Elena Ferrante – pisarka, która wybrała nieobecność

ElenaFerrante_pic

„Być może jest najlepszą współczesną pisarką, o której nie słyszeliście” – pisał o niej tygodnik The Economist. Dziś wystarczy wstawić #ferrantefever w social media, a ujrzymy mnóstwo postów zachwyconych fanów pisarki. Tych anglojęzycznych, ma się rozumieć, bo u nas o jej książkach raczej cicho. „Genialna przyjaciółka”, „Historia nowego nazwiska”, „Historia ucieczki” – niewiele dyskusji na ich temat. Za to o autorce coraz głośniej.

W kontekście Polski zabawne w tym wszystkim jest właśnie to, ta cisza wokół jej książek, podczas gdy Włochy czy Ameryka od dwóch dekad z haczykiem mają na ich punkcie hopla.

There are many reasons to disappear. (Elena Ferrante)

O Elenie Ferrante nie wiadomo praktycznie nic. Samo imię i nazwisko jest tylko pseudonimem, niektórzy krytycy stawiają pod znakiem zapytania nawet jej płeć. Wiadomo, że pochodzi z Neapolu i że pamięta lata 50. XX wieku. „Wierzę, że książki, kiedy już zostaną napisane, nie potrzebują swoich autorów. Jeśli książki te mają coś ważnego do powiedzenia, prędzej lub później znajdą swoich czytelników; jeśli nie mają, to ich nie znajdą”, napisała do swego włoskiego wydawcy przed publikacją pierwszej powieści. 25 lat później nadal jest anonimowa. W swoim kraju udało jej się to, czego pragnęła – jej książki znalazły czytelników, zwróciły ich uwagę. Są trudne, bo pokazują, że życie różami usłane nie jest, ale przez to są dobre. Wybitne. W Polsce… W Polsce trzy części cyklu neapolitańskiego przeszły jakoś bez większego echa, za to bardzo głośno zrobiło się wokół pisarki, o której nikt nic nie wie. I tak jak celebryci znani są z tego, że są znani, tak Ferrante znana jest z tego, że jest… nieznana. A gdzie jej proza?

Przyznam, że mnie to do niej z początku zraziło. Robiłam ze dwa podejścia, by wreszcie się przełamać i przeczytać coś na jej temat, zrobić w sieci i prasie mały research, dowiedzieć się, o co ten szum w mediach i co właściwie ona napisała. Wydaje się, sądząc po wywiadach z nią (nielicznych, na jakie się zgodziła) być całkiem interesującą autorką. Ale nie przez to, kim jest, ale przez to, o czym pisze i jak widzi literaturę. Podoba mi się, jak opisuje współczesny rynek książki, i że robi to trafnie: „Nie liczy się książka, ale aura autora. Jeśli aura już jest, a media ją wzmocnią, wówczas świat wydawniczy z radością otwiera swe drzwi, a rynek z wielką radością ciebie wita. Jeśli tej aury nie ma, a mimo to twoja książka jakimś cudem zacznie się sprzedawać, media znajdą autora, przez co pisarz kończy, sprzedając nie tylko swoje dzieło, ale i samego siebie, swój wizerunek”. I pewnie już bym się zaczytywała wspomnianym cyklem neapolitańskim, gdyby nie fakt, że w bibliotece w całym mieście mają tylko trzecią część.

Na zdjęciu: artykuł o Elenie Ferrante w miesięczniku „Twój Styl” (02/2016) i filiżanka mocnej kawy, bez której ostatnio trudno mi zacząć dzień.

***

Słyszeliście o Elenie Ferrante? Czytaliście jej książki? A może jakaś inna myśl nasuwa się Wam w temacie i macie ochotę się nią podzielić? Śmiało!

11 thoughts on “Elena Ferrante – pisarka, która wybrała nieobecność

  1. Inna myśl: moje stanowisko w sprawie autorów jest właściwie tożsame
    z zapatrywaniami p. Ferrante (wł. errante – błądzący/a), należy jednak
    dodać, że nie jest to pozycja w świecie literatury odosobniona.
    Gustave Flaubert, a za nim wielbiący go Oscar Wilde, powtarzali, że
    sztuka winna ukryć artystę. Dowodem na to odwieczna nieobecność
    Homera, jego wątpliwa tożsamość, niepewne pochodzenie – a jednak
    dzieło trwa. Natomiast w wieku XX stanowisko to przypisać można
    strukturalistom i poststrukturalistom, bardzo solidnie ugruntowane,
    odróżniające tekst, jako byt, od dzieła – jako instancji kulturowej;
    polecam w związku z tym tekst Rolanda Barthesa, „Śmierć autora”.

