„Słońce jeszcze nie wzeszło” – Piotr Bernardyn

Piotr Bernardyn o trzęsieniu ziemi, tsunami i awarii w elektrowni atomowej. Rzeczowo i wnikliwie, ale bez patosu i jednoznacznej oceny.

p.bernardyn

11 marca 2011 roku doszło w Japonii do tragedii. Wpierw zatrzęsła się ziemia, z siłą, której wcześniej w Japonii nie notowano. Kilkadziesiąt minut później przyszło tsunami, wysokie na ponad 10 metrów (miejscami fala dochodziła do prawie 30 metrów); wdzierając się głęboko w ląd, zniszczyło niemal całe wybrzeże regionu Tōhoku – niektóre miejscowości zwyczajnie przestały istnieć. Oprócz tych dwóch naturalnych katastrof zdarzyła się i katastrofa trzecia – awaria elektrowni atomowej w Fukushimie. O ile dwie pierwsze katastrofy zdarzyły się niezależnie od człowieka, w wyniku działania sił przyrody i trudno było je (dokładnie) przewidzieć, o tyle katastrofa nuklearna to zupełnie inna historia. Czy rzeczywiście awaria reaktorów była tylko skutkiem zalania przez wywołane trzęsieniem ziemi tsunami? Czy można było taką awarię przewidzieć i jej zapobiec? Kto zawinił i jak daleko sięgają poczynione przez człowieka zaniedbania? Piotr Bernardyn, dziennikarz od lat mieszkający w Tokio, w czasie katastrofy przebywał w Japonii. Nie uciekł, jak zrobiło to wielu obcokrajowców. Doświadczał, obserwował, odwiedzał poszkodowanych, doczytywał i poddawał analizie – swoje doświadczenia i dociekania zawarł w książce „Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima”. Do pewnego momentu chciał po prostu napisać książkę o Japonii, tragedii z 11 marca poświęcając zaledwie rozdział. Później uznał, że materiał, który zebrał, jest zbyt obszerny i warto napisać książkę – temat był przecież chwytliwy. Jednakże, zadziałało coś jeszcze.

Był także inny motyw do napisania tej książki. Mieszkałem co prawda w Tokio, ale śledziłem na bieżąco doniesienia zagranicznych mediów o katastrofie. Miałem często wrażenie, że kreowany w nich obraz różnił się od tego, co widzę na miejscu. O tym, że liczy się sensacja, że media ulegają stereotypom, wiadomo nie od dziś. Teraz miałem okazję dobitnie się o tym przekonać. [s. 10]

Główną zaletą książki Bernardyna jest to, że łączy ogrom wiedzy z prostą formą przekazu, stając się tym samym lekturą dla szerszego grona odbiorców, niż tylko wąska grupa specjalistów. O tragedii z 11 marca autor pisze dwojako: z jednej strony podchodzi do tematu osobiście, opisując swoje doświadczenia i obserwacje w formie niemal dziennika (stając się tym samym kimś bliższym, kimś bardziej wiarygodnym w swym przekazie; nie patrzy z boku, nie pisze z dystansu – jest jak najbardziej w centrum wydarzeń i to nie jako obserwator zaledwie, ale uczestnik, jedna z ofiar), z drugiej zaś strony stara się pisać możliwie obiektywnie; nie oceniając poczynań człowieka jako jednostki, stara się pokazać, co działo się w czasie tragedii, jakie były jej realne skutki, a także – co do niej doprowadziło, zwłaszcza w kontekście wydarzeń wokół Fukushimy. Pokazuje początki energetyki jądrowej w Japonii, próbuje nam wyjaśnić – ale i samemu zrozumieć – jak doszło do tego, że elektrownie atomowe postawiono (i to w jakiej liczbie!) na terenie tak niestabilnym, jak Wyspy Japońskie, w państwie, które tyle przez atom wycierpiało.

Śledząc medialny przekaz po katastrofie, miałem często wrażenie, że opisuje on jakiś inny kraj, niż ten, w którym jestem, i innych ludzi niż ci, których spotykam. Co więcej, siła stereotypu może być tak duża, że ludzie jej poddani zaczynają naginać swoje postawy, by jej sprostać. [s. 39]

