Azja w prasie: „Kontynenty” 1/2012

Zaczynam lekturę od Japonii, od tekstu Pauliny Wilk „My już byliśmy”. Nie pisze ona optymistycznie, o czym przekonujemy się już w pierwszych zdaniach:

Wśród gigantycznych azjatyckich metropolii Tokio jest jedyną pozbawioną zapachu jutra. Nie wibruje od zgiełku jak Delhi – pełne zniecierpliwienia i tłumów przeciskających się do lepszego życia. Nie jest, jak Hongkong, futurystyczną grą komputerową – imponującym systemem, w którym ludzie to tylko pionki technologicznego imperium. Ani jak Szanghaj, który wymyśla siebie na nowo – burzy wszystko co stare i buduje udoskonalone dzielnice, z przekonaniem, że nowocześnie znaczy lepiej. Japońska stolica nie przypomina też Manili, z jej żywotnością i kontrastami, gdzie obok slumsów rosną szklane siedziby globalnych korporacji, a ulice drżą w oczekiwaniu na gospodarczą eksplozję, bo najlepsze ma dopiero nadejść. W Tokio panuje cisza.

I jeszcze czytamy, że:

Japonia to chyba jedyny kraj, w którym tak wyraźnie widać mroczne skutki dobrobytu. Komfort obezwładnia, pozbawia drapieżności. Społeczeństwa zamożne i syte są także zużyte i bierne.

Autorka pisze o japońskiej zapaści przełomu lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. O jej skutkach. O starzeniu się społeczeństwa i drastycznie malejącym przyroście naturalnym. O tym, że nie tyle kryzys ekonomiczny, co właśnie to starzenie się społeczeństwa jest przyczyną stagnacji, jaka w kraju panuje. Bo kreatywność i żywiołowość to atrybuty ludzi/społeczeństw młodych. Pisze o wyczerpaniu nowoczesnością, o zmęczeniu. Całkiem dobry tekst. Przygnębiający, ale dobry.

Następnie przenoszę się do Wietnamu. Nie, nie tego obiektywnie widzianego. Do Wietnamu nakreślonego bardzo subiektywnie, o którym – podążając tropami literackimi, filmowymi i fotograficznymi – opowiada Marcin Kydryński w swoim eseju „Nieuniknione”.  Szczerze, z początku niewiele rozumiem. Czuję się zagubiona. Do chwili, gdy dochodzę do fragmentu:

Opisywany tu z rezerwą szczególny typ wędrowca [wędrowiec liryczny – przyp. L.] nie postrzega świata takim, jakim ten świat jest. (…) On stwarza swój świat wokół lektur, kinowych seansów, żyje w wyobraźni. Tworzy sytuacje liryczne.

Tak, teraz rozumiem, teraz jest jasne. Wracam do początku. Czytam znów i dalej. Podążając za autorem nie poznaję Wietnamu takiego, jakim jest, ale szukam czegoś, czego już nie ma, co minęło, obrazu, który pozostał na taśmie filmowej, na fotografii, który został uwieczniony piórem innych pisarzy, innych wędrowców.

Z melancholii swoistej wyrywa mnie rzeczowy i konkretny wywiad z Colinem Thubronem, przeprowadzony przez Aleksandrę Krzyżaniak-Gumowską„Obsesja zgłębiania świata”. Tytuł wymowny, prawda? Przepadam. Czuję się wrzucona w tekst, w rozmowę. Może dlatego, iż wywiad zdaje się nie mieć ani początku, ani końca. Jakby toczył się jeszcze długo po tym, jak czytamy ostatnie zdanie, a i na długo przed tym, jak czytamy pierwsze. Czy to wada? Sama nie wiem. Osobowość Thubrona i jego odpowiedzi zdają się maskować potencjalne niedociągnięcia.

Lubię bliskość z ludźmi, zawsze lubiłem mieć przyjaciół, być w związkach. Ale to nigdy nie było mi potrzebne. To może zabrzmi okrutnie, ale zawsze potrafiłem być szczęśliwy w swoim własnym świecie. Matka mi opowiadała, że jak przychodziła na kinderbale, to wiedziała, że będę siedział w kącie, wymyślając swoje zabawy. Samotność mnie nie męczy.

