie brałam w nich zatem czynnego udziału, ograniczając się do roli widza. Prowadząca je pani Barbara Całka-Lisek powoli i dokładnie tłumaczyła, co i jak należy robić, jakie ruchy i z jakim naciskiem wykonywać – nic, tylko dokładnie słuchać i spróbować powtórzyć w domu (Pchełka już się pisze do roli osoby masowanej^^).

I kolejny punkt programu, czyli pokaz pani Shoko Yoshida-Kulpińskiej z firmy Kuroneko „Jak przygotować smaczne sushi”. Powiem krótko, w czasie pokazu niejednemu uczestnikowi burczało w brzuchu, a ślinka ciekła na widok pyszności. Co mi się strasznie podobało, to profesjonalne podejście prowadzącej, która nie tylko prezentowała, ale i dokładnie opowiadała, jak owo sushi spreparować, zdradzając drobne sekrety odnośnie doboru składników, czasu gotowania czy choćby rozpoznawania dobrze zrobionego sushi. Po pokazie, oczywiście, degustacja – rzecz, na którą czekali chyba wszyscy. Smakowite kuleczki ryżu w kieszonce ze smażonego tofu (inari zushi) plus trzy różne rodzaje maki, a do tego możliwość poczęstowania się zieloną herbatą. Mniam!

Na koniec obejrzałam performance pani Ireny Lipińskiej: taniec butoh „Hydrohypno”. Nie powiem, bym była zachwycona, nawet nie umiem dokładnie powiedzieć, o czym to przedstawienie było. Przyznam jednak, iż ani znawcą, ani miłośnikiem tańca butoh nie jestem, oddałabym zatem chętnie głos komuś, kto jest w temacie.

To tyle. Dni Japońskie dobiegły końca, zostaje mi zatem uważnie śledzić poczynania Klubu Yakumo-goto i mieć nadzieję, iż niedługo znów coś zorganizują. Zainteresowanych zapraszam na ich stronę internetową, gdzie znaleźć można szereg informacji odnośnie historii powstania koto i pochodzenia utworów na niego spisanych, jak również odnośnie powstania i działalności samego klubu.

Dni Kultury Japonii, Łódź 2009 (OJiKJ)

W dniach 16-24.11.2009 miały w Łodzi miejsce kolejne, 27-me już Dni Kultury Japonii. Organizatorami byli, jak i w roku ubiegłym, Ośrodek Języka i Kultury Japonii im. prof. Ryochu Umedy oraz Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne plus kilka innych placówek kulturalno oświatowych. Kto ciekaw szczegółów, niech zerknie w tegoroczny program. O całości festiwalu, który tym razem odbył się pod szyldem „Świat japońskiego teatru”, wypowiadać się nie będę – niemieszkanie w takich chwilach w Łodzi skutkuje tym, że trudno pojawić się na wszystkich pokazach i prelekcjach, trzeba wybierać. Zwłaszcza, gdy dowiaduje się niemal w ostatniej chwili (to mój mały zarzut odnośnie nikłej reklamy festiwalu).

Więc wybrałam.

Zdjęcia pozwolono robić dopiero po przedstawieniu, więc jakby na jeden znak - ukłon grupy i wszystkie aparaty w ruch^^

Nie mogłam odmówić sobie obejrzenia spektaklu teatru pantomimy pana Hiroyasu Sasaki z czteroosobowym zespołem. Fantastyczna rzecz! Niebywałe, iż za pomocą gestów i muzyki oddać można tyle emocji, przekazać tkwiące w głowie aktora obrazy szerokiej publiczności i nawiązać z nią nić porozumienia, nie posługując się ani jednym słowem. Człowiek współczesny pozbawiony uczuć, zamieniający się powoli w maszynę, wykonującą codzienne, rutynowe czynności, bez wnikania w głębię, naciąganie liny, łapanie motyli, wchodzenie do rzeki bosymi stopami, człowiek zaplątany w sieci, z których wydostanie się dopiero docierając do własnego wnętrza, do źródła spokoju. Nie wiem, czy taki był przekaz pana Sasaki, ale takie właśnie obrazy nasuwały mi się do głowy podczas spektaklu.

