o wakacyjnym czytaniu i literackich zapowiedziach

zapowiedzi_sierpien2015Typowym molem książkowym, jakiego promuje książkowa blogosfera, nie jestem. Przyznaję bez bicia. Czasem czytam bardzo dużo, czasem jednak prawie nic. Bywają lata, że pochłonę więcej niż 52 książki w roku, ale normą one nie są. Bywają powieści, dla których przepadam na 24h, bywają też tygodnie, gdy książki żadnej nie tknę. I wiecie co? Dobrze mi z tym! To, czego bardzo nie lubię, to próba wywarcia presji, że coś się musi – wtedy pasja potrafi zamienić się w mały (?) horror i żadną siłą do niej nie wrócę. Zatem, czytającym na akord książkowym pasjonatom mówię: Wasz wybór, ja czasem wolę jednak dyndać beztrosko na hamaku i gapić się w niebo. Albo film obejrzeć w kinie. Albo z przyjaciółmi dzień przegadać. Góry zdeptać. Kamyki z morza wyławiać. Babki z piasku z dzieckiem lepić. I nie czuję się ani trochę winna, że jakaś lektura niedokończona na parapecie leży.

Dokładnie tak jest teraz. Lato w pełni, upał deszczem przeplatany, a ja nie czytam. To znaczy, czytam, ale nie tak dużo i tak często, jak by się wydawało; leniwie, po kilka stron, podczytuję powieść włoskiego pisarza Diego Galdino „Pierwsza kawa o poranku”, uroczy romans z aromatem espresso i rzymskim Zatybrzem w tle. Latem prym wiodą u mnie czasopisma, krótkie teksty – artykuły, wywiady – do których zerknąć można między jednym a drugim łykiem kawy, między muffinem zjedzonym na plaży a pływaniem w jeziorze. „Książki. Magazyn do czytania”, „National Geographic”, „Deutsch aktuell” (bo wrzesień za pasem i jakiś ciekawy materiał dla kursantki wyszukać warto) – to moi towarzysze w ostatnich tygodniach. A Wy – zaglądacie do prasy? Macie swoje ulubione tytuły lub takie, które właśnie wpadły w Wasze ręce? Chętnie o nich posłucham.

Tymczasem wspomnę Wam o czterech publikacjach, które mnie zaintrygowały. Przede wszystkim zapowiadany na 23 września „Pogrzebany olbrzym” Kazuo Ishiguro, o którym wspominałam już w styczniu (–> klik! klik!) – nadal kusi mnie, by wreszcie poznać tego autora. Nie mniej ciągnie mnie, by przeczytać książkę non fiction „Marynarka Wojenna Cesarstwa Japonii w wojnie na Pacyfiku” Marka E. Stille (Wydawnictwo Poznańskie; data premiery: 9 września); przyznam, że od kilku miesięcy zauważam u siebie spore zainteresowanie przebiegiem wojny na Pacyfiku i pochłaniam wszystko, co na ten temat wpadnie mi w ręce (m.in. „Bitwy tytanów”, nr 2/2015; numer specjalny miesięcznika „Historia Do Rzeczy”). Wydawnictwo Kirin również przygotowało ciekawą tematycznie publikację – „Uwikłane w kulturę” Magdaleny Furmanik Kowalskiej, w której przedstawiono twórczość kilkunastu japońskich i chińskich artystek współczesnych; chętnie bym się jej przyjrzała, choćby ze względu na Yoko Ono, która tak samo mnie urzeka, jak odpycha. Czwartą książką, o której chcę wspomnieć, jest (auto)biograficzna opowieść Hyeonseo Lee (w duecie z Davidem Johnem) o ucieczce z Korei Północnej – „Dziewczyna o siedmiu imionach”, zapowiadana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka na 8 września.

***

Któryś tytuł zwrócił Waszą uwagę? A może macie własne, na które czekacie?

8 thoughts on “o wakacyjnym czytaniu i literackich zapowiedziach

  1. Z tego zestawu chyba wyjątkowo nic mnie nie skusi. Ale za to teraz mam ochotę na muffina a sklepy zamknięte :(
    Swoją drogą, uroczy wstęp. To odświeżające uczucie przeczytać coś takiego, podczas gdy na blogach królują „stosiki”, które zwykle przerażają mnie wielkością. Rozumiem twoje podejście – takie czytanie na ilość całkowicie odbiera przyjemność z lektury. Nic na siłę :)

    Liked by 1 osoba

  2. W pewnym momencie poczułam presję i wybrałam podobnie jak Ty – chwile leżenia i patrzenia w niebo, na łąki, wodę czy ptaki itd. I lubię poświęcić sporo czasu na podziwianie swoich własnych prywatnych widoków przestrzeni, które mnie z jednej strony inspirują, z drugiej pozwalają wyciszyć, powrócić do siebie.

