„Japonia. Kioto” – Martyna Wojciechowska

Japonia.Kioto_M.WojciechowskaO pewnych książkach trudno pisać jednoznacznie, nie są bowiem ani zupełnie dobre, ani zupełnie złe, a to, czym przykuły naszą uwagę, pozostaje często zbyt ulotne i nieokreślone, by to uchwycić. Taką książką jest dla mnie quasi-reportaż Martyny Wojciechowskiej „Japonia. Kioto” z serii Kobieta na krańcu świata – seria ta powstała jako reportaż telewizyjny, później przelano ją na papier, w grube tomy, a jeszcze później zrobiono z tych reportaży osobne miniksiążeczki. Czy taki zabieg był tylko chwytem marketingowym, mającym zwiększyć zyski, czy też przysłużył się czytelnikom, nie mnie to oceniać. Mnie interesuje sama książka.

„Japonia. Kioto” to książka mała, poręczna, bogata w barwne fotografie. Objętościowo niezbyt gruba, w sam raz na leniwe popołudnie. Czyta się ją przyjemnie, bo język nieskomplikowany, a od jednej scenki gładko przechodzimy do następnej. Martyna Wojciechowska potrafi opowiadać o swoich podróżach – przekonałam się o tym jednego roku na festiwalu Dwa Brzegi, podczas którego ujęła mnie nie tylko własnymi opowieściami, ale i taktem wobec innych autorów, nie ulegając fanom i nie stawiając siebie w centrum, póki nie przyszedł jej czas. Zaskarbiła sobie tym moją sympatię. I tu pojawia się mój problem w jednoznacznej ocenie książki – bo z jednej strony sposób opowiadania autorki jest przyjemny, a fakty przez nią przytaczane są ciekawe, z drugiej natomiast, po lekturze pozostaje ogromny niedosyt wiedzy. Wojciechowska weszła w świat gejsz, co do łatwych zadań nie należy, a mam wrażenie, że niewiele z niego wyniosła ponad stereotypy, o których od lat i tak się mówi. Kolejne odwołania do „Wyznań gejszy” Artura Goldena też nie kojarzą mi się pozytywnie – za dużo Goldena w kolejnych publikacjach na temat Japonii i gejsz, za dużo.

Co znajdziemy w książce „Japonia. Kioto”? Garść typowo przewodnikowych informacji (odnośnie ambasady, wizy, wyjazdu, dojazdu, klimatu, jedzenia czy mieszkańców i wysp japońskich ogólnie), kilka ciekawostek, (bardzo okrojony i ogólnikowy) zarys sytuacji kobiet w Japonii, przede wszystkim zaś poznamy Kimichie, dwudziestoletnią maiko, która stanie się dla nas swoistą przewodniczką po świecie gejsz. Poznamy też jej matkę, panią Hondę, będącą jednocześnie właścicielką domu gejsz Daidama Okiya. Zdanie matki i córki na temat pracy gejszy nie zawsze będzie takie samo. Dowiemy się, że pod warstwą pudru jest zwykła, uśmiechnięta buzia. Uśmiechnięta mimo wszystko, bo nie wolno jej płakać, i pracująca mimo zmęczenia, bo zbyt wiele pieniędzy włożono w jej edukację. Czego natomiast w książce nie znajdziemy? Kioto. A także głębszej wiedzy i odpowiedzi na większość nurtujących nas pytań o świat gejsz.

7 thoughts on “„Japonia. Kioto” – Martyna Wojciechowska

  1. @Luiza: Hehe :D Bez obaw, czerń będzie tak długo tylko, jak długo blogowy śnieżek pada;) później wracam do bieli. Żal mi po prostu śnieżku nie widzieć, skoro już sobie prószy.

    O Japonii Wojciechowska popełniła dwa reportaże, ten na temat gejsz i jeszcze o tokijce a’la Barbie (wybacz, nie rozeznaję się w subkulturach japońskich). Ogląda się oba i czyta przyjemnie, niestety, niczego nowego do wiedzy o Japonii nie wnoszą.

    Lubię

  2. Śnieg u Ciebie pada!

    Czytałam Wojciechowskiej „Kobietę na krańcu świata” (dwie pierwsze części) i całkiem mi się podobało. Tam zasada była podobna – wpierw program TV, potem książka. Jeden odcinek był poświęcony właśnie gejszom z Kioto i też nie był specjalnie odkrywczy. Ale tak sobie myślę, że trudno jest wyjść w opowiadaniu o gejszach poza Goldenowy schemat – żeby to było jednocześnie nowatorskie i strawne dla większego grona czytelników (niekoniecznie specjalistów w gejszowej materii). Wojciechowską na pewno przeczytam, bo mam do niej dużo sympatii i dużo szacunku. I wtedy się szerzej wypowiem :)

    Lubię

  3. @Joanna: Ależ to jest dokładnie ten sam reportaż! Tylko w innym wydaniu;) Zatem, jeśli już czytałaś w zbiorze, to po tę książeczkę naprawdę nie masz co sięgać.

    Lubię

  4. Hehe, rozumiem z tym śnieżkiem. I rzeczywiście pięknie to wygląda xD

    O, dziękuję za informację! Ha, nawet bym się nie spodziewała, że jej teksty o Japonii mogą cokolwiek nowego wnieść do wiedzy o tym kraju.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s