„Chado – pokaz ceremonii herbacianej” pod nadzorem pani Yoko Aso pozostawił we mnie pewien niedosyt, czegoś mi zabrakło na płaszczyźnie organizacji. Wierzę, iż dziewczęta długo ćwiczyły do prezentacji, wierzę, iż mogły mieć tremę, ale drażnił mnie nieco ich brak skupienia podczas parzenia herbaty czy też późniejszego sprzątania czarek. Cały czas przychodziła mi na myśl dokładność dziewcząt prezentujących ceremonię podczas Dni Kultury Japonii w Biskupinie. Plusem niewątpliwym była jednak możliwość skosztowania łyka zielonej (dosłownie) herbaty. Zauważyłam przy tym, że już tak zapita jestem zieloną herbatą na co dzień, iż szczególnej jakiejś goryczy, o której mowa była, zbytnio nie poczułam, a i Pchełka moja raczej się nie krzywiła.

Emiko-san wyjaśnia, co i jak...

Z ciekawością wysłuchałam prelekcji pana Yoshimasa Mizuo „Manga i anime – działalność wydawnicza w Japonii”. Mimo iż nic nowego się nie dowiedziałam, miło było posłuchać. Z pewnością mogło zainteresować osoby, które w temacie jeszcze raczkują. Pchełka z całej prelekcji odnotowała… wielkiego Pikachu na ekranie;) I fragment animacji „Ponyo on the Cliff” (reż. Hayao Miyazaki, 2008).

„Cuda na scenie – makijaż teatralny” zainteresowało mnie szczególnie. I nie bardzo zgadzam się ze słowami prowadzącej prelekcję Izumi Yoshida – historia JEST ciekawa i o historii właśnie makijażu posłuchałabym z nieukrywaną przyjemnością. Nyo, ale może należę do mniejszości;) Interesujące, że z wykładu o makijażu gładko przeszliśmy do teatru muzycznego Takarazuka i kilku fragmentów rewii – w sumie też miło. Bo w gruncie rzeczy, czy to ważne, czy trzymamy się tematu, czy też delikatnie od niego odbiegamy? Grunt, że nadal tkwimy przy Japonii, a zebrani dobrze się bawią.

Warsztaty suibokuga i wyrób ozdób praban sobie odpuściłam. Bynajmniej nie dlatego, że uznałam je za mniej ciekawe (skądże!), ale obiecałam Pchełce warsztaty origami. A warsztaty, poprowadzone przez panią Emiko Hiraoka, wypadły ogromnie sympatycznie, co skutkowało ogromnym rogalikiem na buźce Pchełki i chęcią samodzielnego składania papierowych figurek w domu.

 

... a rezultaty pracy - o, takie^^

Oprócz tego obejrzałam dwie wystawy fotografii – „Góra Fuji” Mitsuhiro Yokoyama oraz „Festiwal w Japonii” Masakatsu Yoshida, oczy nacieszyłam wystawą kimon, kakemono i akcesoriów (ach! te śliczne, malutkie zori), przyjrzałam się też wystawie „Urushi – świat japońskiej laki”, zawierającej prace Tsuneo Goto i Tetsuhiro Aso. Rzeczy naprawdę piękne.

Co mi się w łódzkich Dniach Kultury Japonii wyjątkowo podoba, to nie dobór materiału, jakość wykładów, ilość prezentowanych zbiorów czy filmów, ale atmosfera, jaka tam panuje. Czasami mam wrażenie, że ci ludzie angażowali by się w te dni, nawet gdyby mieli je robić wyłącznie dla siebie. Mnóstwo tam uśmiechu, radości, pasji, bez względu na wiek. To się ceni.

