Północne wychowanie. Kilka słów o książce„Duński przepis na szczęście”

Szczęśliwe dzieci dorastają i stają się szczęśliwymi dorosłymi, którzy wychowują szczęśliwe dzieci i tak to się toczy.

Gdy urodziłam pierwsze dziecko, miałam niewiele ponad dwadzieścia lat. Nie było to pierwsze niemowlę, z którym miałam styczność, jednak uczestniczenie w wychowaniu czyjegoś dziecka a odpowiedzialność za własne to zupełnie dwie różne sprawy. Nie miałam jeszcze sprecyzowanej wizji, jak zamierzam wychować swoją córkę, podświadomie jednak czułam, że oprócz tych wszystkich dobrych rad, którymi zasypuje się matki, a które wywodzą się ze stricte polskiego podwórka, musi być jeszcze inny sposób wychowania. Czy naprawdę coś się stanie, gdy nie założę maluszkowi czapeczki lub skarpetek podczas letniego spaceru? Czy muszę zabraniać dziecku wspinania się na drzewa i płot w obawie, że spadnie? Przecież jeśli nie sprawdzi ono swych umiejętności, to nigdy nie zrozumie, co jest bezpieczne, co nie i jak sobie z ewentualnym zagrożeniem czy strachem poradzić. Czy dziewczynka naprawdę musi „być grzeczna”, podczas gdy chłopcom pozwala się na wesołe szaleństwa i wybryki, wybaczając rozdarte spodenki i umorusaną buzię? Postawiłam na intuicję, wychowując dziecko po swojemu, jednak ścieranie się co rusz z opiniami „dobrych dusz” łatwe nie było.

Po wielu latach trafiła w moje ręce książka Ofelii Grzelińskiej „Mama dookoła świata” (WAB 2012), zbiór historii z życia matek pochodzących z różnych zakątków świata, m.in. z Japonii, Norwegii, Nowej Zelandii czy Filipin. Szczególnie zapadł mi w pamięci norweski sposób wychowywania dzieci: z uszanowaniem ich zdania, ale przy jednoczesnym ustanawianiu reguł i przestrzeganiu ich. Spodobało mi się też to, co mówi się w Norwegii o pogodzie („Nie ma złej pogody, jest tylko zły ubiór”), i że dzieci, również w przedszkolu, bawią się na dworze bez względu na to, czy świeci słońce, czy pada deszcz. Ten model wychowania dziecka wydał mi się bliski temu, który sama wybrałam.

Poradnik „Duński przepis na szczęście” Jessiki Alexander i Iben Sandahl, którego oryginalny tytuł brzmi: The Danish Way of Parenting (Rodzicielstwo w stylu duńskim), bardzo dobrze rozwija temat „północnego wychowania”. Jessica jest Amerykanką, która wyszła za mąż za Duńczyka i której właśnie w Danii przyszło urodzić i wychować dwoje dzieci. Iben natomiast jest duńską psychoterapeutką narracyjną; razem z mężem Duńczykiem i dwoma córkami również mieszka w Danii, kraju, który od 1973 roku wybierany jest jako ten, którego mieszkańcy są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Warto przy tym zauważyć, że szczęście Duńczyków nie bierze się z warunków zewnętrznych, które kraj ten oferuje (bo czy wysokie podatki i paskudna pogoda mogą być podstawą szczęścia?), lecz z warunków wewnętrznych. Obie kobiety, wychowując własne dzieci i obserwując, w jaki sposób duńskie rodziny wzajemnie się do siebie odnoszą, doszły do wniosku, że tym, co stanowi sekret duńskiej szczęśliwości, jest styl wychowywania dzieci.

Bazując na wynikach setek badań naukowych z całego świata, dotyczących m.in. wpływu wychowania na poziom szczęścia i pewności siebie u dziecka i późniejszego dorosłego, Jessica i Iben stworzyły program RODZIC. Jest to zbiór metod wychowawczych, stosowanych przez rodziny duńskie:

R – Radosna zabawa
O – Odpowiedzialna autentyczność
D – Dobrodziejstwo przeramowania
Z – Zrozumienie i empatia
I – Inwencja zamiast ultimatum
C – Ciepło rodzinne – hygge

Autorki zachęcają, by zastanowić się nad swoim stylem wychowania (postępuję w konkretny sposób świadomie czy korzystam z „ustawień domyślnych”, czyli tego, jak mnie wychowano, bez względu na to, czy uważam to za dobre, czy nie?), a następnie świadomie wybrać to, co niekoniecznie jest łatwiejsze, lecz z pewnością lepsze dla dziecka. Tym bardziej, że rady/metody, o których Jessica i Iben piszą, sprawdzają się w przypadku rodzin duńskich od ponad czterdziestu lat, skutkując społeczeństwem o najwyższym poziomie szczęśliwości na świecie.

Niezaprzeczalnym walorem książki „Duński przepis na szczęście” jest to, że autorki nie mówią autorytarnie: to i to jest złe, a to dobre i tak masz postępować. One stawiają tezę, po czym przytaczają wyniki konkretnych badań, opisują ich przebieg i rezultat, a czytelnik sam może zastanowić się nad tym, co z nich wynika. Warto zauważyć, że przypisy do źródeł (publikacji, badań) zajmują aż 44 strony, stanowiąc dla rodziców inspirację do dalszego zgłębiania tematu. Książka została napisana ciekawie, wnikliwie i co ważne, przystępnym językiem – podczas lektury mamy wrażenie, że słuchamy opowieści z ust kogoś bliskiego, a to sprawia, że aż chcemy czytać dalej.

______

„Duński przepis na szczęście”
Jessica Alexander & Iben Sandahl
oryg.: The Danish Way of Parenting (2014)
przeł: Elżbieta Kowalewska, Jolanta Sawicka
Wydawnictwo MUZA 2016

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Północne wychowanie. Kilka słów o książce„Duński przepis na szczęście”

  1. Nawet bardziej niż trochę, bo nijak się ma do rodzicielstwa ;) We wznowieniu dodano nadtytuł: hygge. Czysty marketing, myślę sobie, a szkoda, bo książka ma potencjał wybronić się sama, z dala od nurtu „świeczek, skarpetek i kominka”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s