Ludzkie serca łączy nie tylko harmonia [„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakami]

bezbarwny_tsukuru_tazaki_i_lata_jego_pielgrzymstwa

Z głośników sączą się nieśpiesznie „Lata pielgrzymstwa” Franciszka Liszta w wykonaniu Lazara Bermana, Le mal du pays. Zawsze tak jest, gdy kończę czytać kolejną powieść Murakamiego; zawsze wsłuchuję się w dźwięki, jakie autor umieścił w tle swojej książki. Uwielbiam to.

Powieścią „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” z początku oczarowana nie byłam. Nużyła mnie lekko, dłużyła się. Myśli moje uparcie uciekały do „Kroniki ptaka nakręcacza” i nie stroniły od porównań – wiadomo, na czyją niekorzyść. Wątków w „Bezbarwnym Tsukuru…” wydawało się być niewiele; coś jakby przydługi opis bohatera głównego, jakaś trauma z młodych lat, problemy z samym sobą, z określeniem, zdefiniowaniem swojej osoby, nic poza tym. Elementy klasyczne dla twórczości Murakamiego? Jak najbardziej. Samotny bohater, atrakcyjna i pewna siebie kobieta, duże miasto i jego tłum pozwalające na anonimowość, bliskość śmierci, trochę alkoholu (nie za wiele), trochę seksu (bezpretensjonalnie, zwyczajnie opisanego)… Zaraz, coś się jednak zmieniło. Bohater już nie ma lat w okolicach trzydziestki, poszedł lekko naprzód – jest wprawdzie nadal kawalerem (i ma problem z zaangażowaniem się w związek), ale 36-letnim, spełnionym zawodowo. Przestał być też jedynakiem, ma dwie starsze siostry, a ich rodzicom całkiem nieźle się powodzi. Brakuje też nieodłącznego kota, doświadczenia seksualne dotyczą nie tylko par damsko-męskich, a zamiast Grecji (która do tej pory na różne sposoby przewijała się przez utwory pisarza) pojawia się Finlandia. I czas, czas jest jak najbardziej nam współczesny, zaś płyty winylowe, choć się pojawiają (a jakże!), są zaledwie pozostałością po epoce, która minęła, po latach młodości rodziców, nie bohaterów. Mniej więcej w połowie lektury powieść mnie wciągnęła. Jednak.

O czym jest „Bezbarwny Tsukuru…”? To można wyczytać z okładki właściwie. Bohater pochodzi z Nagoi, mieszka jednak w Tokio, gdzie pracuje w firmie projektującej i rozbudowującej dworce kolejowe. Praca satysfakcjonuje go w pewnym stopniu – jest to przecież coś, co naprawdę chciał robić, co naprawdę go interesowało i coś jednocześnie, dla czego opuścił miasto rodzinne i przeprowadził się do stolicy. Zresztą, opuścił nie tylko miasto rodzinne i rodzinę, przede wszystkim opuścił czwórkę swoich najlepszych przyjaciół. W rok później został wykluczony z grupy, w zasadzie bez podania przyczyny, a i on sam – zbyt wstrząśnięty decyzją całej czwórki – o przyczynę nie pytał. Do czasu. Szesnaście lat później postanawia jednak ich wszystkich odnaleźć i zrozumieć, co się wtedy naprawdę wydarzyło. Inaczej nie będzie potrafił pójść do przodu.

Dopiero teraz Tsukuru Tazaki był w stanie wszystko zaakceptować, zrozumieć w samej głębi duszy, że ludzkie serca łączy nie tylko harmonia. Raczej łączą się w nich głęboko rana z raną, ból z bólem, słabość ze słabością. Nie ma ciszy bez krzyku goryczy, nie ma przebaczenia bez przelanej krwi, nie ma pogodzenia się bez przezwyciężenia dotkliwego poczucia straty. I właśnie to leży u podstaw prawdziwej harmonii. (s.293)

Słyszy się, że „Bezbarwny Tsukuru…” ma w sobie coś z „Norwegian Wood”; że jest powieścią realistyczną, że daleko jej do innych (wielkich) powieści Murakamiego. Coś w tym jest, owszem. Ale nie do końca. O ile bowiem Toru Watanabe w pewnym sensie podąża za śmiercią, o tyle Tazaki Tsukuru stara się od niej uwolnić; nie przyjmuje biernie życia, lecz w pewnej chwili stara się je naprawić, naprowadzić na prostą – jak to się sam wyrazi, odblokować nurt. Bliżej zatem Tsukuru do bohatera „Kroniki ptaka nakręcacza”, który również – mimo beznadziejności sytuacji – podejmuje ostatecznie walkę o coś. Szkoda mi tylko tej nierówności w fabule – gdyby nie ona, powieść byłaby naprawdę dobra.