    Osobiście lubię poznać autora dopiero po zapoznaniu się z dziełem;
    uważam, że to uczciwe, pozwala uniknąć uprzedzeń. Dlatego też
    zgadzam się z autorką – rynek książkowy dokonuje reifikacji dzieła.
    Pozdrawiam

    Liked by 1 osoba

  2. Tak na prawdę nigdy nie czytałam nic tej autorki, ale podoba mi się to, że dla tej osoby nie są ważne pieniądze co wnioskuję po tym, że sama się nie sprzedała, a to o czym pisze. Cenie sobie takie osoby i raczej zaopatrzę się w coś tej autorki ;)

    Lubię

  3. @Karol
    Ze mną bywa różnie. Oczywiście, autor to jedno, a dzieło jego – drugie. I w zasadzie dzieło powinno wystarczyć. Jeśli jest dobre, przetrwa, poradzi sobie z rynkiem i czasem. Jeśli jest marne, to albo szybko zniknie, albo nigdy nie zaistnieje. Jednak, jakkolwiek chwilami bardzo bym chciała, nie zatrzymam tego, jak szybko i w jakim kierunku świat pędzi, tego procesu całego nie zatrzymam. Gdy już autor staje się znany, gdy się o nim mówi – taka już tendencja, to łączenie osoby twórcy z dziełem – to niekiedy zwyczajnie wypada wiedzieć coś niecoś o autorze, nawet jeśli jego książki się jeszcze nie czytało albo przeczytać wcale nie ma zamiaru. Zresztą, życie zawodowe często tego ode mnie wymaga, być na bieżąco. If you can’t beat them, join them. Coś w ten deseń.

    @Gata
    Myślę, że ta jej nieobecność jest najlepszym posunięciem marketingowym w obecnym czasie – nawet jeśli dokonała go całkiem przez przypadek ;)

    Lubię

  4. Często unikam „mód” i książki, o których jest głośno, czy są na fali czytam zazwyczaj długo po tym, jak szum ucichnie. Zresztą podobnie mam z filmami – oglądam je kiedy już dawno wyszły z kin. Dlatego też szum na temat jakiejś tam pisarki obszedł mnie niewiele. Natomiast bardzo, bardzo mnie zaintrygowało to, że Ciebie zaintrygowało to, że w sumie nie wiadomo kto to jest i że dla tej osoby najważniejsze jest samo pisanie. I to podejście mi tez bardzo się podoba! Ten brak przerostu formy (pisarza) nad treścią (książki).
    Z przyjemnością dopisuję do mojej listy pozycji do przeczytania. :)

    Liked by 1 osoba

  5. @Asia
    Mnie natomiast mody jak najbardziej interesują – pokazują, co czyta społeczeństwo, i tym samym dają obraz intelektualnej kondycji tego społeczeństwa. Co nie znaczy, że za modami podążam ;) Ferrante kiedyś przeczytam, z pewnością, ale tyle innych publikacji czeka już na mnie na półce, że sama nie wiem, kiedy to się stanie. Miło mi jednak, że cię zachęciłam do jej książek.

    Liked by 1 osoba

  6. Ja przeczytałam wszystkie części tetralogii neapolitańskiej, nie mogłam się oderwać. Bardzo mi się podobały, oprócz samej historii także wspaniale nakreślone tło historyczne, no i włoskie miasta – Neapol i jeszcze Piza, Florencja, Genua. Jestem zdecydowanie na tak. Ferrante ma rację, wcale nie muszę wiedzieć kim ona jest, książki same się bronią, warto po nie sięgnąć.

    Liked by 1 osoba

  7. @Anna
    Czasami warto daną książkę przeczytać ze względu właśnie na tło. Osobiście uwielbiam, gdy akcja powieści nie skupia się tylko na bohaterach, ale pokazuje życie miasta jako takiego :)

    Lubię

  8. Mam trzy tomy Ferrante na Kindle’u, ale po angielsku, bo zakupiłam jeszcze przed polską premierą. Jeszcze nie czytałam, bo jakoś nie miałam nastroju, ale tyle pozytywnych opinii bardzo zachęca! :)
    P.S. Dziękuję za „follow”! Ja u Ciebie też chętnie się rozejrzę, bo z literaturą azjatycką jeszcze niezbyt dobrze się znam, a nowych inspiracji nigdy za wiele :)

    Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s