Sprytni marynarze z całego świata. O zbiorze „Mężczyźni bez kobiet” Harukiego Murakamiego

SONY DSC

Nieobecność ludzi w takim samym stopniu wpływa na nas i kształtuje, jak ich obecność. Niby oczywiste, ale zazwyczaj się nad tym nie zastanawiamy; idziemy przed siebie, biernie akceptując to, co nam przynoszą kolejne dni. Nieobecność może mieć różne oblicza: czasem od zawsze jesteśmy sami, czasem ktoś z naszego życia znika albo zabiera nam go śmierć, a jeszcze innym razem to my odchodzimy. Bywa rożnie. W każdym jednak przypadku zalęga się w nas pustka, w której echem odbijają się pytania, na które odpowiedzi nie otrzymaliśmy lub których nigdy nie zdążyliśmy zadać

Mężczyźni bez kobiet, najnowsze dzieło Harukiego Murakamiego, to zbiór siedmiu opowiadań, których punktem stycznym jest kobieca nieobecność w życiu mężczyzny lub – jak w przypadku opowiadania „Szeherezada” – strach przed tym, że kobieta w pewnej chwili zniknie. Oryginalnie opowiadań było sześć, z czego cztery ukazały się wcześniej w miesięczniku Bungeishunjū („Drive My Car”, „Yesterday”, „Niezależny organ”, „Kino”), jeden w czasopiśmie Monkey Business („Szeherezada”) i tylko jeden, „Mężczyźni bez kobiet”, był dla czytelników zupełną nowością. W wydaniu polskim (choć nie jest to jedyny przypadek) ukazało się dodatkowo opowiadanie „Zakochany Samsa”, pochodzące ze zbioru Koi shikute: Ten Selected Love Stories (2013). Wszystkie teksty powstały w latach 2013-2014. Uzupełniając tą wyliczankę, cztery opowiadania dostępne są w języku angielskim na stronie internetowej magazynu The New Yorker („Szeherezada”, „Kino”, „Yesterday” i „Zakochany Samsa”), zaś w języku polskim – przed ukazaniem się całego zbioru – przeczytać można było „Szeherezadę” („Książki. Magazyn do czytania”, nr 3(18)/2015).

Trudno pisać o utworach Murakamiego, nie popadając przy tym w rutynę, w powtarzalność opisów. Jak już kiedyś wspominałam (–> klik! klik!), zdaje się on dysponować pewnym zestawem motywów, które w kolejnych dziełach, niczym klocki LEGO, dowolnie ze sobą zestawia. Niekiedy – zauważam po czasie – dorzuca do nich kolejne elementy; w zbiorze Mężczyźni bez kobiet taką nowością są na przykład sposób prowadzenia narracji i dyskretnie przemycony brytyjski humor w opowiadaniu „Samodzielny organ” czy też pewna doza optymizmu zawarta w opowiadaniu „Zakochany Samsa” (będącym, na marginesie, interesującą odwrotnością wydarzeń przedstawionych w opowiadaniu „Przemiana” Franza Kafki). Zamiast pisać typową recenzję, pozwolę sobie tym razem na wypunktowanie kilku (pop)kulturowych elementów, które w zbiorze szczególnie mnie ujęły.

HarukiMurakami_bezKobiet

1. Tytuł! Sam w sobie może prosty i trywialny, ale tu nawiązuje przecież do Ernesta Hemingwaya i jego zbioru opowiadań Men Without Women z roku 1927; podobna zabawa w skojarzenia miała miejsce w przypadku zbioru esejów „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Lubię.

2. Powrót do Beatlesów – podwójny! „Drive My Car” pochodzi przy tym z tego samego albumu („Rubber Soul”, 1965) co utwór „Norwegian Wood”, który posłużył za tytuł bestsellerowej powieści Murakamiego z roku 1987. „Yesterday” w gwarze poznańskiej – boskie!

3. Gwara poznańska. Tak, wbrew opinii malkontentów dla mnie to zabieg fenomenalny. Jak bowiem inaczej oddać osobliwość mowy Kitaru? Za przełożenie dialektu Kansai na gwarę poznańską należy się tłumaczce ogromne uznanie. I nic, że choć z gwarą tą styczność miewam na co dzień, podczas lektury łamałam sobie język, a mózg zwalniał z przetwarzaniem treści – bawiłam się przednio.

4. Cytat za François Truffautem. „Są na świecie ludzie dobrze wychowani i ludzie taktowni”. Do których ja sama należę? Do których należycie Wy?

5. Gwiezdne wojny. Że niby dzieła George’a Lucasa nie było? Jasne, że było! Kto zauważył? Z pozycji minoga Szeherezada opowiada mężczyźnie: „Widziałam nawet strasznie wielkiego żółwia. Z dołu wyglądał na olbrzymiego i ciemnego jak jeden z tych złych statków kosmicznych z Gwiezdnych wojen”. Temat na czasie.

6. Sōseki Natsume. Choć Murakami zawsze podkreśla, że literatura rodzima nigdy specjalnie go nie interesowała, zawsze zaczytywał się raczej amerykańską, w tym tomie dwa razy nawiązuje do dorobku japońskiego klasyka – wspomina o „Sednie rzeczy” (w „Szeherezadzie”) i „Sanshiro” (w „Yesterday”). Czy trzeba dodawać, że osobiście twórczość Sōsekiego wielbię?

7. Sprytni marynarze z całego świata. Określenie ukute przez Murakamiego, powtarzane raz po raz w opowiadaniu „Mężczyźni bez kobiet” – strasznie mi się podoba; ładne takie, ulotne.

A Wy znaleźliście w zbiorze coś ciekawego?

___

„Mężczyźni bez kobiet”
oryg. 女のいない男たち (2014)
Haruki Murakami
przeł.: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo MUZA, 2015

6 thoughts on “Sprytni marynarze z całego świata. O zbiorze „Mężczyźni bez kobiet” Harukiego Murakamiego

  1. @Luiza
    Trochę przewrotny, nyo ;) Murakami tyle popkulturowych okruszków wrzucił do tego zbioru, że aż szkoda było ich nie pozbierać. Jeśli on się świetnie bawił przy pisaniu, pomyślałam, że zamiast analizować teksty poszperam w tropach, które czytelnikowi zostawił.

    Lubię

  2. @Rozkminy Hadyny
    Tak, pamiętam to bingo – trafne :D

    @Kasia W.
    Żaden wstyd! Ileż to ja książek nie czytałam, a „wypadałoby” ;) Sama zaczęłam od Norwegian Wood i przepadłam, ale niektórzy krytykują akurat tą powieść pisarza, bo „zbyt realistyczna” – nie ma jednorożców, alternatywnych światów i wszelkiej dziwności (niezwykłości) dla pisarza charakterystycznej. Ot, dorastanie w latach 60., dzieci kwiaty, samobójstwa, wolny seks… Osobiście wielbię Kronikę ptaka nakręcacza, ale dość trudna jest, wielopoziomowa. Daj znać, co wybrałaś na początek :)

    @Vandrer Uggle
    Cieszy mnie, że aż tak zaostrzyłam sowie apetyt :D

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s