„Na dzień przed ślubem” – Hozumi

na-dzien-przed-slubem-Komiksy są dla dzieci – wiadomo. Tak mówi opinia publiczna, a opinia publiczna ma rację. I nie ważne, ile by powtarzać, że gatunki, tematyka, że od najbardziej trywialnych po te zupełnie poważne, że dla odbiorcy najmłodszego te, inne dla starszego, a jeszcze inne tylko 18+, i że każdy znajdzie coś dla siebie – nie dociera. Ale po czasie walki i uporu w opinii publicznej budzi się tęsknota za obrazem. I wtedy w polskim słowniku pojawia się termin graphic novel, powieść graficzna. Brzmi poważnie, więc dorosły śmiało może do komiksu wrócić, bez podejrzeń o infantylność. Tak, wiem, upraszczam, niemniej, coś w tym jest i to coś mnie zachwyca: drobny gest (zmiana terminu), a jaka reakcja! Czytanie powieści graficznych jest na czasie. A ja tylko ubolewam, że póki co, na polskim gruncie brak terminu graphic short story – bo mangę „Na dzień przed ślubem” japońskiej rysowniczki Hozumi z miejsca bym pod ów termin podpięła. I głosiłabym otwarcie, że to literatura ze wszech miar wybitna.

O samej autorce trudno cokolwiek powiedzieć – szczątkowe informacje zamieszczone zostały na skrzydełkach obwoluty. Posługuje się pseudonimem Hozumi, urodziła się 28 października (co zapewne dla Japończyków może być ważne, bardziej niż rok urodzenia, którego nie podano), a jej ulubioną herbatą jest genmaicha. Za mangę „Na dzień przed ślubem” (one-shot, nie cały zbiór), która była jej debiutem, otrzymała w roku 2010 drugą nagrodę w plebiscycie magazynu „Flowers”. W tym samym magazynie, jak również w „Rinka”, ukazywały się jej kolejne prace, zebrane później w jeden tom i wydane jako „Na dzień przed ślubem” (Shiki no zenjitsu) przez wydawnictwo Shogakukan w roku 2012.

Na tomik składa się pięć historii (w tym dwie w częściach, więc w sumie siedem). W każdej z nich Hozumi dotyka czegoś najgłębszego, co właściwie trudno nazwać jednym słowem. Sedna rzeczy? Być może. Mówiąc o związku dwojga ludzi, mówi o przywiązaniu, o uczuciu (kobiety do mężczyzny, brata do siostry, dziecka do matki czy ojca), o radości… Ale i o stracie, o rozstaniu, o porzuceniu, samotności, o ucieczce w świat wyimaginowany, by wypełnić (powstałą nagle) pustkę. Co charakterystyczne dla jej historii, to fakt, że ostatecznie koniec opowieści zmusza nas do zrewidowania naszego jej rozumienia; gdy docieramy do ostatniej strony, okazuje się, że była to opowieść o czymś zupełnie innym, niż nam się cały czas wydawało. Zupełnie jak u Raymonda Carvera (genialnego autora short stories), u Hozumi to, co najważniejsze, ukryte jest między słowami.

Z kart mangi poznajemy dziewczynkę, Azusę, której rodzice się rozwiedli i która opowiada nam o swojej rodzinie, o spotkaniu z ojcem ten jeden raz w roku w okolicach święta obon (odpowiednik naszego święta zmarłych); poznajemy dwóch braci, którzy spotykają się po 10 latach na pogrzebie dawnej wspólnej koleżanki; Amerykanina Jacka, który wraca (również po latach 10) do małej miejscowości w Kansas na ślub swojej siostry – oboje wychowywali się u wujostwa, za „matkę” i jedynie naprawdę bliską osobę mając… stracha na wróble; poznajemy Eri, która szykuje się do ślubu – rozmawia z mężczyzną, mierzy sukienkę, gotuje kolację, ot, jakby nic wielkiego nie miało się zdarzyć; oraz pisarza, który od 15 lat nic nie napisał i któremu nagle zaczyna śnić się kruk, a w domu nie wiedzieć kiedy, pojawia się jakaś młoda krewna, o której on nie umie sobie nawet przypomnieć, jak właściwie ma na imię i czy w ogóle się przedstawiła. Co zespala te wszystkie historie, to motyw bliskości: potrzeba bycia z drugim człowiekiem, potrzeba dotyku, rozmowy, niejednokrotnie – paradoksalnie – połączona z niemożliwością lub też nieumiejętnością życia razem.

„Na dzień przed ślubem” to zbiór intrygujących, bardzo dobrze skonstruowanych opowieści, ale i ciekawe dzieło pod względem graficznym: delikatna kreska, naturalnie przedstawione postacie (wielkookich, słodkich niewiast, tak jak i bishōnenów, tutaj nie uraczymy), oszczędność w rysowaniu tła, a jednocześnie skrupulatność, gdy chodzi o szczegóły (z łatwością poznamy po rysunkach, co zawierają miseczki z jedzeniem, czy wymienimy elementy silnika). Gdy jest upalne lato – poczujemy to, tak samo, jak usłyszymy gwar w lokalu, gdy bohaterowie będą pić piwo. Nawet rastry dobrano idealnie.

___

Na dzień przed ślubem
oryg. Shiki no zenjitsu (2012)
tekst & ilustracje: Hozumi
przeł.: Mateusz Haberka
wyd.: Waneko, Warszawa 2015

10 thoughts on “„Na dzień przed ślubem” – Hozumi

  1. @JaponiaBliżej
    Naprawdę? – nie miałam pojęcia, że znasz, a tym bardziej, że lubisz Carvera. Mnie on niezmiennie zachwyca; ta jego lapidarność. Cóż, w takim razie mangę Hozumi polecam ci jak najbardziej – mnie wbiła w fotel. ;)

    Lubię

  2. Komiksy i… filmy animowane są dla dzieci ; ) No ale my wiemy, że jest inaczej. Mnie nie przeszkadza takie uproszczenie.

    Zaintrygowałaś mnie. Dawno nie sięgałam po mangi (wiem – wstyd), może warto wrócić do tego poprzez tę mangę.

    Słoneczności!

    Lubię

  3. @siaczex
    Prawda? ;) od pewnego czasu rzuca mi się w oczy, że te same osoby, które utrzymują, że od komiksów trzymają się z daleka, po powieść graficzną sięgają chętnie – jakby jakaś rzeczywiście ogromna różnica między nimi była.

    @Luiza
    Oj, szczerze się przyznam, że i ja dawno komiksów nie czytałam, nie tylko mang. ;) Ale ta mnie zachęciła już z opisu i na nią czekałam – nie zawiodłam się. Tymczasem na stoliku komiksowe „Muminki” Tove Jansson czekają… <3

    Łapką macham!

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s