Niedwoista natura egzystencji. Ruth Ozeki „W poszukiwaniu istoty czasu”

„(…) wspomnienia to również istoty czasu, jak kwiaty wiśni albo liście miłorzębu; przez jakiś czas są piękne, a potem więdną i umierają.” (s. 560)
Co mają ze sobą wspólnego teoria czasu buddyjskiego mistrza zen z XIII wieku i mechanika kwantowa? Czy istnieć to być postrzeganym? I skąd wziął się w Kanadzie japoński kruk?

cover-6702

Powieść W poszukiwaniu istoty czasu ukazała się drukiem w marcu 2013 roku. W tym samym roku była już nominowana do krótkiej listy Man Booker Prize, zdobyła Los Angeles Times Book Prize oraz nagrodę The Kitschies za najlepszą powieść z dziedziny fikcji spekulatywnej. Całkiem niedawno natomiast, 12 grudnia, jej autorkę, Ruth Ozeki, uhonorowano Canada Japan Literary Award, nagrodą przyznawaną pisarzom kanadyjskim poruszającym w swych utworach temat Japonii. W uzasadnieniu podano: „[Powieść] wywarła na nas ogromne wrażenie swoją kreatywnością, oryginalnością, głębią emocjonalną i niezwykłą autentycznością, z jaką jej bohaterowie żyli w tekście”[1]. Biorąc pod uwagę bogactwo szczegółów i nawiązań, trudno się z tym uzasadnieniem nie zgodzić.

„Cześć! Nazywam się Nao”

Po przeczytaniu opisu z tyłu okładki możemy odnieść wrażenie, iż W poszukiwaniu istoty czasu to zwykła historia dwóch kobiet, oddzielonych przez czas i kontynent. Innymi słowy, ot, lekka książka do poczytania przed snem, czysta rozrywka pozwalająca naszemu umysłowi odsapnąć. W pewnym sensie, przynajmniej początkowo, tak jest. W pierwszej kolejności poznajemy Nao, piętnastoletnią dziewczynę, która siedząc w stylizowanej na francuską kawiarni w dzielnicy Akiba Electricity Town, pisze dziennik. Pisze go nie dla siebie, ale dla potencjalnego adresata z przyszłości – mówi do niego wprost, jakby mówiła do przyjaciela. Następnie poznajemy Ruth, odnośnie której wiele szczegółów wskazuje, iż może być alter ego autorki (szczegóły te dotyczą zarówno miejsca zamieszkania, jak i męża Olivera, kota, wykonywanej profesji czy przekonań religijnych). Ruth, spacerując po wybrzeżu, znajduje plastikową torbę obrośniętą pąklami, a w niej – jak się później okazuje – dziennik Naoko Yasutani oprawiony w okładkę powieści Marcela Prousta, zapisany po francusku notes, plik listów z czasów II wojny światowej, a także zegarek, jaki nosili piloci kamikaze. Frapujące zestawienie, a Ruth, jako pisarka, nie może przejść obok niego obojętnie. Zaczyna czytać dziennik.

