Wrzesień z kryminałem

wrzesienzkryminalem

Paulina z Miasta Książek, wraz z kilkoma innymi blogerami, zorganizowała na ten miesiąc takie oto wydarzenie – jak w tytule postu, Wrzesień z kryminałem. Dołączyłam, bo idealnie wpasowało się w mój aktualny nastrój; schyłek lata i początek jesieni to w moim odczuciu najlepszy czas na literackie spotkanie ze zbrodnią, lekarzami sądowymi, kompetentnymi (lub nie) komisarzami, najlepszy czas na grzebanie w ludzkiej przeszłości, by zrozumieć, jak doszło do tej czy innej tragedii.

Wróciłam do Fjällbacki.

Przyznam, miałam obawy. Nie dlatego, żebym powieści Läckberg nie lubiła – wręcz przeciwnie! Jedne są udane, inne trochę (?) mniej, jednak klimat samej Fjällbacki pozostaje ten sam. Dobrze się czuję w tym nadmorskim miasteczku. Obawy brały się stąd, iż lekturę sagi miałam zacząć od „Niemieckiego bękarta”, którego adaptację oglądałam w styczniu, wraz z resztą serialu „Morderstwa we Fjällbace”, i nie byłam pewna, czy znając treść historii, nadal będę czerpała przyjemność z lektury. Chciałam sama się pogłowić, kto zabił i dlaczego. Obawy moje okazały się na szczęście płonne – adaptacja była dość luźna, a pozostałe odcinki serialu nie miały wiele wspólnego z kolejnymi tomami powieści.

I tak, w ostatnich tygodniach pochłonęłam wspomnianego „Niemieckiego bękarta”, „Syrenkę” i „Latarnika”, z czego pierwsza powieść wciągnęła mnie najbardziej (poruszając interesujący mnie temat II wojny światowej, kwestię przemijania i wpływu pojedynczych decyzji na kształtowanie się życia i osobowości człowieka), a ostatnia – najdłużej nie dała mi spokoju, pozostawiając pod zamkniętymi powiekami obraz matki stojącej w morzu z maleńkim ciałkiem na rękach, tyleż makabryczny, co wzruszający (kto czytał, ten wie, co mam na myśli; kto nie czytał, ten najlepiej, by chwycił za książkę i dowiedział się sam).

Czytanie hurtem powieści Läckberg ma jedną wadę – ma się wrażenie, że autorka traktuje czytelnika jak małe dziecko, w każdym tomie na swój sposób streszczając dzieje życia bohaterów głównych; jakby prowadziła czytelnika za rękę, nie ufając, że sam świetnie potrafił będzie poruszać się po jej świecie. Notoryczne powtarzanie, jak trudne życie miała siostra Eriki, Anna, jak ciężko było jej z pierwszym mężem, a wcześniej, jak skomplikowane były jej i siostry relacje z matką, wałkowanie w każdym tomie, kto z kim był i dlaczego się rozstał, podkreślanie, z jakąż depresją zmagała się Erika przy pierwszej ciąży, i jakim kobieciarzem był Martin Molin, zanim spotkał Pię, tudzież przytaczanie faktu, że był najmłodszy stażem na komisariacie, ale przy tym bystry i chętnie współpracujący z Patrikiem, w przeciwieństwie do Gösty, który woli minigolfa… Poprzestając choćby na tych przykładach, wszystko to drażniło mnie w trakcie lektury i łapałam się na tym, że niektóre fragmenty (np. sceny z Anną i Danem) szybko ogarniałam wzrokiem, pędząc dalej, nie zatrzymując się ani na moment, by się nimi delektować. Trochę mi szkoda, nie lubię tak.

Zostały mi dwa tomy sagi i nie mogę się zdecydować, czy chłonąć klimat Fjällbacki dalej, czy może zrobić sobie krótką przerwę. Jedno jest pewne – dobrze mi jesienią w Szwecji.