Thubron mówi samotność. Ja myślę, że tu chodzi bardziej o bycie samemu. To różnica. Ta świadomość, że mimo wszystko ktoś gdzieś jest. Opowiada o swoich podróżach: do Damaszku, do Rosji, na Syberię, przez Azję, do Chin. Dużo ich było. Ciekawie o nich czytać.

A co jest od „być” do „zrozumieć”? Od „dotknąć” do „doświadczyć”? Co można znaleźć między podróżowaniem a zwiedzaniem? Między włóczęgą a wyprawą? Czym jest opowieść? Jak daleka droga od relacji do reportażu? Od zdjęcia do fotografii? Jak historia przechodzi w teraźniejszość? Czy z brzegu „dziś” widać „jutro”? A gdzie zaczyna się literatura? [ze wstępu Naczelnego]

Mnóstwo dobrych tekstów i barwnych fotografii. Nazwiska, które mówią same za siebie: Hugo-Bader, Kapuściński, Andruchowycz, Jagielski, Stasiuk, Ostałowska. Fragmenty Azji, Afryki, Ameryki Południowej. Znikająca Arktyka. Warto sięgnąć po „Kontynenty”.

______

„Kontynenty” nr 1/2012 (1)
Wydawnictwo Agora
kwartalnik

11 thoughts on “Azja w prasie: „Kontynenty” 1/2012

  1. @Luiza: Widzisz, a ja Thubrona z książek nie znam jeszcze, za to uwielbiam rozmowy z nim i sięgam po nie, gdziekolwiek w prasie je ujrzę;) Ale mam Po Syberii na półce, czeka sobie.

    Swoją drogą, czemu nie sięgasz po czasopisma? Nie ciekawią cię, nie spełniają oczekiwań…?

    Lubię

  2. A, skoro masz Po Syberii, to na pewno przeczytasz – ciekawe, czy Tobie się spodoba. Bo ogólnie ta książka ma dobre recenzje. I to mnie zmyliło ; )
    Głównie ze względu na aspekt ekonomiczny – jednak wygrywa książka.

    Lubię

  3. @Luiza: No tak, aspekt ekonomiczny jest istotny, fakt. Ale wiesz, czasem wolę jednak sięgnąć po czasopismo. Na przykład, nie potrafię sięgnąć po książkę, gdy danego dnia właśnie jedną skończyłam i nie przetrawiłam w sobie jej treści. A głód słów pozostaje. Wtedy sięgam po jakiś wywiad albo reportaż krótki. Albo recenzje przeglądam. I niby mogłabym to samo zrobić w internecie, ale… to nie to samo. I moje oczy lepiej jednak znoszą czytanie z papieru niż z ekranu, na dłuższą metę. Poza tym, wybywam czasem w miejsca, gdzie internetu zwyczajnie brak.

    Odnośnie Thubrona, co właściwie cię zniechęciło do niego? Albo inaczej, co cię rozczarowało?

    Lubię

  4. Tak, tak – rozumiem.
    Rozczarowało mnie, że on szukał swojej mitycznej Syberii (wizerunek Syberii wytworzony m.in. przez literaturę piękną, historię – zwłaszcza tę dziewiętnastowieczną i wcześniejszą, ale, co jasne, przefiltrowaną przez współczesną zachodnioeuropejską wizję „romantyczności”, w której mieszczą się i płomienne pozytywne uczucia, i śmierć, okrucieństwo przyciągające, nęcące, kuszące itd.), a nie przysłuchiwał się naprawdę obecnym mieszkańcom tego rejonu Rosji. Odniosłam nieodparte wrażenie, że patrzy na Syberię oczami typowego mieszkańca kraju, w którym nigdy nie było komunizmu – nie wyzbywa się tego specyficznego spojrzenia, mimo iż jest podróżnikiem. Przede wszystkim to. Kiedyś o niej coś pisałam, więc pewnie tam jest to składniej wyrażone.