Po katastrofie przez wiele tygodni oczy całego świata zwrócone były na Japonię. Pokazywano zniszczenia, jakich dokonał żywioł, podawano liczby ofiar, siłę i zasięg skażenia. Pokazywano bardzo wymowne zdjęcia z terenów zalanych przez tsunami, miasta, które przestały istnieć. I mówiono o samych Japończykach: o ich wytrzymałości, poświęcaniu się dla innych, braterstwie, opanowaniu. Japończycy są skryci. Japończycy są silni, podniosą się. Pokazywano ich spokój. „Pozwólcie mi się bać” – pisał w tym samym czasie na swoim blogu pisarz Kohei Muramatsu. I ten – jakże inny od medialnego przekazu – obraz Japończyków kreśli nam Bernardyn. Mówi o zjawisku calm panic, o życiu w hinanjo (miejscach ewakuacji), w których przecież zdarzały się i awantury, i konflikty, bo każdy jest tylko człowiekiem. O nudzie mówi, o odczuciu powolnego umierania. Ale i o strachu przed samotnością lub – z drugiej strony – strachu przed życiem z kimś, kto w chwili zdarzenia się katastrofy ucieka, nie myśląc o bliskich. O braku zaufania mówi, o rozpadających się małżeństwach. O obawach przed życiem w środowisku skażonym. Pokazuje Japończyków w sposób „zwyczajnie ludzki”, pozbawiony patosu.

Książka Bernardyna podzielona jest jakoby na dwie części. Pierwsza, o czym wspominam powyżej, dotyczy „ludzkiego” wymiaru tragedii – skupia się na człowieku, któremu przyszło zmierzyć się z silnym trzęsieniem ziemi, ogromną falą tsunami i skutkami awarii w elektrowni atomowej. W drugiej części autor bierze pod lupę japońską energetykę jądrową: jej początki, mit bezpieczeństwa, nawarstwiające się z czasem uchybienia, zaniedbania, korupcję.

Jednym z kuriozów energetyki jądrowej w Japonii było usytuowanie głównego regulatora (NISA) wewnątrz struktur Ministerstwa Gospodarki, Handlu i Przemysłu (METI). Urząd, który miał pilnować bezpieczeństwa energetyki jądrowej, podlega ministerstwu zajmującemu się jej promocją. Konflikt interesów w ramach jednej instytucji wydaje się nieunikniony. [s. 74]

Bernardyn mówi o nuklearnej wiosce, czyli o środowiskowych powiązaniach mediów, polityki, świata biznesu, biurokracji i nauki. Przygląda się działaniom operatora energii w Fukushimie, TEPCO. Wspomina o filmie dokumentalnym „Nuklearna aleja” z roku 1995 (reż. Nicholas Rohl), w którym fotograf Kenji Higuchi opowiada o pracy w elektrowni atomowej „od środka” i bez mitologizowania; o pracy z narażeniem na napromieniowanie radioaktywne i związane z tym konsekwencje, jak choroby czy śmierć. Co ciekawe, opisując to wszystko, Bernardyn nie podąża za chóralnym okrzykiem: atom jest zły. Przedstawia argumenty za i przeciw; określając swoje stanowisko wobec elektrowni jądrowych, pozwala czytelnikowi na wyrobienie własnego zdania.

Książka „Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima” z pewnością nie wyczerpuje tematu związanego z tragedią, jaka miała miejsce w Japonii 11 marca 2011 roku; potrzeba wiele czasu, by cała prawda ujrzała światło dzienne – z historią tak już jest. Jednakże, publikacja ta daje pewien obraz wydarzeń z tamtego okresu. Obraz o tyle ciekawy, że nie narzucający czytelnikowi, co ma o tragedii myśleć i jak ma oceniać tak pojedynczych (zwykłych) ludzi, jak i wielkie organizacje, firmy i ich działania. Z pewnością jest to jedna z lepszych (jeśli nie jedyna tak obszerna na naszym rynku) publikacja na temat wydarzeń z 11 marca, a zarazem ciekawy głos w kwestii atomu. Warto do niej zajrzeć.

___

„Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima”
Piotr Bernardyn
wyd.: Helion, Gliwice 2014

* Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Japonia-Online, dn. 24.07.2014 –> klik!

4 thoughts on “„Słońce jeszcze nie wzeszło” – Piotr Bernardyn

  1. @Luiza
    Jakbyś miała ochotę przeczytać, ja ci ją chętnie udostępnię. Wspomnij tylko, czy adres jest bez zmian. :)

    Słoneczności i Tobie! Spod tych chmur gęstych, deszczowych…

    Lubię

  2. Agnieszko, miła. Dziękuję Ci serdecznie za propozycję! Jest mi niezmiernie miło (adres się zmienił od lutego). Ale obecnie mam sporo rzeczy do zrobienia i trudno byłoby mi znaleźć wystarczająco czasu. Dlatego dziękuję pięknie!

    Przyjemnego weekendu Ci życzę!

    Lubię

  3. Od czasu, kiedy pierwszy raz wspomniałaś o tej książce, mam wielką ochotę ją przeczytać. Lada chwila powinnam ją dostać, więc może w końcu będę mogła podzielić się wrażeniami. Przeczytałam już Twoją recenzję i spodziewam się mądrej lektury. Miłego dnia :)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s