    Z wymienionych przez Ciebie książek – czekam na tę autorstwa Kazuo Ishiguro. Bardzo polubiłam jego prozę, jego sposób patrzenia na człowieka. Polecam, jeśli kiedyś będziesz miała chęć, czas, sposobność.

    Coraz więcej publikuje się książek o Korei Północnej – czy intymistyki, czy literatury faktu. Ja bym jednak chętnie poczytała poezję i literaturę fikcjonalną ; )

    Liked by 1 osoba

  3. @Siaczex
    Muffiny piekę sama, wedle nastoju i smaku: z owocami, z czekoladą, z herbatą matcha. Zawsze mam wtedy sztuk 12, a ja łasuch jestem, gdy o słodkości chodzi; jedna ze sklepu smakowałaby malizną ;) Inna sprawa, odkryłam wczoraj, że mój pobliski sklepik z herbatą został zamknięty, bu. A matcha się skończyła…

    Miło mi, że tak pozytywnie odebrałaś mój wpis.

    @Luiza
    Wyciszenie – słowo-zaklęcie w ostatnim czasie, gdy tak spojrzeć na ludzi. Wiecznie gdzieś gnają, nawet podczas lektury… Ot, skojarzenie.

    Myślisz, że warto/ można zacząć znajomość z Ishiguro od „Nie opuszczaj mnie”? Mam tę powieść na półce i żadnych planów w związku z kolejną lekturą. („Pierwsza kawa o poranku” Galdino, zdaje się, dziś mi się skończy).

    Co się zaś tyczy Korei Północnej, tak, zauważyłam ;) choćby w tym tylko roku sporo książek na jej temat pojawiło się na rynku. I choć zwracają moją uwagę, przyznam, że jeszcze żadnej nie czytałam. Zawsze mi bliżej w inne rejony. Ostatnio kusi Italia; może to kwestia upalnego lata, a może tego, że pozostałości po starożytnym Rzymie kojarzą mi się z jakimś wypracowanym przez setki (lub wręcz tysiące) lat spokojem.

    Lubię

  4. W ostatnim czasie, tak, chociaż mam wrażenie, że w zasadzie od dłuższego czasu ludzie przyspieszają i może czasami chcieliby się wyciszyć, to jednak na swój sposób niektórzy się tego, hm, obawiają.

    Zaczęłam od „Malarza świata ułudy”, ale sądzę, że chyba najlepszy na początek jest „Pejzaż w kolorze sepii”. Nie czytałam „Nie opuszczaj mnie”, chociaż w – mam nadzieję, że niedalekiej – przyszłości poznam. Dlatego… na Twoim miejscu bym zaryzykowała. Zawsze to dobry pretekst do poszukania kolejnego utworu : )

    Ciekawe skojarzenie z wypracowanym spokojem. Coś w tym jest. Spokój zapisany w miejscach, które były wynikiem różnych działań, a przy okazji świadkami kolejnych przemian.
    Widzisz, a mnie Korea Północna (i Południowa) interesuje. Tylko… jak widzę, że teraz panuje moda na ten rejon świata, w dodatku publikacje dostępne w języku polskim są nastawione głównie na wzbudzanie sensacji itd., to jakoś marzy mi się znowu podróż literacka po Skandynawii ; ) Poczekam, aż moda przeminie.

    Słoneczności!

    Liked by 1 osoba

  5. @Luiza
    Chwyciłam po Ishiguro „Nie opuszczaj mnie” (swoją drogą, tytuł oryginału brzmi Never Let Me Go, „nie pozwól mi odejść”, co ma przecież zupełnie inny wydźwięk – ciekawe, czemu zdecydowano się na zmianę tytułu?), przeczytałam pierwszy rozdział. Widać od razu, że Ishiguro nie ma mentalności japońskiej. Czuć w nim brytyjskość, w każdym jego zdaniu, w klimacie, jaki tworzy. Zainteresowało mnie, niemniej, odłożyłam; lektura wydała mi się ciężka, a w upalne dni trudne tematy nie są mi po drodze. Przeniosłam się zatem chwilowo do Chin, z Thubronem. ;)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s