***

Jak to jest z Wami, lubicie kryminały? Macie swoje ulubione tytuły, ulubionych autorów? A jeśli nie lubicie – dlaczego? Piszcie śmiało, chętnie podyskutuję z Wami przy kawie.

5 thoughts on “Wrzesień z kryminałem

  1. Też uważam, że schyłek lata to idealny czas na kryminały. Dlatego też zaczytuję się obecnie w przygodach Poirota i jego wiernego towarzysza Hastingsa, a po godzinach… rozwiązuję z Sherlockiem Holmesem zagadki w najnowszym „Sherlock Holmes: Zbrodnia i kara”. Polecam, tak jak i inne odsłony tej gry – można świetnie wczuć się w klimat… i do tego ta angielska pogoda! Fantastyczny pomysł na przeżywanie kryminału… trochę inaczej. ;)

    Lubię

  2. Ogólnie nie przepadam za kryminałami, bo zazwyczaj zbyt szybko domyślam się intrygi i potem tylko się irytuję, gdy moje domysły się potwierdzają. Natomiast jednym tchem przeczytałam trylogię „Millennium” (nie ukrywam, że dopiero po obejrzeniu filmu z „Bondem”), a jakiś czas potem „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął” (a to też w pewnym sensie kryminał) i chyba powoli przekonuję się do tego gatunku skandynawskiej literatury. Już kilka razy zerkałam w księgarni w stronę Läckberg, zatem skoro polecasz, to dopisuję na koniec listy oczekujących tytułów. :P

    P.S. Co do powtarzania tych samych szczegółów o bohaterach w kolejnych tomach – też mnie to irytuje! Kto nie czytał innych tomów, tego strata!

    Liked by 1 osoba

  3. Baaardzo lubię kryminały, ale akurat Lackberg nie przypadła mi do gustu. Może to nie fair, bo czytałam tylko „Księżniczkę z lodu”, ale później już nie było okazji do kolejnych lektur. Lubię za to Petera Maya i Johana Theorina, a widzę tam wyżej na zdjęciu z Facebooka ich okładki. Te książki polecam zawsze jak jakaś psychofanka ;)
    Pomysł Padmy był świetny, szkoda że nie mogłam wziąć udziału we Wrześniu z kryminałem, ale ostatnio mam wielką ochotę na reportaże. Następnym razem (bo chyba będzie następny raz?) na pewno się przyłączę :)

    Lubię

  4. @Świerszcze w butonierce
    Nie znałam tej gry! W ogóle z grami jestem na bakier, ale ta jakoś kusi ;) Inna sprawa, że jakkolwiek Sherlocka lubię, nigdy nie czytałam powieści z jego udziałem. Może czas nadrobić?

    @Asia
    Też uważam, że strata tego, kto nie czytał – zawsze może wrócić, jeśli chce, natomiast czytelnik „wierny” zwyczajnie się przy tych akapitach niecierpliwi. Bo ileż można?

    Millenium i mnie wciągnęło, choć przyznam, powieść czytałam tylko pierwszą. Za to obejrzałam chętnie ekranizacje, zarówno amerykańską, jak i szwedzką – się nie mogłam powstrzymać :D Do pozostałych powieści z pewnością wrócę, wówczas nie było ich w bibliotece.

    @Luiza
    Brzmi makabrycznie, ale zgodnie z prawdą – mnie również kryminały relaksują! Jedni odpoczywają przy romansidłach, mnie urzekają śledztwa.

    A kiedyś – ach! – to taki pojemny przedział czasowy… ;)

    @Ekruda
    „Księżniczka z lodu” powstała na zakończenie trzytygodniowego kursu pisarskiego. Siłą rzeczy, może mieć potknięcia, a wiele osób ją krytykuje. Jeśli nie masz ochoty wczytać się w całą sagę, polecam Ci sięgnąć po „Niemieckiego bękarta” albo „Latarnika”. Jeśli po nich nie poczujesz mięty do Läckberg, resztę możesz sobie śmiało darować ;)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s