    Przyjemnego dnia!^^

    Lubię

  5. @Luiza: Myślę, że rozumiem. On chyba patrzył z perspektywy takiego wędrowca lirycznego, o którym pisał Kydryński w „Kontynentach”. Rosja to była dla Thubrona mieszanka Rosji Tołstoja i Dostojewskiego i współczesnych wiadomości z prasy, jakie do niego docierały. Przed wyjazdem do Rosji (a później i na Syberię), nie umiał tych dwóch obrazów pogodzić. We wspomnianym w notce powyżej wywiadzie Krzyżaniak-Gumowska mówi do Thubrona (stwierdza właściwie): „Podróżował pan przez Syberię, tropiąc swoje iluzje”. I on się z nią zgadza.

    Cóż, zostaje mi sprawdzić osobiście, jak na mnie Po Syberii podziała. Może odbiór zależy od oczekiwań?

    Przyjemnego i Tobie!:)

    Lubię

  6. O, właśnie – tropił swoje iluzje. Dobre sformułowanie. Z mizernym skutkiem tropił – bym dodała ; )

    Jestem ciekawa, jak na Ciebie zadziała Po Syberii – mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami, gdy przeczytasz książkę xD

    Tak. Odbiór zawsze zależy od oczekiwań. Nie sądzę, by było inaczej.

    Lubię

  7. Właśnie spędziłam kilka dni w Polsce i nie omieszkałam kupić „Kontynentów”. Jeszcze ich nie przeczytałam, nawet nie zaczęłam, a już jestem zachwycona. Cudna szata graficzna, znakomity pomysł na magazyn i intrygujące artykuły, plus cała masa znanych nazwisk. To pismo ma przyszłość, moim zdaniem. Zdziwiło mnie, że autorzy piszą o krajach, z którymi raczej niekoniecznie są kojarzeni (np. Paulina Wilk i Japonia), ale to mnie ujęło – i jak piszesz, tekst Wilk jest dobry.

    Rozczarowałam się natomiast strasznie oglądaniem „Japońskiego codziennika” w księgarni i cieszę się, że nie kupiłam. Nie rozumiem idei drukowania bloga, jeszcze w dodatku z połową książki stanowiącą komentarze (przydałoby się je chociaż zredagować lub spytać autorki o zgodę na ich publikację). Wprawdzie mój komentarz jest tylko jeden w książce, ale gdyby było ich więcej wcale by mnie nie cieszyło zobaczenie ich w druku.
    Wahałam się nad „Murakamim i jego Tokio”, ale ostatecznie nie kupiłam. Po co mi wiedzieć, którą konkretnie kładką nad ulicą przeszedł się który bohater? Fajne to może dla osób, które są naprawdę wiernymi fanami prozy Murakamiego, ale jednak ja tak wielką miłośniczką jego książek nie jestem, by spacerować po mieście z tym przewodnikiem. Może kiedyś zmienię zdanie, na razie jednak będę łazić po Tokio bez tej książki.
    A co Ty myślisz o obu?

    Lubię

  8. @Chihiro: Jeśli tylko będziesz chciała, „Kontynenty” mogę ci przesyłać, gdziekolwiek będziesz mieszkać – żaden problem. :) Mnie się pismo podoba bardzo. Nie przeczytałam go jeszcze od deski do deski, ale czytam w przelocie; zatrzymując się przy szafce, przysiadając na brzegu fotela, wertuję kartki i czytam, co w danej chwili przykuje mój wzrok – dziś padło na tekst Hugo-Badera. Chwilami się z nim zgadzałam, chwilami nie, ale z całą pewnością słowa jego dały mi do myślenia.

    Wydaje mi się, że twoich komentarzy jest w „Japońskim codzienniku” więcej niż jeden – przeglądałaś oba tomy? Oczywiście, mogę się mylić. Co o nim myślę, hm. Bloga jako takiego bardzo lubiłam: swobodny styl, niezobowiązujący, luźne myśli, anegdotki. Jednak od literatury (a nawet i książek po prostu) oczekuję chyba czegoś więcej. Może gdyby mniej komentarzy, ale konkretniejszych, na temat. Albo gdyby notki zebrać tematycznie i dopisać wstępy jakieś (coś jak przedmowa do rozdziału, dłuższa refleksja). Sama nie wiem, uczucia mam mieszane. Odnośnie komentarzy, autorka jeszcze na blogu pytała, kto nie zgadza się na ewentualną publikację – no ale, to mogło umknąć czytelnikom bloga. Rzecz inna, zawsze może być tak, że jeden komentarz zgodzę się udostępnić do publikacji, inny nie – można było spytać blogerów, tak jak się podsyła rozmówcom po wywiadzie tekst do autoryzacji. Wiem, w tym wypadku byłoby sporo z tym pracy, ale… Może by wypadało.

