Polskie (nie)czytanie

201511102992

Jak wynika z najnowszego raportu Biblioteki Narodowej na temat stanu czytelnictwa w Polsce, 58% społeczeństwa nie przeczytało w roku 2014 ani jednej książki, a 19% pozostaje poza kulturą pisma, co oznacza, że nie tylko nie czyta książek, ale również żadnej prasy, tak drukowanej, jak i w wydaniu internetowym. Spośród nieczytających 51% czytało książki tylko w czasie nauki, zaś 14% – nigdy. Raport pobrać można ze strony Biblioteki Narodowej –> klik! Jest ciekawy i warto mu się przyjrzeć, dzisiaj nie mam jednak zamiaru szczegółowo go omawiać. Wspominam o nim, gdyż w listopadowym wydaniu gazetki sieci Rossmann „Skarb” zamieszczono miniraport w opracowaniu Agaty Brandt pt. „Jak nie czytają Polacy”; zawartość artykułu to liczby z raportu BN połączone z wypowiedziami osób czytających i uzupełnione o krótki wywiad z dyrektorem wydawnictwa Czarna Owca, Markiem Korczakiem. I choć artykuł jest miejscami chaotyczny, wyjątkowo polecę go do poczytania przy herbacie. Ot, jako wstęp do rozważań na temat poziomu i jakości czytelnictwa w Polsce tudzież na temat rynku książki w ogóle.

Interesująca jest na przykład wypowiedź 17-letniej uczennicy: „W zasadzie nie czytam papieru. Dwa lata temu rodzice fundnęli mi tablet na urodziny i odtąd nie miałam w ręku papierowej książki (…). W ogóle czytam sporo nie tylko książek, ale też tekstów na portalach i gazet, oczywiście w internecie. Tak ze trzy godziny dziennie to na pewno w necie siedzę, z czego dwie to czytam, a godzinę, wiadomo, na fejsie, kwejku i pudelku”. Czyli jednak nie jest tak, że młodzi tylko gapią się ślepo w komórkę czy tablet, śledząc bzdurne wpisy lub grając – to tylko dorosłym się tak wydaje, zwłaszcza tym, którzy z nowymi mediami niekoniecznie są za pan brat. Dla mnie to optymistyczne spojrzenie. Tym bardziej, że wiem, jak mało lektur czyta się w szkole; w roku ubiegłym klasa mojej córki omówiła tylko trzy książki – a to przecież podstawówka, miejsce, gdzie powinno się wyrabiać w dzieciach nawyk czytania. Nienauczone, że książka to coś więcej niż nudny obowiązek, jakimi będą czytelnikami? Lub szczerzej, jakimi ludźmi?

Ciekawe jest też zestawienie opinii względem pytania: co to jest dobra książka? „38% rodaków za dobrą lekturę uważa taką, która daje im możliwość oderwania się od rzeczywistości i przeżywania silnych emocji z jej bohaterami. Opozycję wobec tych czytelników emocjonalnych stanowią pragmatycy, którzy cenią lektury za możliwość zdobycia wiedzy i konkretnych informacji (37%), a także za fakt, że tekst zmusza do myślenia. 25% z nas najbardziej ceni książkowe fastfoody – książki łatwe, szybkie i przyjemne”, czytamy w raporcie „Skarbu”. I tu się uśmiecham, bo wyobraźnią wracam do empikowych półek z bestsellerami…

Polacy czytają bardzo mało, w szkołach listy lektur kurczą się jakby z roku na rok, a omawianie książek zastępowane jest zaliczaniem testu. Jednakże, póki widzę moją półtoraroczną córeczkę, która rano i wieczorem biegnie do starszej siostry ze stosikiem książek i hasłem „citamy, citamy!”, a ta siada i cierpliwie jej czyta bajkę za bajką – nie obawiam się. Jakkolwiek źle wygląda sytuacja, można ją jeszcze zmienić.

***

Czytaliście już raport „Skarbu”? Albo szerzej – raport Biblioteki Narodowej? Jakie są Wasze przemyślenia w kwestii czytelnictwa w Polsce?

6 thoughts on “Polskie (nie)czytanie

  1. Ha. Zagadnienie czytelnictwa i badanie BN wymagają w zasadzie dość porządnego omówienia, ale nie wiem, czy w ogóle chcę się za to zabierać. Może kiedyś coś napiszę na ten temat? ; ) Nie do końca zgadzam się z wynikami badania przeprowadzonego przez BN (nie do końca przemawia do mnie metodologia), bo to tak jak z sondażami politycznymi itp. No ale powiedzmy, że to osobna kwestia w tym momencie i nie będę rozwijać tego punktu – mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale nie czuję się gotowa.

