Wokół powieści „Wrota” Sōsekiego Natsume. Rozmowa z Pauliną Wojnarowską-Wrońską

20 kwietnia br. miała miejsce premiera powieści Wrota Sōsekiego Natsume, jednego z najważniejszych japońskich pisarzy epoki Meiji. Do tej pory w Polsce ukazały się: Sedno rzeczy (1914-15; PIW 1973), Jestem kotem (1905; Książka i Wiedza 1977) i Panicz (1906; Inter Media 2009), a także opowiadanie Ryżowiec (w zbiorze: Chrestomatia współczesnych opowiadań japońskich). Po raz pierwszy Wrota zostały opublikowane w roku 1910 i odniosły duży sukces. Brytyjscy krytycy uznali je za jedną z najgłębszych powieści XX wieku. W Polsce ukazują się dzięki staraniom Pauliny Wojnarowskiej-Wrońskiej, która podjęła się ich przekładu. Zapraszam Was do przeczytania rozmowy z nią.

wrota
Zdjęcie: materiały wydawcy

Niedawno na rynku polskim pojawiła się książka Sōsekiego Natsume „Wrota” w pani przekładzie. Jak do tego doszło? Kto był inicjatorem? Bądź co bądź, ostatnio rzadko wydaje się u nas klasykę japońską.

Tłumaczenie książki powstało z mojej inicjatywy, gdyż – tak jak pani zauważyła – nowe przekłady klasyki japońskiej nie ukazują się u nas zbyt często. Od wielu lat staram się jednak w miarę swoich możliwości zgłębiać jej tajniki i w końcu poczułam, że jest mi mało. W Polsce do tej pory można było przeczytać zaledwie trzy pozycje tego autora, a ja chciałam więcej. Postanowiłam więc, początkowo tylko dla siebie, przetłumaczyć coś jeszcze. Kiedy już przystąpiłam do pracy, uznałam, że mogłabym się tym przecież podzielić. Zgłosiłam się więc do wydawnictwa Psychoskok i razem udało nam się wydać „Wrota”.

Tłumaczenie jest jednak z języka angielskiego, nie japońskiego. Nie ma pani wrażenia, że coś mogło umknąć z oryginału przez ten podwójny filtr językowy?

To na pewno. Zdaję sobie sprawę z tego, iż fakt, że tłumaczyłam z angielskiego, mocno obniża wartość takiego przekładu, i początkowo wahałam się, czy aby na pewno uzasadnionym jest jego wydawanie. Potem jednak zorientowałam się, że takie przekłady pojawiały się już w przeszłości na polskim rynku, chociażby „Japońska opera za trzy grosze” Kaiko Takeshiego (niemiecki), „Koniec samuraja” Kojirō Serisawy (francuski) czy „Na uwięzi. Ballada o miłości” Mishimy Yukio (angielski), i jeśli lepszego przekładu nie ma, to chyba dobry i taki. Mam nadzieję, że kogoś, kto chciałby poznać kolejne pozycje literatury japońskiej, mimo wszystko ucieszy wersja po polsku.

Skąd wzięło się u pani zainteresowanie literaturą japońską? Ma pani swoich ulubionych pisarzy?

Odpowiedź może nie będzie spektakularna, gdyż najzwyczajniej nie pamiętam, od czego zaczęło się moje zainteresowanie tą literaturą. Było to gdzieś na początku gimnazjum. Pamiętam natomiast, że pierwszą książką, którą przeczytałam, była powieść „Jestem kotem” Sōsekiego Natsume. Potem było „Sedno rzeczy”, które zachwyciło mnie tak bardzo, że dziś bez wahania mogę powiedzieć, że Sōseki to mój ulubiony japoński pisarz. Chociaż, gdy myślę o Jun’ichiro Tanizakim, Shūsaku Endō czy Ryūnosuke Akutagawie, to zastanawiam się, czemu w wyborze miałabym ograniczyć się tylko do jednego z nich.

Co jest pani zdaniem szczególnego w literaturze japońskiej?

Trudno chyba jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Literaturę japońską w całości łączy fakt, że jest osadzona w specyficznych, konkretnych realiach – realiach japońskich, niejednokrotnie dość egzotycznych dla nas, co stanowi pewną ciekawostkę i może zachęcać czytelnika do sięgnięcia po „coś innego”. Nie znaczy to jednak, że nie jesteśmy w stanie w żaden sposób utożsamiać się z postaciami z tak dalekiego kraju, bo wiele aspektów ludzkiego życia jest ponadkulturowych. Reszta to już kwestia pisarza, jego pióra i indywidualnych gustów odbiorców.

