[„Powrót niedoskonały” Marcin Bruczkowski]

Tekst powstawał w innym celu, stąd też jego inna forma, mniej blogowa, powiedziałabym. Ostatecznie ląduje tutaj, z drobnymi kosmetycznymi zmianami. Od siebie dodam, gwoli wstępu, że mnie z Bruczkowskim nie po drodze; nie zachwycam się żadną jego powieścią, a język jego twórczości odbieram – niestety – jako toporkiem ciosany. I choć początek „Powrotu niedoskonałego” kusił mnie, by się z Bruczkowskim przeprosić, skończyło się, jak się skończyło. Jego fenomen nadal będzie mnie frapował.

Powrót niedoskonały, M. Bruczkowski

Powrót niedoskonały
Marcin Bruczkowski
wyd. : Znak, Kraków 2013

Bycie obcym w obcym kraju to nic przyjemnego, a próby asymilacji i wtopienia się w tłum nie zawsze kończą się sukcesem.  Jeszcze gorzej być obcym na własnym podwórku. W takiej sytuacji znajduje się Robert Brakat, główny bohater najnowszej powieści Marcina Bruczkowskiego – wyjechał on z Polski w kwietniu 1986 roku, mając 19 lat, wrócił po osiemnastu latach, jednak kraju, który znał i którego obraz pielęgnował przez długie lata przebywania na obczyźnie, już nie ma. Swoistym przewodnikiem i tłumaczem współczesnej Polski staje się dla niego spotkany pod warszawskim mostem… Japończyk.

Hattori studiował polonistykę w Tokio – jego ojciec pracował w firmie, która prowadziła interesy handlowe z Europą, w tym z Polską, stąd wybór studiów. Później stracił pracę, więc żeby dodatkowo nie stracić twarzy, udał się do Polski na własną rękę z nadzieją załapania kilku kontaktów. Robert trzynaście lat przebywał w Japonii, pięć kolejnych w Singapurze – paradoksalnie, z Hattorim rozumie się i dogaduje lepiej niż z rodakami. Spotykając go w zimowy dzień przed namiotem, widząc równiutko ustawione kapcie toaletowe (zapewne do korzystania z pobliskiego toi-toi’a) i starannie (zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę warunki) wyprasowany garnitur, mimo bacznych i pełnych niezrozumienia obserwacji siedzących niedaleko i sączących nieokreślony trunek bezdomnych, czuje się wreszcie swojo. Zaprasza Hattoriego do siebie; mieszka sam i próbuje remontować mieszkanie, ale nie bardzo ma szczęście do fachowców. Hattori zapoznaje go z Gutnerem, który zdaje się wiedzieć wszystko i o wszystkim, ale o sobie mówić nie lubi, Gutner ściąga go do kamienicy Mecenasa i krąg znajomości się poszerza. Bo w Polsce po 1989 nie zmieniło się jedno – wszystko, co dobre, pochodzi z polecenia, i znajomości to podstawa przetrwania.

„Powrót niedoskonały” jest powrotem całkiem… zgrabnym i z pewnością przez fanów pisarza wyczekiwanym (ostatnia powieść autora, „Radio Yokohama”, ukazała się w roku 2008). Szczególnie interesujący jest sam temat przewodni powieści – dojmujące poczucie wyobcowania we własnym kraju po powrocie z emigracji i nieumiejętność odnalezienia się we współczesności. Robert, jak to zauważa jedna z bohaterek, Alicja, żyje wtedy i tam, ścigają go duchy PRL-u albo – co nawet bardziej prawdopodobne – on sam nie pozwala epoce PRL-u odejść; wciąż porównuje świat obecny z minionym, szuka śladów tego, co powinno stanowić przeszłość, zamiast cieszyć się teraźniejszością i ją budować, on bezustannie wspomina: ludzi, historie, zdarzenia. Wszystko, co zostawił tu w roku 1986, było lepsze, głębsze, ciekawsze (no, pomijając może doświadczenia z MO). Podejmuje pracę w dużej korporacji, co – jako że doświadczenie zawodowe zbierał w Japonii – powinno go cieszyć, jednak realia go przerastają; albo świat zmienił się na gorsze, albo on tu nie pasuje. Względny spokój odnajduje dopiero w osobliwej Antykowni, pośród przedmiotów tak samo należących do przeszłości, jak cała jego wiedza o Polsce i Polakach. Kim jest? Gdzie jest jego miejsce? – na te pytania próbuje stopniowo znaleźć odpowiedź.

Smaczkiem w powieści mogą być liczne szczegółowo opisane sny bohatera (czytelnik może pobawić się w ich analizę)*, a także odniesienia do wcześniejszych powieści, które autor sprytnie wplótł w akcję. Minusem? Zasadniczo jeden szczegół (pomijając błędy w datach quasi-pamiętnika i okazjonalne literówki) – powieść jest wyraźnie nierówna: wpierw autor powoli buduje atmosferę, kreśli relacje między bohaterami, stwarza tajemnice i niejasności, które pobudzają wyobraźnię czytelnika, by później mocno przyspieszyć, wywołując w głowie czytelnika niemały chaos, a może i lekki zawód. Kończymy czytać i choć zapowiadało się naprawdę dobrze, nie jesteśmy pewni, czy tego właśnie oczekiwaliśmy po lekturze.

___

* Mnie wtrącenia opisów sennych nie przekonały, jednak dla wiernych miłośników autora mogą być one gratką. Mnie, przy każdym opisie sennym, kojarzyło się zaraz naśladowanie Murakamiego (co, oczywiście, nie jest niczym udokumentowane i stanowi tylko moje odczucie).

7 thoughts on “[„Powrót niedoskonały” Marcin Bruczkowski]

  1. Och i layout nowy i śnieg i wszystko!
    Ale ad rem. Ja jestem na tak, bo to Bruczkowski, ale sny mnie też nie bardzo przekonały – nie mój klimat zupełnie. Nierówność powieści też troszkę drażniąca, ale ja Autorowi wybaczam wszystko… +10 do bezstronności ;)

    Lubię

  2. @Joanna
    To jak ze mną i Murakamim, też mu wybaczam. Bo lubię, bo przymykam oko, jak na wybryki dziecka, gdy coś spaprze, ot tak, z pobłażaniem. Każdy ma swych ulubieńców. ;)

    Hehe, jak wracać, to ze zmianami. A co!

    Lubię

  3. @ Małgośka
    Składam łapki w podzięce za ten komentarz! – bo już się obawiałam, że tylko mnie, przy całym zachwycie dokoła, „Bezsenność…” przyprawia o senność raczej. I o zgrzyt zębami na styl. Nie doczytałam jej jeszcze, choć zaczęłam na wiosnę jakoś. Nie daję rady przebrnąć.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s