„W drodze na Hokkaido. Autostopem przez Kraj Kwitnącej Wiśni” – Will Ferguson

Zacznijmy od fragmentu o japońskim-angielskim, jednym z moich ulubionych zagadnień:

„To jeden z najbardziej surrealnych aspektów życia w Japonii: kontakt z własnym językiem [angielskim], sprowadzonym do roli dekoracyjnej, pozbawionym jakiegokolwiek kontekstu czy znaczenia, przekształconym w rozważania prowadzone pod wpływem LSD. Japońskie podejście do języka – a jak się nad tym zastanowić, to chyba także do większości innych zjawisk – jest nieugięcie dekonstruktywistyczne. Wszystko zostaje rozebrane na poszczególne elementy, a potem zrekonstruowane. Jest to nie tyle forma naśladowania, co reinterpretacji. Sprawdza się to świetnie w wypadku samochodów, kamer i zegarków, ale nie przynosi równie dobrych efektów na polu bardziej naturalnego zjawiska, jakim jest język. […] Gdy wpadłem na jednego z moich licealistów w koszulce z napisem: KORZYSTAJ Z MOJEGO BRATA!, zażądałem, żeby wyjaśnił mi znaczenie tego zwrotu. Ściślej, zaproponowałem mu zakład, bo obiecałem, że zapłacę mu dziesięć tysięcy jenów, jeśli zdoła to zrobić. Młodzieniec należał do naszych prymusów, którym pisane były studia na jednym z najlepszych uniwersytetów Japonii, więc ochoczo podjął wyzwanie.

– »Korzystaj« to czasownik – powiedział. – »Z« jest przyimkiem, »mojego« zaimkiem dzierżawczym, a »brata« to dopełnienie zdania. Podmiotem domyślnym jest »ty«, a zatem mamy do czynienia ze zdaniem w trybie rozkazującym. Wykrzyknik potęguje jego imperatywny charakter. – A potem wyciągnął rękę po pieniądze.

– Ale co to znaczy? – spytałem.

– Spojrzał na mnie kompletnie zdezorientowanym wzrokiem i powtórzył:

– »Korzystaj« to czasownik. »Z« jest przyimkiem, »mojego« zaimkiem dzierżawczym, a »brata« to… – Nie muszę dodawać, że nie zapłaciłem mu tych dziesięciu kawałków, a on wciąż ma mi to za złe. Uważa, że wytłumaczył mi to zdanie, a ja po prostu nie dotrzymałem słowa.

Pogląd, że zdanie może mieć znaczenie wykraczające poza sumę składających się na nie części, w Japonii się raczej nie przyjmie.”(str. 365-366)

Quasi-reportaże Fergusona, pisane lekką ręką i równie lekkim językiem, czytałam już dobrych kilka miesięcy temu, pamiętam jednak, że bawiłam się przy nich przednio. Ferguson jest świetnym obserwatorem, a przy tym, gdybym miała możliwość wybrać go jako towarzysza podróży, zrobiłabym to bez chwili zastanowienia. Jest zarozumiały, arogancki, niekiedy szowinistyczny nawet, ale… dla przeżycia przygody mogłabym na to przymknąć oko. A nawet oba i iść w ciemno. Książkę polecam – nie jest idealna, na pewno jednak pokazuje nieco inne, odmienne od przewodnikowego oblicze Japonii i Japończyków.

***

Recenzję książki przeczytać można w Torii#10.

______

„W drodze na Hokkaido. Autostopem przez Kraj Kwitnącej Wiśni”
oryg. Hokkaido Highway Blues. Hitchhiking Japan (2003)
autor: Will Ferguson
przeł.: Jarosław Włodarczyk
wyd.: Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011

13 thoughts on “„W drodze na Hokkaido. Autostopem przez Kraj Kwitnącej Wiśni” – Will Ferguson

  1. Książkę zauważyłam na półce w empiku i nie było innej opcji za naruszyć debet ale wyjść z nią w torbie :)
    Świetnie napisana. Aż chce się czytać. Naprawdę godna polecenia.

    Pozdrawiam!