    Jak jest z czytelnictwem w Polsce? Hm, nie powiedziałabym, że aż tak fatalnie. Zawsze będą ludzie, którzy nie sięgną po jakąkolwiek książkę, bo dla nich to strata czasu albo nie odnajdują w literaturze tego, czego szukam ja, Ty, Twoje dzieci czy inni czytelnicy. I nie mam do nieczytających o to pretensji – właśnie dlatego świat jest tak interesującą przestrzenią, że każdy z nas jest inny, chociaż czasami podobny ; )
    Jakość czytanej literatury też już – po kilkunastu latach – przestała mnie irytować. Może po prostu z każdym kolejnym dniem zaczęłam lepiej rozumieć, że dla pewnych ludzi literatura spełnia te same funkcje, co dla mnie na przykład niektóre anime (te mniej ambitne ; )).

    Liked by 1 osoba

  2. @Luiza
    Nie mam co wybaczać, sama traktuję raport raczej jako ogólny zarys stanu czytelnictwa w Polsce, a nie wykładnię. Bo – jak powiedział mój tato – do mnie nikt z ankietą nie przyszedł. ;)

    Własne zdanie na temat rzeczywistego stanu czytelnictwa (i rynku książki) w Polsce dopiero sobie wyrabiam (nie mam zaufania do czarnowidzących mediów); im bardziej jednak temat zgłębiam, tym szerszy i bardziej złożony się okazuje. Właśnie kończę książkę „Szwecja czyta. Polska czyta” – jest genialna, choć przyznam, miejscami nierówna; o ile szwedzka część jest bogata, omawia pracę wydawnictw, pisarzy, tłumaczy, podkreśla szczególność czytelnika młodego i wskazuje sposoby dotarcia do niego w dynamicznie zmieniającym się świecie, o tyle część polska, mam wrażenie, uparcie skupia się na samorządowcach…

    A ta mniej ambitna literatura, hm… Zawsze jest nadzieja, że zaczynając od zwykłego czytadła, z czasem czytelnik sięgnie po coś wartościowszego ;) Niemniej, mimo najlepszych chęci nie umiem nazwać literaturą „dzieł” celebrytów, w których na lśniącym kredowym papierze, w twardej okładce i wśród dziesiątek barwnych zdjęć jest zwykły, wielką czcionką zapisany… bełkot. Sama nie wiem, czy nie lepszy w takim przypadku Grey ;)

    Lubię

  3. A ja mam pytanie, które zawsze zadaję dość wkurzonym tonem – a skąd oni mają te raporty? Nie ma dnia, albo choćby jednego przejazdu autobusowego, żebym nie widziała kilku osób czytających i to najczęściej książki, ale również magazyny, bądź coś na kindle. Do bibliotek też dużo osób chodzi. Ludzie czytają. Nie każdy jest molem, ale dużo osób tę czy inną książkę czyta. Więc skąd oni biorą te durne dane? Sprawa lektur w szkołach to temat rzeka, który mi podnosi ciśnienie, bo wciąż pamiętam koszmar lektur za swoich czasów szkolnych, a ostatnio jest coraz gorzej.

    Lubię

  4. @Gia
    Nie wiem, w jakim systemie Ty kończyłaś szkołę, ale za moich czasów te lektury najgorsze jakieś nie były ;) Owszem, nie wszystkie lubiłam, ale w czytaniu nie zawsze chodzi o to, by czytać to, co się lubi, przynajmniej na pewnym etapie życia – w przeciwnym razie nigdy nie wyjdziemy poza wąskie horyzonty, nigdy też nie wyrobimy sobie czytelniczego gustu. Te listy lektur, czy to w podstawówce, czy w liceum, były tak długie, że naprawdę było w czym wybierać. Od „Chłopów” i „Lalki” odpycha mnie do dziś, pozytywistów w ogóle jakoś nie trawię, ale było też całe gro świetnych książek, jak choćby „Tango”, „Kartoteka”, Szekspir całościowo <3 A wiersze? Część z nich tak mi się wbiła w pamięć, że siedzi do dziś. Ja rozumiem, że czasy się zmieniają i jak najbardziej jestem za tym, by listy lektur były odświeżane o pozycje nowe, bliższe młodemu czytelnikowi, ale, do diaska, niech będą! Bo bardzo wiele dzieci jedyny kontakt z książką ma właśnie w szkole.