______

„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”
oryg.: Shikisai o motanai Tazaki Tsukuru to kare no junrei no toshi (2013)
autor: Haruki Murakami
przeł.: Anna Zielińska-Elliott
wyd.: MUZA, Warszawa 2013

11 thoughts on “Ludzkie serca łączy nie tylko harmonia [„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakami]

  1. @ Luiza
    Pewnie tak. Ja zauważam, że tuż po lekturze Murakamiego przez jakiś czas myślę krótkimi zdaniami. Ale to nie tylko odnośnie „Bezbarwnego Tsukuru…”, lecz ogólnie, po dowolnej lekturze. Jakby styl pisarza, styl, jakim opisuje on rzeczywistość – beznamiętny, oszczędny, prosty – wpływał na mój (czytelnika) odbiór świata wokół. To rzeczywiście wciąga; takie obdarcie świata z nadmiaru słów i emocji.

    Lubię

  2. Ja ogólnie z powieściami Murakamiego (nie czytałam wszystkich, tylko kilka) mam tak, że nie zachwycają mnie podczas czytania, ale zostają ze mną na długo po. Taka atmosfera, sposób patrzenia na świat, wewnętrzna narracja… Myślę, że z tą ksiażką też tak będzie, jak ją kiedyś przeczytam (na półce nie czeka póki co).

    Lubię

  3. @ Mandżuria
    I ja nie śledzę akcji jego powieści z wypiekami na twarzy; ot, przyglądam się światu, który autor nakreślił, przyglądam się poczynaniom bohaterów, ale trochę tak, jakbym obserwowała obrazy za własnym oknem. Może dlatego ta atmosfera jego książek zostaje? – bo tak bardzo przypomina naszą, codzienną rzeczywistość. A jednocześnie, i śpiew ptaków wydaje się po lekturze inny, i makaron, który gotujemy na obiad, i siłownia na osiedlu czy księżyc na niebie.

    Lubię

  4. Też lubię wyszukiwać utwory, które rozbrzmiewają w książkach. Z twórczością tego autora planuję się zmierzyć od dłuższego czasu, jakiś czas temu nabyłam nawet wspomniane przez Ciebie „Kroniki ptaka nakręcacza”, więc mam nadzieję, że niedługo uda mi się sięgnąć po tę książkę.

    Lubię

  5. @ Kornelia
    Po „Kronikę ptaka nakręcacza” warto sięgnąć, choć ostrzegam, że książka jest wielopłaszczyznowa, a granica między światem namacalnym i tym niematerialnym bywa trudna do zauważenia (zupełnie jakby światy te się przenikały). Powiedzmy, że to lektura osobliwa;)

    Lubię

  6. bardzo mi się podobała, z jednej storny trochę przygnębiająca ale bardzo dobra i muzyka „towarzysząca” tej książe też niesamowita :) ostatnio odkryłam książke również z motywem Japonii może Cię zainteresuje „Troje” Sary Lotz zupełnie inny klimat ale zapowiada sie naprawde genialnie.

    Lubię

  7. @ Iza
    O książce Sary Lotz „Troje” słyszałam, nawet jej fragment dostałam do domu, niemniej, nie zwróciłam uwagi, by był w niej motyw japoński. Dziękuję za informację, możliwe, że do niej zajrzę. Pozdrawiam!:)

    Lubię

  8. Aj, z tą książką to akurat mam problem, szczególnie jeśli miałbym ją ocenić. Z jednej strony fabuła wydaje się b. płaska, wiele kwestii wyłożono jak na patelni, pojawia się kilka sentencji i złotych myśli a la Coelho, ale jednocześnie snuta historia ma niezaprzeczalny czar, zagnieżdża się w mózgu na dłużej i nie pozwala o sobie szybko zapomnieć, gromadząc się gdzieś na dnie umysłu i sącząc swoje soki.

    Jednocześnie b. podobny motyw (odrzucenia i otoczenia ścianą milczenia za niepopełnioną zbrodnię) pojawia się w opowiadaniu „Milczenie”, które możemy odnaleźć w zbiorze „Zniknięcie słonia”. W mojej skromnej opinii tamten utwór został napisany o wiele ciekawiej :)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s