Astronauci są z natury szaleni* [„Marsjanin”, Andy Weir]

201411082027

Pierwsze próby zbadania Marsa datuje się na rok 1960. Wtedy to naukowcy z ZSRR podjęli się wysłania w kierunku Czerwonej Planety sondy międzyplanetarnej Marsnik 1. Wystrzelenie sondy nie powiodło się, podobnie zresztą jak i pięć kolejnych prób, nie zniechęciło to jednak badaczy (tak radzieckich, jak i amerykańskich) do prób dalszych. Cztery lata później, dzięki zakończonemu sukcesem wystrzeleniu amerykańskiej sondy Mariner 4, świat ujrzał pierwsze zdjęcia Marsa wykonane z przestrzeni kosmicznej. Badania nad planetą – jej budową, składem i przeszłością – trwają do dziś, a sama planeta nieprzerwanie fascynuje, raz po raz budząc w nas pytanie: czy (prze)życie na Marsie byłoby możliwe?

Na rynku polskim pojawia się właśnie powieść Andy’ego Weira „Marsjanin”; powieść z gatunku science fiction, idąca śmiało i dumnie w kierunku science fact. Nie, nie jest to powieść o zielonych ufoludkach, wbrew temu, co nam spontanicznie wyobraźnia podpowiada. To powieść bardzo naukowa i bardzo precyzyjna, choć w dalszym ciągu powieść i choć naprzemiennie bawi i trzyma w napięciu.

zasadniczo, o czym

Misja marsjańska Ares 3 musi zostać przerwana w solu** 6. z powodu niespodziewanie silnej burzy piaskowej. Sześcioosobowa załoga pod dowództwem komandor porucznik Lewis musi się ewakuować, inaczej powrót na Ziemię zostanie uniemożliwiony. W drodze do MAV-u (Mars Ascent Vehicle – statek powrotny) jeden z członków załogi, Mark Watney, zostaje ranny – wiatr o sile 175 km/h wyrywa talerz głównej anteny komunikacyjnej Habu (Deep Space Habitat – moduł mieszkalny statku), ten uderza w układ anten odbiorczych, a jedna z nich przebija Watneya. Załoga traci go z oczu, odczyty z kombinezonu wskazują brak pulsu i zerowe ciśnienie krwi. Jednocześnie przechył MAV-u powiększa się, coraz bardziej utrudniając start; komandor porucznik Lewis wydaje rozkaz powrotu na Hermesa.

Zarówno załoga Hermesa, jak i NASA są przekonani, że Watney nie żyje. Tymczasem on odzyskuje przytomność, burza przechodzi – został sam na cichej, zimnej planecie, bez łączności z Ziemią. Na szczęście Hab jest cały (pomijając uszkodzoną antenę), można w nim mieszkać, a zapasy żywności i leków starczą na jakiś czas – dokładniej, na 300 dni. Do dyspozycji ma dodatkowo dwa łaziki i pozostawione po załodze kombinezony EVA; urządzenie do odzyskiwania tlenu i regulator atmosfery też ocalały – nie jest tragicznie. Za cztery lata na Marsie pojawi się misja Ares 4, trzeba tylko wykombinować, jak do tego czasu przeżyć – i jak dostać się z doliny Acidalia, gdzie się obecnie znajduje, do krateru Shiaparellego, oddalonego o trzy tysiące dwieście kilometrów, gdzie czeka MAV misji Ares 4. Pestka.

i jak oddziałuje

Jeśli kogoś w czasach szkolnej nauki nudziły wykłady z chemii, fizyki czy botaniki, może sobie powieść Weira darować – wynudzi się i tu, gdyż każdy pomysł Watneya, jak zmodyfikować łaziki, skąd zdobyć tlen, wodór, paliwo, ciepło w łazikach na dłuższe trasy, a także cały szereg innych chemiczno-fizyczno-botanicznych czynności, których się podejmuje, wszystko to zostało przez niego (jako narratora wpisów do dziennika) dokładnie opisane. Jak dla mnie, plus ogromny, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy to zdanie podzieli. Co jeszcze mi się w powieści niesamowicie podobało i sprawiało, że nie mogłam się od niej oderwać, to osobliwa przeplatanka poważnych kwestii z absurdalnym, chwilami bardzo czarnym poczuciem humoru Watneya. Weirowi udało się pokazać coś ważnego, to, że aby przetrwać sytuacje ekstremalne, potrzeba ekstremalnego dystansu do siebie i wszystkiego, co się wokół dzieje – inaczej idzie zwariować.

Potencjał opowiedzianej przez Andy’ego Weira historii zauważył już Ridley Scott – na listopad 2015 roku zapowiadana jest ekranizacja powieści. Cieszy mnie to bardzo, lecz jednocześnie budzi obawy: czy film poradzi sobie z „Marsjaninem” – z naukowymi wpisami Watneya do dziennika, z jego wahaniami nastroju i poczuciem humoru, z kreacją postaci, zarówno tych z załogi Hermesa, jak i z NASA? Czy nie będzie tak, że pokazana zostanie tylko tragedia w postaci pozostawienia na Marsie człowieka – odciętego od łączności ze światem, zdanego tylko na siebie, mającego świadomość powolnego zbliżania się do nieuchronnej śmierci? Obowiązkowo, z patriotycznym wydźwiękiem – no bo jak inaczej? A przecież jest w tej historii coś więcej. Cóż, zobaczymy. Tymczasem można cieszyć oko powieścią – bardzo dobrą powieścią.

___

„Marsjanin”
Andy Weir
oryg.: The Martian (2011, 2014)
przeł.: Marcin Ring
wyd.: Akurat/ MUZA, Warszawa 2014

* Andy Weir, Marsjanin, Akurat/MUZA, Warszawa 2014, str. 68
** Sol – doba marsjańska licząca ok. 24 h 40 min

2 thoughts on “Astronauci są z natury szaleni* [„Marsjanin”, Andy Weir]

  1. Fizyka i jej pokrewne okropnie mnie w szkole nudziły, ale dzisiaj ciężko mi zrozumieć, dlaczego w ogóle mnie to wtedy nie zajmowało, więc opisy nie powinny mnie odrzucać. Brzmi bardzo ciekawie i na pewno po nią sięgnę, jeśli tylko będę miała okazję!

    Co do filmu mam te same obawy co Ty, niestety. Zwłaszcza jak patrzę na dorobek reżysera. Ale może akurat tym razem nas zaskoczy? Krakać na zapas nie zamierzam :).

    Lubię

  2. @Aithne89
    Aż zerknęłam w ów dorobek – nie jest przecież taki zły!;) Choćby „Thelma i Louise” (1991), „Gladiator” (2000) albo „Robin Hood” (2010) – mnie się te obrazy podobały.

    „Marsjanina” w formie powieści polecam z czystym sumieniem. :)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s