    Interesujące i ważne jest też, w jakim mieście dokonujesz swoich obserwacji. Bo jeśli w stolicy czy innym dużym, to owszem, zgodzę się, że nos w książce to zjawisko jeśli nie powszechne, to przynajmniej znajome. Natomiast w małych miastach to już raczej obrazek niecodzienny. Mnie strasznie cieszy, gdy wsiądę w PKS i dostrzegam, że nie jestem jedyną czytającą.

    Lubię

  5. Agnieszko,
    szkoda, że w polskiej dyskusji o czytaniu-nieczytaniu dominuje polityka, a brakuje dobrego omówienia całego mechanizmu tworzenia książek, ich dystrybucji, a następnie recepcji i krytyki. Słyszałam o publikacji „Szwecja czyta. Polska czyta” i widzę, że polecasz, to pewnie kiedyś z ciekawości sięgnę.

    Jasne, dla mnie samo słowo „literatura” już jest magiczne (i bardzo lubię je wykorzystywać w swoich tekstach w każdej formie ^.-). Dlatego tez rozumiem Twoje świadome nienazywanie literaturą książek celebrytów (dla mnie to też nie jest literatura, tak jak poradniki itp.).
    Są jednak ludzie – tak widzę po niektórych swoich znajomych, niestety – że czytanie marnej jakościowo literatury nie wpływa na poszukiwania czegoś chociaż trochę ambitniejszego.

    Ciekawa jestem, jakimi czytelnikami będą osoby, które dopiero dostępują inicjacji w świat książek, a później literatury, o!

    „Lalki” nie sposób jest zinterpretować w całości przy użyciu jednej metodologii – to powieść fascynująca, jeśli tylko pozwolisz poprowadzić się do ogrodu człowieka i jego pasji, namiętności, marzeń i planów, które w zetknięciu z rzeczywistością okazują się mrzonką, mirażem. Ale to tak tylko na marginesie.

    Gia, to nie wina lektur, ale nauczycieli, którzy nie potrafią pokazać piękna literatury – tak sądzę.

    Rzadko czytam w środkach komunikacji miejskiej (ale wynika to z tego, że w wieku szkolnym i studenckim czytałam wszędzie i przy każdym [nie]świetle, co ma swoje konsekwencje, jeśli z natury ma się wrażliwe oczy), niemniej jednak codziennie widzę kilka osób z książkami bądź czytnikami, więc nie jest aż tak źle ; )

    Liked by 1 osoba

  6. Luizo,

    jeśli wiedza moja jest aktualna, Ty dokonujesz swoich obserwacji w dużym, mocno z kulturą związanym mieście ;) Inna sprawa, że bardzo to miasto lubię; lubię w nim przebywać. Ale może to doznania moje-z-zewnątrz, może mieszkanie tam przez lata zmienia perspektywę i odbiór.

    „Lalce” pewnie dam jeszcze szansę; może zwyczajnie nie był jej czas lub niewłaściwie podeszła do jej omawiania nauczycielka w liceum. Tato mój na przykład wrócił po latach do „Pana Tadeusza” i uznał, że są książki, które właściwie pojmiemy dopiero, gdy mamy pewną już wiedzę i pewne doświadczenia za sobą.

    Tak w kwestii czytania wspomnę jeszcze o czymś, co mi w głowie siedzi i zastanawia od czasu do czasu. Miałam w liceum kolegę; w jego domu się nie czytało, a jeśli książka się pojawiła, to traktowana była jako podpałka i trafiała do kuchni węglowej. Gdy na jakąś okazję dostał ode mnie słownik do niemieckiego, chronił go przed matką jak cennego skarbu. Ten chłopak zaczął czytać pod moim wpływem; chciał mieć o czym rozmawiać ze mną i moim bratem, więc czytał z nami Sapkowskiego. Później wciągnął się w szkolne lektury, m.in. „Lalkę” czy „Rozmowy z katem”. Spotkałam go raz jeden po latach. Powiedział, że dzięki mnie zaczął czytać i mimo że wraz z moim zniknięciem przestał, to dziękuje mi, bo to było piękne doświadczenie. Tak sobie myślę, że z jednej strony to miłe. Że ktoś docenił wagę lektury, że się przełamał, że nie poprzestał w życiu na książce „Jak Wojtek został strażakiem” i na czytaniu o grach na PS. Z drugiej strony – jakoś smutne wydaje mi się to, że czytać jednak przestał, a życie jego poleciało na łeb na szyję. To tak, jakby się poddał temu, co „oferowała mu” rodzina.

    I na koniec, publikację „Szwecja czyta. Polska czyta” doczytałam do końca :) … i częścią polską jestem zawiedziona, o czym niedługo napiszę xD

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s