To, co z początku wydaje się zwykłą grafomanią przeciętnej japońskiej nastolatki, z biegiem lektury zaczyna wciągać i niepokoić: Naoko wspomina o swoim życiu w Sunnyvale w Ameryce i o powrocie do Tokio po pęknięciu bańki internetowej, gdy ojciec traci pracę; opisuje wyobcowanie, jakie czuje, mieszkając w Japonii, przemoc (ijime), jakiej doznaje ze strony nie tylko uczniów, ale i nauczyciela szkoły, do której uczęszcza; opowiada o fazach przemiany ojca z człowieka, który (porzuciwszy cały amerykański cool wygląd na rzecz poliestrowych, tanich garniturów) bezskutecznie szuka pracy, przez zaczytanego w Wielkich Umysłach Zachodniej Filozofii hikikomori, po permanentnego samobójcę. Gdzieś między tymi opowieściami pojawia się postać Jiko Yasutani, prababki Naoko – mniszki buddyjskiej, feministki, pisarki okresu Taishō – która zdaje się być jedyną osobą zdolną ocalić Nao przed odebraniem sobie życia; zabierając ją na wakacje do siebie, do małej świątyni w pobliżu Sendai w prefekturze Miyagi, uczy ją medytacji zazen i pomaga odnaleźć własną superpower, by niczym superbohater była w stanie się przeciwstawić… właśnie – czemu? Życiu, które póki co pędzi po linii prostej ku (samo)unicestwieniu? Kolegom ze szkoły? Samej sobie? Oprócz historii Nao, jej ojca i starej Jiko pojawia się jeszcze historia Harukiego Yasutaniego, syna Jiko, młodego studenta filozofii, który mimo pacyfistycznego nastawienia do świata wcielony zostaje do wojska, by szkolić się na pilota kamikaze. Ruth jest odbiorcą dziennika Nao, przyjacielem z przyszłości, do którego ona pisze. Zapominając o odległości w czasie, jaka dzieli rzeczywistość Nao od jej własnej rzeczywistości, postanawia jej pomóc. Jej i jej ojcu. Czy jest to możliwe?

Mistrza Dōgena teoria czasu i mechanika  kwantowa

Pomijając (skądinąd bogatą) warstwę zewnętrzną powieści, Ozeki serwuje nam coś jeszcze – pozwala zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na świat nas otaczający i zastanowić się nad naszym w nim miejscem. Czy czas biegnie linearnie, jak to na ogół postrzegamy? Czym jest czas? Czy jedyne, co możemy, to iść przed siebie, ślepo przyjmując to, co nas spotyka? Czy los jest nam zapisany z góry, czy też sami możemy go kształtować, a jeśli możemy, to do jakiego stopnia?

Powieść Ozeki rozpoczyna się fragmentem nauk mistrza Dōgena odnośnie istoty czasu, zawartym w jedenastym rozdziale utworu Shōbōgenzō („Oko i Skarbiec Prawdziwego Prawa”). Następnie, w pierwszych zdaniach swego dziennika, Nao tłumaczy: „Istota czasu to ktoś, kto żyje w czasie, czyli ja, ty i każdy, kto żyje, żył albo kiedykolwiek będzie żył.” Wspomniana istota czasu – coś żywotnego, co istnieje w czasie, a nie tego czasu sedno, jak po polskim tytule można by się spodziewać – stoi w centrum opowieści. Nauki buddyjskiego mistrza zen, Dōgena Zenji, przewijają się przez utwór wielokrotnie, uświadamiając czytelnikowi, czym jest moment i jak szybko upływa czas, wskazując tym samym na niesamowitość i kruchość (nie tylko ludzkiego) istnienia. Gdy zaś zaczniemy zastanawiać się nad istnieniem i postrzeganiem, nagle znajdziemy się w samym centrum rozważań mechaniki kwantowej nad wielością światów: od eksperymentu myślowego nazwanego kotem Schrödingera gładko przejdziemy do teorii Hugh Everetta, jakoby każde potencjalne zdarzenie zdarzało się naprawdę, tworząc odnogę rzeczywistości – innymi słowy, świat alternatywny.

Autentyczności całej historii dodaje również zabieg osadzenia jej w konkretnych ramach czasoprzestrzennych: miasteczko Whaletown w Kanadzie, Tokio w Japonii; atak na World Trade Center z 11 września 2001 roku i wcześniejsze pęknięcie bańki internetowej z roku tego samego; tsunami i katastrofa jądrowa z 11 marca dziesięć lat później – wszystko to sprawia, iż w którymś momencie czujemy się wessani w powieść Ozeki lub jakby powieść przeniknęła do naszego świata. Spoglądamy na wrony za oknem i przypominamy sobie kruka japońskiego, którego Ruth i Oliver zaobserwowali na swojej wyspie, choć go tam być nie powinno; kruka, który niczym Murakamiowski ptak nakręcacz pojawia się znienacka i wprowadza pewien stopień zawirowania w świecie.