    Przewodnik „Haruki Murakami i jego Tokio” aktualnie czytam; dostałam do recenzji dla pisma „Torii”. I właściwie mi się podoba. Podobnie jak ty, będąc w Tokio, raczej nie spacerowałabym z nim, podążając śladami bohaterów Murakamiego. Ale ze mną jest tak, że w ogóle rzadko chwytam po przewodniki, dokądkolwiek wyjeżdżam, raczej zaprzyjaźniam się z mapą miasta/regionu i zwiedzam po swojemu. Co mnie do tego przewodnika przyciągnęło, to cytaty z książek (powieści, esejów, opowiadań) połączone ze zdjęciami miasta. Rodzaj wizualizacji tudzież odwrotnie – nadania zdjęciom/miejscom pewnego rodzaju duszy. Zachęcam, by jednak dać mu szansę – choć sama, jak wspominałam, dopiero jestem w trakcie czytania.

    Lubię

  9. Litero, dziękuję Ci ogromnie za propozycję, jestem wzruszona :)
    Mnie się „Kontynenty” bardzo podobają, nie wszystkie teksty, ale nigdy nie jest tak, że zachwycona jestem każdym tekstem w magazynie. Artykuł Pauliny Wilk o Japonii jednak mnie zawiódł. Mnóstwo w nim uogólnień, zupełnie nie wiadomo na jakiej podstawie autorka wysuwa wnioski, jakie wysuwa. W kwestiach polityki, ekonomii i finansów mój partner stwierdził, że autorka nie bardzo wie, co pisze, bo np. porównuje kryzys ekonomiczny z upadkiem Lehman Brothers, a tego się nie da porównywać. Jest parę ciekawych myśli (o naszej wierze w technologię i progres np.), ale końcowe wnioski są żenujące. Badania i obserwacje życia w krajach najwyżej rozwiniętych pokazują, że komfort i dobrobyt sprzyjają rozwojowi kreatywności, a nie usypiają kreatywność. Gdzie innowacja w Indiach, Meksyku czy Brazylii? Autorka wyraźnie myli przedsiębiorczość z kreatywnością, szczególnie gdy wspomina o Indiach. I nie chodzi tu o to, że ja się z nią nie zgadzam, ale obiektywnie rzecz ujmując Wilk nie pisze prawdy i nie analizuje zjawisk we właściwy sposób.

    Co do „Japońskiego codziennika” to zdecydowanie uważam, że należy zebrać od wszystkich osób, czyje opinie zamierza się publikować, zgodę na to na piśmie. Moim zdaniem autorka naruszyła prawa autorskie, także w kwestii zdjęć, które zamieszcza hojnie i których autorką nie jest – większość wzięła z internetu. Czuję duży niesmak odnośnie tej książki.

    Książce o Tokio Murakamiego może kiedyś dam szansę, ale najpierw sama pospaceruję po mieście i spróbuję poznać je na własną rękę. Ja przewodniki czytam (a właściwie czytam tylko Lonely Planet i Bradt), pomagają mi bardzo w różnych praktycznych kwestiach. Ta książka raczej praktycznym przewodnikiem nie może być, ale to ciekawe uzupełnienie zwiedzania miasta albo szansa na odbycie podróży nie ruszając się z wygodnego fotela :)

    Lubię

  10. @Chihiro: Mnie się artykuł Wilk podobał, ale może dlatego, że nie skupiłam się na kwestii polityka/ekonomia (bo się nie znam), a uwagę moją przykuły właśnie uwagi/przemyślenia odnośnie technologii, progresu i starzenia się społeczeństwa plus, jakie są tego skutki. I myślę sobie, że tak, masz rację, komfort i dobrobyt sprzyjają kreatywności, ale pod warunkiem, że zachowana jest równowaga w społeczeństwie. Gdy z roku na rok społeczeństwo się starzeje, to choćby było bogate, kreatywność stopniowo w nim umiera.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s