    Lubię

  2. Widziałam tę książkę, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać xD’

    A cytat… interesujący, interesujący. Ale żeby Japończycy mieli podejście dokonstruktywistyczne? Nie sądzę, oni nie są tego świadomi.

    Z drugiej strony sporo Europejczyków i Amerykanów robi to samo z japońskim czy chińskim – sprowadza te języki do roli dekoracji (^_-)

    Pozdrawiam serdecznie!^^

    Lubię

  3. @Marakyo: Cieszę się, że czytałaś książkę Fergusona i że przypadła ci do gustu. A tak jeszcze spytam, podobała ci się trasa, jaką Ferguson wybrał? – z dala od głównych miast i typowych szlaków turystycznych. Uważasz, że jego wybór był właściwy, ciekawy?

    @Luiza: Cóż, Japończycy właśnie takie podejście mają: biorą coś z danej kultury/kraju, rozkładają na części pierwsze i składają po swojemu. Nie użyją, póki nie poznają od podstaw i na wskroś. Tylko z językiem nie bardzo to wychodzi i – jak wspomniał Ferguson – rezultat jest taki, że Japonia jest krajem specjalistów od gramatyki angielskiej, którzy mają problemy z mówieniem w tym języku. ;)

    Ano, robią tak, robią. Weźmy za przykład tatuaże egzotyczne z chińskimi/japońskimi ideogramami – wytatuowany delikwent, na dobrą sprawę, zazwyczaj pojęcia nie ma, co jego nabytek znaczy, a znaczy często coś innego, niż mu się wydaje. ;) Mimo wszystko jednak, mam wrażenie, że u nas takie praktyki są na mniejszą skalę: owszem, język sprowadzany jest do funkcji dekoracyjnej, ale ta dekoracja zazwyczaj coś sensownego znaczy.

    Pozdrawiam również!

    Lubię

  4. Tak, ale takie działanie ze strony Japończyków na pewno dekonstrukcją nie jest (^_-). Chyba że autor używa tego słowa w oderwaniu od Derridy czy de Mana.

    Oczywiście, u nas te praktyki są na mniejszą skalę.^^

    Lubię

  5. @Luiza: Aha, o to ci chodziło. Wybacz, nie zorientowałam się w pierwszej chwili. ;) Wiesz, ja myślę, że tu ani poglądy Derridy, ani de Mana nie były brane pod uwagę. Wydaje mi się, że chodziło właśnie o przeciwieństwo konstrukcji, tworzenia, o rozłożenie na najmniejsze elementy, by coś zbudować na nowo. Chciałabym móc sprawdzić, jak brzmiało to zdanie w oryginale, bo może to po prostu nieuwaga tłumacza.

    Lubię

  6. @Valka: W zasadzie to trudno mi powiedzieć, bo Bruczkowskiego nie znam; Bezsenność w Tokio zaledwie kartkowałam, podczytując fragmentami, więc nie jestem w stanie porównać ani tych książek, ani stylu ich autorów. Niemniej, w skrócie wygląda to tak: Ferguson się spija podczas hanami i rzuca niedbale, że przemierzy całą Japonię wzdłuż za frontem kwitnienia wiśni. Nazajutrz niczego nie pamięta, pamiętają za to pozostali biesiadnicy i latami mu to wypominają. W końcu Ferguson się poddaje i podejmuje wyzwanie, dodatkowo twierdząc, że przemierzy kraj stopem. I jedzie, w pogodę czy niepogodę, w towarzystwie miłym, jak i gburowatym, śpiąc w tanich hotelach lub pod gołym niebem, komentując otaczającą go rzeczywistość najprostszym z możliwych i nie zawsze politycznie poprawnym językiem. Nie jest to literatura ekstra wysokich lotów, ale jest zabawnie, a i refleksyjnie czasem.