Jeśli próbowałeś kiedyś prowadzić dziennik, to wiesz, że kłopot z pisaniem o przeszłości zaczyna się tak naprawdę w teraźniejszości: nieważne, jak szybko piszesz, zawsze tkwisz we wtedy i nigdy nie możesz doścignąć tego, co dzieje się teraz, co oznacza, że teraz jest praktycznie skazane na zagładę.

Czy Nao – której imię (nie)przypadkowo pokrywa się fonetycznie z angielskim słowem now, „teraz” – uda się dogonić samą siebie, dogonić teraz? Jeśli tak, co się wtedy stanie? Czy Ruth powstrzyma ją przed odebraniem sobie życia? Czy możliwe stanie się pokonanie czasu i przestrzeni? (A może przestrzeń tak naprawdę nie istnieje?) Ostatecznie, kwestie te mogą okazać się mało istotne, gdyż „zanim skończysz czytać, wszystko będzie już inne, a ty znajdziesz się w zupełnie innym miejscu”.

___

W poszukiwaniu istoty czasu
autor: Ruth Ozeki
tytuł oryg.: A Tale for the Time Being (2013)
przeł.: Agnieszka Walulik
wyd.: W.A.B., Warszawa 2014

[1] Przypis i tłumaczenie własne, źródło: Lion’s Roar; pozostałe cytaty pochodzą z książki.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Japonia-Online, dn. 21.12.2014 –> klik!

Poniżej wklejam film promujący książkę na rynku anglojęzycznym – w jego realizacji wzięła udział sama autorka; ot, ciekawostka. ;) Film pochodzi ze strony Ozekiland.

7 thoughts on “Niedwoista natura egzystencji. Ruth Ozeki „W poszukiwaniu istoty czasu”

  1. Widziałam tę książkę w księgarni i okładka natychmiast przyciągnęła moją uwagę, ale po jej opisie uznałam, że to jedna z wielu. Ale po przeczytaniu, że porusza temat fizyki kwantowej i że jest taka wspaniała już wiem, że ją przeczytam :).

    Lubię

  2. Obejrzałam ten krótki spot promujący książkę i przeczytałam recenzję. I wiem już, że książka spodoba się nie tylko mnie, ale i mojej koleżance. Dałaś mi właśnie świetny pomysł na urodzinowy prezent, który wręczę jej w lutym. Wiem już, że będzie zadowolona, bo zwykle dajemy sobie wzajemnie właśnie książki o tematyce azjatyckiej, a ściślej – japońskiej. Ja w listopadzie otrzymałam od niej „Japoński wachlarz” Joanny Bator.
    A tak swoją drogą – kupiłabym tę książkę choćby ze względu na okładkę :)

    Pozdrawiam

    Lubię

  3. @Gia Stembeck
    Mnie okładka też średnio przekonała – ładna, owszem, ale zapowiadała coś zupełnie przeciętnego, lekkiego, a takich książek chwilowo miałam przesyt. I może z tego względu do powieści zabierałam się jak pies do jeża. Jedyne, co w jakimś opisie mnie zachęcało, to że porusza temat czasu. A ten frapuje mnie niezmiennie ;)

    @JaponiaBliżej
    No ale, jak to – czeka? Już ją z półki!;)

    @Gosia Oczko
    Filmik promujący książkę bardzo współgra z klimatem powieści – mnie urzeka:)

    @Luiza
    Dziękuję! :)
    Bo tytuł – mam wrażenie – miał odsyłać do Prousta, w polskim wydaniu. I to trochę kiepski zabieg, myślę sobie. Bo jakkolwiek „W poszukiwaniu straconego czasu” pojawi się w powieści w tym czy innym kontekście, to tytuł oryginału brzmi Opowieść dla Istoty Czasu i ma to większy sens.

    Ściskam!

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s