Dni Kultury Japonii, Łódź 2008 (OJiKJ)

Już po fakcie i relacjonowane ze zwłoką, ale. W dniach 2-6 XII 2008 w Łodzi miejsce miały Dni Kultury Japonii pt. Tradycyjne i współczesne oblicze Japonii, zrealizowane między innymi przez Ośrodek Języka i Kultury Japonii im. prof. Ryochu UMEDA. Nie mogąc być na wszystkim, z racji odległości, wybrałam to, co mnie najbardziej interesowało i, szczerze pisząc, wcale się nie zawiodłam. Może ze względu na panującą tam atmosferę – zarówno wśród uczestników, jak i prowadzących, którzy, jak się zdawało, sami tym krajem byli zauroczeni. Może ze względu na przekazywane treści. A może jedno i drugie dało ten wyjątkowo pozytywny efekt, nie wnikam. Grunt, że się dobrze bawiłam, a na części prelekcji bawiła się i moja Pchełka.^^

kokeshi_zeitz

© Bożena, Jan Zeitz, kokeshi – zbiory własne

Właśnie, prelekcje. Wybrałam cztery, czwartkowo-piątkowe.  Pierwsza, Polubić Nihongo, z samej swej nazwy niewiele mi mówiła, a gdybym wiedziała, że będzie o gramatyce, o fonetyce i jeszcze z otarciem o metodykę, to pewnie bym nie poszła. I to byłby błąd! Bo prelekcja podobała mi się nad wyraz; refleksja – gdyby tak mówiono o gramatyce na studiach, pewnie chętnie chodziłabym na wykłady. Kolejna prelekcja była na temat malarstwa tuszem, suibokuga. Zarys historyczny przedstawił pan Yoshida, opowieściami o praktyce zajęły się jego żona z córką. Ach, piękna rzecz! Takie malarstwo. Bo choć lubię kolory, to monochromatyczność i prostota pociągają mnie dużo bardziej. Dnia kolejnego prelekcja państwa Zeitz na temat laleczek kokeshi [momentami autorzy schodzili za bardzo z tematu, ale w ostateczności można im to wybaczyć] plus prezentacja ich bogatego zbioru kokeshi oraz Daleko od domu, relacja pani Domańskiej z podróży do Japonii. Poza prelekcjami naoglądałam się (i nawzdychałam do) wystawy laleczek kokeshi oraz kakemono – wiszących obrazów malowanych tuszem.

Wszystkie prelekcje i wyżej wspomniane wystawy odbyły się w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym. I jedyne, czego trochę żałuję, to że nie udało mi się użyć tychże Dni więcej.^^

Japonia, kraj nie tylko samurajów – Biskupin 2008

I pojechałam. Wybrałam dzień drugi XIV Festynu Archeologicznego, choć w sumie plan wszystkich jest niemal identyczny. Doznania – liczne i różnorodne.

Co mnie urzekło:
– pani od kaligrafii, która na pytanie o najczęstszy motyw rysunku japońskiego odpowiedziała krótko: Fuji we wszystkich odmianach;
-wystawa tematyczna w muzeum, a tam szczególnie ekspozycja drzeworytów japońskich oraz zbiór laleczek przedstawiających dwór cesarski;
– pokaz zakładania kimona;
– ceremonia picia herbaty;

[dwa ostatnie prowadzone przez te same dwie pasjonatki kultury japońskiej – ich gesty, ruchy i wiedza zdradzały, że po prostu tę kulturę czują]

Co mnie poirytowało:
– pokaz makijażu, który z japońskim miał co najwyżej wspólne kolory, bo już zakres i intensywność wykonania niekoniecznie. Poza tym wiedza pani makijażystki pozostawiała wiele do życzenia, więc szybko sobie pokaz darowałam;
– stanowczo za mało muzyki japońskiej. Tradycyjne dźwięki rozbrzmiewały z głośników na ścieżkach niezwykle rzadko, a szkoda.

Oprócz tego ciekawe były uwagi pani Imamura odnośnie przyrządzania sushi, ogromnie podobały mi się wyważone gesty łucznika [ten spokój!] i zachwycały okazy drzewek bonsai [z rodzaju outdoor, jak mniemam, bo na tym zimnie większość drzewek przeznaczonych do wnętrza by nie wytrzymała]. Smakowała mi zupka z ryby, choć podchodziłam do niej sceptycznie, a zajadałam się krewetkami z ryżem i warzywami [mimo, że ryż był na ostro i popić musiałam zupełnie nie-japońską colą]. Aha, i mimo wcześniejszego postanowienia, dokupiłam do swej biblioteczki dwie kolejne książki ^^’. Ogólnie rzecz biorąc, pomijając drobne niedociągnięcia, festyn uważam za udany.