Pomiędzy zachwytem a rozgoryczeniem. „Kronika japońska. Pustka i pełnia” Nicolasa Bouviera

Japonia lat 60. i 70. XX wieku ukazana okiem szwajcarskiego podróżnika.

Bouvier

Po raz pierwszy Nicolas Bouvier zawitał w Japonii w roku 1955 – 20 października dotarł na pokładzie statku „Cambodge” do Jokohamy i tym samym zakończył wędrówkę, którą rozpoczął na początku lat 50. wraz z przyjacielem, malarzem Thierrym Vernetem; podróżowali samochodem z Genewy przez Jugosławię, Grecję, Turcję, Afganistan, Pakistan aż do Indii (wyprawa ta została opisana w książce „Oswajanie świata” – pozycji obowiązkowej dla podróżników-pasjonatów, wydanej w roku 1963). W międzyczasie dwa lata mieszkał Bouvier na Cejlonie. Pierwszą noc w Tokio spędził w małym barze, na krześle, to przysypiając, to zerkając do wieczornej gazety, którą wcześniej kupił. Szukanie pokoju rozpoczął następnego dopiero dnia – znalazł odpowiednie (do swych potrzeb i kieszeni) w dzielnicy Araki-chō, którą później wnikliwie opisał. Bywało podczas tego pobytu, że nie bardzo miał gdzie spać. Bywało też, że odczuwał dogłębnie, co to głód. Bywało, że pisał artykuł, ale nim skończył, czasopismo już nie istniało i cała praca szła na marne. Spędził tak około roku.

Zaaklimatyzowałem się. Kiedy sprawy przybierają zły obrót, zamiast zbyt wiele oczekiwać od ludzi, trzeba raczej wyostrzyć stosunek do rzeczy.

Wyostrzył. Uwagę jego zwrócił mur w dzielnicy Azabu, wzdłuż linii tramwajowej numer siedem; mur porośnięty grzybem i pokryty pleśnią, który jawił mu się niczym teatr, w którym przechodnie pojawiają się i znikają. Swoiste olśnienie. Bouvier sprzedał ostatnie książki, kupił klisze do aparatu i przez kilka dni, niezauważany, fotografował ten swój mur-teatr; sceny, które każdy niby widzi, ale na ogół ich nie rejestruje. Fotografie sprzedał pismu ilustrowanemu w Tokio (redaktorzy sami byli zdumieni istnieniem muru), a pieniądze przeznaczył na pokrycie części kosztów biletu powrotnego do Europy.

Do Japonii Bouvier wraca osiem lat później, w roku 1964, tym razem jednak już nie sam, ale z żoną Èliane i trzyletnim synkiem Thomasem; dodatkowo, Èliane jest w zaawansowanej ciąży. Nicolas nie może już prowadzić życia trampa – spoczywa na nim odpowiedzialność za rodzinę. Tokio się zmieniło, czuje się nim rozczarowany, udaje się więc dalej, do Kioto, miasta, o którym powie później, że „pomimo swej łagodności [ma w sobie] coś złowieszczego”. Tam, na terenie świątyni buddyjskiej Daitokuji, wynajmuje dom, stałe miejsce dla siebie i bliskich. Niemniej, od czasu do czasu wędruje, poznaje ludzi i miejsca, doświadcza, zgłębia otaczający go świat, pisze i robi zdjęcia. Słowem i obrazem dokumentuje ulotną rzeczywistość. W swej potrzebie wędrówki dociera aż na Hokkaido: pragnie poznać kulturę Ajnów. Autobusem i pociągiem przemierza kolejne tereny dawnej wyspy Ezo: przylądek Erimo, miejscowości Kushiro i Abashiri, by ostatecznie znaleźć się w Wakkanai, najdalej na północ wysuniętym mieście Japonii. W roku 1966 Bouvier wraca do Genewy. W Japonii pojawi się jeszcze raz, w roku 1970, z okazji Wystawy Światowej w Osace.

„Kronika japońska. Pustka i pełnia” to zapis tych wszystkich japońskich wypraw Bouviera, zbiór jego wrażeń, odczuć, przemyśleń, przeżyć. Choć nie tylko – znajdziemy tu również skróconą historię Japonii, przefiltrowaną przez lekki, miejscami ironiczny język pisarza: od powstania wysp japońskich i ich mieszkańców, przez pierwsze kontakty z Chinami, przyjęcie buddyzmu, przepych epoki Heian, wiek XIII i pierwsze wzmianki o wyspie Zipingu (jak wówczas nazywa się Japonię) w zapiskach Marco Polo, wiek XVI i krzewienie chrześcijanizmu – misje franciszkanów, jezuitów, pojawienie się Holendrów w wieku XVIII i handel zagraniczny, okres Tokugawa i całkowite zamknięcie Japonii na świat zewnętrzny, przybycie Perry’ego dwa wieki później, całkowitą westernizację, obie wojny światowe aż po czasy Bouvierowi współczesne. Co ciekawe, część historyczna książki powstała jako dzieło samodzielne – wydano je w Lozannie w roku 1967 pt. Japon; forma obecnie prezentowana czytelnikowi pochodzi z roku 1988.