Wracając do „Wrót” Sōsekiego, co było dla pani najtrudniejsze w pracy nad przekładem?

Najtrudniejsza była dla mnie scena z domokrążcą z Yamanashi, który próbował sprzedać materiały u bogacza Sakaia. Mówił on dialektem tego regionu, który śmieszył wszystkich zebranych – tokijczyków. Bardzo chciałam, żeby i polski czytelnik poczuł tą różnicę w sposobie mówienia, ale nie wiedziałam, jak to właściwie zrobić. Pomoc uzyskałam od prof. Arkadiusza Jabłońskiego z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, który zasugerował mi, żebym zastosowała któryś z dialektów mazowieckich, jako że Yamanashi nie jest bardzo odległe od Tokio, a jednak język tego regionu mocno się różni od tego w stolicy. Skorzystałam więc z uprzejmości jeszcze jednej osoby – dr Moniki Kresy z Uniwersytetu Warszawskiego, która zadbała o to, żeby bohater książki posługiwał się dialektem kurpiowskim. Przy okazji tej sceny napotkałam rzeczywiście spore trudności, ale dzięki niezwykłej serdeczności, z jaką się spotkałam ze strony prof. Jabłońskiego i dr Kresy, wspominam ją nadzwyczaj przyjemnie.

„Wrota” powstały w roku 1910, na sześć lat przed śmiercią pisarza. Jak pani myśli, czy po ponad stu latach jego proza jest w stanie trafić do współczesnego czytelnika?

Na pewno. Gdyby było inaczej, zaczęłabym się zastanawiać, po co na lekcjach języka polskiego czytamy „Granicę” Zofii Nałkowskiej albo „Zbrodnię i karę” Fiodora Dostojewskiego. Są jednak pewne wartości, uczucia i emocje, które nie zmieniają się na przestrzeni lat i zawsze towarzyszą ludzkiej egzystencji, niezależnie od tego, czy ów człowiek żyje w XIX, XX czy XXI wieku. „Wrota” to opowieść o samotności. Co zaskakujące, o samotności we dwoje, o rezygnacji i bólu związanym z przegraną. W dzisiejszym świecie te problemy nie są przecież nam obce.

To pani pierwszy przekład literacki?

Tak, jest to moja pierwsza tego typu praca.

Pracuje pani obecnie nad kolejnym przekładem? A może istnieje książka, którą szczególnie chciałaby pani przetłumaczyć?

Na razie postanowiłam zrobić przerwę w tłumaczeniu, ponieważ nie mam pojęcia, jak zostaną przyjęte „Wrota” i czy moja praca w związku z tym ma sens. Prawdopodobnie będę przekładała coś dla siebie, ale nie wiem, czy zdecyduję się jeszcze na wydanie książki. Ponadto marzę o tym, żeby kiedyś dokonać przekładu z japońskiego, ale choć mam kontakt z tym językiem już jakiś czas, myślę, że jeszcze długa droga przede mną. A jaka miałaby to być książka? Jeszcze nie zdecydowałam.

Życzę w takim razie powodzenia w realizacji marzeń. I dziękuję za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję.

___

Paulina Wojnarowska-Wrońska – urodzona w Nowym Sączu w 1991 roku, z zawodu inżynier ogrodnictwa. Literaturą i kulturą japońską, zwłaszcza okresu Meiji, Taishō, Shōwa, interesuje się od 15. roku życia. Za swój autorytet uważa prof. Wiesława Kotańskiego. Obecnie mieszka w Przyrowie koło Częstochowy. Od niedawna prowadzi blog na temat literatury japońskiej: bungaku.blog.pl

„Wrota”, Sōseki Natsume, z ang. przeł. Paulina Wojnarowska-Wrońska, wyd. Psychoskok, Konin 2016

3 thoughts on “Wokół powieści „Wrota” Sōsekiego Natsume. Rozmowa z Pauliną Wojnarowską-Wrońską

  1. Oprócz wymienionych na początku książek ukazały się również „Sny dziesięciu nocy” (Oficyna Wydawnicza WSJO, 2009) oraz „Sanshirō” (KAW, 2003). Pozwolimy sobie udostępnić wywiad na fanpage’u Honbon :)

    Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s