„Daj mi więcej” – Paulina Klepacz

p.klepacz

Przyznam od razu – podchodziłam do książki ostrożnie. Przede wszystkim okładka – niby ciekawa, ale ten róż! Do tego szminka rozmazana, usta namiętne… trudno się dziwić, że w dobie wysypu powieści typu „on taki przystojny, lecz o niepohamowanej chuci, a ona taka niewinna, oprzeć się mu nie może” skojarzenia z pseudoerotyczną pseudoliteraturą narzucają się same. A do takich mnie nie ciągnie. Bądź co bądź, lubię jednak fabułę. Inna sprawa, zdaje się, że słowo „więcej” na stałe zagościło w słowniku podręcznym obecnych dwudziestolatków i jakoby definiuje ich (roszczeniowe) podejście do wszystkiego, tylko nie do samych siebie. To z kolei irytuje. Zaintrygowało mnie jednak, co o tym pokoleniu ma do powiedzenia osoba młoda, rocznik ’87. Zaczęłam czytać i… przepadłam.

Oto oni: Pola i Tomasz. Oboje z małego Miasteczka, oboje jakich wiele, grzeczni, w sobie zakochani miłością pierwszą i do grobowej deski. Z dobrymi ocenami, ale i wielkimi planami, zaraz po maturze przenoszą się do wielkiego Miasta. Wspólne mieszkanie: dwa pokoje z kuchnią, skromne, ale własne, studia, praca. Dobry seks. I wizja wyjścia ponad wszelkie ramy, ponad wszelkie etykietki, które im na starcie społeczeństwo przypisało. Będą sławni, będą bogaci, zawojują świat. I nie żadna nudna, przeciętna praca – to musi być coś ekstra, show-biznes. Powrót po studiach na prowincję? Małżeństwo? Dzieci? W żadnym wypadku!

Pola studiuje polonistykę, zarabia jako korektor w jednym z czasopism. Tomasz zahacza się w telewizji – w równym stopniu, co w dziwnej relacji z Emilianem Mościckim. Początkowo Pola stara się nie zauważać sygnałów, że coś jest nie tak, że coś między nią a Tomaszem zaczyna zgrzytać. Stara się nie widzieć, jak często bywa on na mieście i salonach w towarzystwie Emiliana, jak bardzo się na te wyjścia stroi, jak bardzo zmienia się jego charakter, jak się oddala, krytykować zaczyna. Do czasu. Później wszystko nabiera tempa. Imprezy po świt w gejowskich klubach. Morze wypijanego alkoholu. Przyjaźń z Maksem i Krzysiem. Zmiana pracy. Awans. Znajomość z Marcelkiem. Kłamstwa. Rozstania. Powroty, ale tylko po to, by wkrótce dotarło, że nie było warto. Klin klinem, zdrada zdradą. Wódka, papieros, seks. Dzień po dniu. Z kimkolwiek, gdziekolwiek. Wejść na wyżyny, by z tym większym hukiem sięgnąć dna.

Fabuła powieści „Daj mi więcej” Pauliny Klepacz skomplikowana nie jest, z pewnością jednak skomplikowane są relacje między bohaterami i ich nastawienie względem życia. Z jednej strony odrzucają konserwatywny podział na damskie i męskie, od dziecka przypisane role, schemat, że kobieta z mężczyzną tylko, możliwie z jednym – układa się czy nie. Z drugiej strony, konflikt między tym, co wpajano, a tym, co się odczuwa, co sprawia przyjemność, mocno jest u bohaterów widoczny. Przynajmniej u Poli. Tomasz idzie na żywioł – a jednocześnie w zaparte, ma ogromny problem z przyznaniem się do tego, że faceci kręcą go bardziej. Ale to nie tylko o seksualność w powieści chodzi. W całym tym wirze imprez, picia, jednorazowego seksu, lansu, robienia kariery za wszelką cenę nasi piękni dwudziestoletni zwyczajnie się gubią: chcą, ale nie wiedzą do końca, czego; pragną szczęścia, nie umiejąc kompletnie zdefiniować, czym ono – choćby dla nich – jest. Miłości pragną i w miłość nie wierzą.

Miłość zwyczajnie nie istnieje. – Zastanawiam się. – Po prostu wmówiono nam, że nie możemy żyć sami, więc się parujemy, tkwimy w związkach – bezpiecznych, nudnych, wygodnych z tego lub innego beznadziejnego powodu. Przeklęte potrzeby stadne. Dobieramy się lepiej lub gorzej. Może ja do Tomka wróciłam, bo wszyscy wokół byli sparowani, i tak mieszkaliśmy razem, była taka a nie inna sytuacja ekonomiczna, dorosłość na kredyt… (str. 274)

„Daj mi więcej” to gorzka historia o dojrzewaniu w czasach, gdy teoretycznie wszystko można. Nie ma granic. Nie ma tabu. Problem w tym, że jej bohaterowie nie potrafią powiedzieć „dość”, „wystarczy”. Chcą wszystkiego, tu i teraz; nie potrafią wybrać. Przeraża ich dotychczasowa, schematyczna recepta na życie, więc ją odrzucają, ale jednocześnie nie znajdują alternatywy, nie potrafią zdefiniować, jak ma ich życie wyglądać, by się w nim odnaleźli.

– Maks, a wiesz co?
– No?
– Może czas wreszcie dorosnąć? Iść do teatru, do opery, a nie do Glow. Wziąć kredyt, kupić mieszkanie, samochód…
– Żartujesz?
– Oczywiście! W ogóle niczego nie będę pisała! Będę używała życia, ile wlezie! Ciągle więcej! Jak te dzieci! Będę zmieniać chłopców jak rękawiczki, bez wyrzutów sumienia! Pieniądze trwonić! Szastać nimi na prawo i lewo!
– Poważnie?
– Dziś to już nie wiadomo, co jest na poważnie, a co nie. (str. 328-329)

Paulina Klepacz napisała powieść odważną, w języku i treści dosadną, w sferze erotycznej – śmiałą. Dającą pewien wgląd w życie dwudziestoletnich: panów życia z zewnątrz, lecz od środka często zagubionych, pogubionych, bezradnych. Jej proza uwodzi, wbija w fotel, zmusza do myślenia szerszego, bez szufladkowania, bez wydawania pochopnych sądów. Mocna, naprawdę mocna rzecz.

___

„Daj mi więcej”
Paulina Klepacz
wyd.: MUZA, Warszawa 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s