Zapiski Bouviera to dość specyficzna literatura podróżnicza; mocno wzbogacona wątkami autobiograficznymi, refleksjami, często przechodzi płynnie w rozważania filozoficzne. Narracja nie przebiega tu chronologicznie, dłuższe lub krótsze zapiski z rożnych lat przeplatają się. Bouvier nie ocenia – stara się poznać świat i ludzi, zrozumieć. Widzieć nie tylko zalety, ale i wady. To ogromna zaleta jego notatek. Pozwala swoim „bohaterom” na słabość, na wszelkie emocje negatywne. Pozwala im być po prostu ludźmi. Sobie samemu też.

Podróż niczego was nie nauczy, jeśli nie pozwolicie, by was zniszczyła. To zasada stara jak świat. Podróż jest niczym katastrofa morska i ci, których statek nie zatonął, nigdy się niczego nie dowiedzą o morzu. Cała reszta to jazda na ślizgawce albo turystyka.

Gdy pisze o rzeczach go urzekających – pisze subtelnie, jakby malował pędzlem; gdy jest zmęczony, zrezygnowany, gdy pisze o tym, co go irytuje – robi to językiem mocnym, dosadnym. Nie boi się wyrażać swych opinii, nawet jeśli miałyby one wywołać czyjeś oburzenie (jak choćby jego spojrzenie na ceremonię herbacianą, które jest dość… osobliwe, „świętokradcze” wręcz). Prezentuje czytelnikowi, otwarcie i bez zażenowania, swoje osobiste spojrzenie na Japonię i jej mieszkańców: od zachwytu (któż nie byłby zachwycony powietrzem Jokohamy po ośmiu miesiącach pobytu w tropikach i doświadczaniu malarii?) po rozgoryczenie – zrozumienie danej kultury (lub człowieka w ogóle) nie zawsze wiąże się z radością i poczuciem satysfakcji. Bouvier, poprzez swoje zapiski, zabiera czytelnika w podróż, której celem ma być nie powierzchowna obserwacja, ale dotarcie do istoty rzeczy. To wspaniała podróż, choć nie da się ukryć, że chwilami – jak to w przypadku intensywnych podróży bywa – męcząca. Wyczerpanie Bouviera da się we znaki i czytelnikowi, niemniej – warto.

Czego mi w książce Bouviera zabrakło, w obecnym wydaniu, to przypisy tłumacza lub redaktora. Rozumiem, że autor pisał swe dzieło blisko pół wieku temu – wiedza o Japonii była wówczas tak naprawdę znikoma, a co za tym idzie, wszelkie potknięcia autora względem nazewnictwa czy poprawności zapisu japońskich wyrazów można mu wybaczyć. Niemniej, nie przekłada się to na czasy obecne. Dziś wiemy, że „czerwony bób” to fasolka azuki, że „żółte brukwie o ostrym kwaśnym smaku”, renkon, to korzeń lotosu, mało też kto używa jeszcze terminu „cieplice” – onsen to po prostu gorące źródła. W oczy rzuca się też niekonsekwencja w zapisie: wyspa udostępniona Holendrom w epoce Edo raz jest Dejimą, innym razem – Deshimą. Przykłady można by mnożyć. A przecież dodanie przypisów i ujednolicenie zapisów tylko by wzbogaciło dzieło Bouviera, sprawiając jednocześnie, że (miejscami) nieczytelne fragmenty nagle stałyby się jasne i zrozumiałe.

Omawiana publikacja jest wydaniem zbiorczym książek Nicolasa Bouviera, które polskiemu czytelnikowi znane są jako dzieła osobne: „Kronika japońska” (2001) oraz „Pustka i pełnia: zapiski z Japonii 1964-1970” (2005) – obie ukazały się nakładem wydawnictwa Noir Sur Blanc.

___

Kronika japońska. Pustka i pełnia
Nicolas Bouvier
przeł.: Krystyna Sławińska, Krystyna Arustowicz
Noir Sur Blanc, Warszawa 2014

* Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Japonia-Online, dn. 25.03.2015 –> klik!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s