    Lubię

  7. Książka wydaje mi się interesująca i taka dla mnie, choć ta zarozumiałość autora odrzuca… No ale skoro piszesz, że inne zalety ją wynagradzają, a książka jest zabawna, to się skuszę. Dla mnie już połączenie Japonii z autostopem mogłoby być w sumie mieszanką wystarczająco zachęcającą.
    A „Bezsenność w Tokio” mogę polecić (recenzowałam w Archipelagu). Książka jest naprawdę zabawna, pokazuje Japonię pod trochę innym kątem, niż miałam wcześniej okazję poczytać w książkach i na blogach – to taka Japonia bardzo codzienna, choć oczywiście codzienna w odbiorze cudzoziemca i te już kilkanaście lat temu. Nadal jednak zabawna i napisana z charyzmą. Innych książek Bruczkowskiego nie czytałam i raczej nie będę tego zmieniać, ale w tym wypadku warto.

    Lubię

  8. Ja się dziwię, że jeszcze „Bezsenności” nie czytałaś ;). Przyznam, że będąc w Japonii to była książka, dzięki której nawet bardzo prozaiczne rzeczy, na które nie zwraca się uwagi w innych książkach były już znajome i sto razy lepiej przybliżały to życie w Japonii niż cały stos innych publikacji (przykład: znajoma, która też była w Japonii stwierdziła, że wszystkie książki, które czytała niczego jej nie nauczyły przed wyjazdem, bo żadna nie przybliżyła tamtejszej rzeczywistości, no ale jak np. książki naukowe mogą ją przybliżyć? przecież rozkładanie Genji Monogatari na czynniki pierwsze, albo zgłębianie fiolozofii zen nijak się ma do realnego życia i w tym wypadku na niewiele się przydadzą nawet jeśli będą bardzo mądre :P). Poza tym „Bezsenność” czyta się to łatwo i przyjemnie. Inne ksiązki tego autora oczywiście też polecam, chociaż teraz niełatwo je dostać. I mimo, że każda jest utrzymana w podobnym stylu, to jednak każda jest na swój sposób inna. Ale nie ma nic gorszego dla jakiegokolwiek twórcy niż powielanie tego samego :).

    Lubię

  9. @Mandżuria: A czemu do innych książek Bruczkowskiego nie masz zamiaru zajrzeć? (ot, mnie zaintrygowało)

    Fergusona polecam, tak dla zabawy, odprężenia. Jego zarozumiałość jest taka znośna, momentami nawet urocza, nyo.

    @Valka: No, zgodzę się, że gdy chcemy pojechać (powiedzmy) turystycznie do Japonii, to mądre książki nie będą tym, co przybliży nam życie gaijina w tymże kraju. Jeśli jednak chcemy poznać Japończyków, zrozumieć pewne ich zachowania czy nawyki, to właśnie te mądre książki będą jak najbardziej na miejscu i to one nas czegoś nauczą, a nie opowieści o tym, jak tam było i jak wszystko to było dziwne.

    A czemu nie czytałam Bezsenności w Tokio… Jakoś tak się złożyło, że nie mam go w zasięgu ręki, za to wiele innych tytułów spogląda na mnie z półek;) Kiedyś, przy okazji.

    @Marakyo: Język to podstawa każdej dobrej opowieści;)

    Lubię

  10. Nie mam ochoty czytać kolejnych książek Bruczkowskiego, bo czytałam same złe recenzje (zaufanych osób) i wnioskuję z nich, że pewne drobiazgi irytujące mnie chwilami w „Bezsenności” (moim zdaniem świetnej) tam urastają do czynników, przez które ciężko byłoby mi przebrnąć. Wolę więc wybrać inne książki o japońskiej (bądź singapurskiej) tematyce :)

    Lubię

  11. Bo „Bezsenność” niestety trudno zdobyć. Nie wiem, ile było dodruków, ale wciąż tego brakuje na księgarnianych półkach.

    Mandżuria – nie wiem, co to za „zaufane osoby” tak źle mówiły o Bruczkowskim, ale ja osobiście nie znam nikogo, kto by narzekał na jego książki. I jeśli nie czytałaś nic poza „Bezsennością”, to nie osądzaj ;). Ja czytałam je po kilka razy i nie mam dosyć, moi znajomi również, a fakt, że ksiazki sprzedają się natychmiast po kolejnych dodrukach i ciągle ich mało chyba raczej świadczy o czymś innym, niż te twoje „zaufane osoby” mówią ;).
    Spotkałąm się tylko z opiniami, że niektórym osobom nie podoba się, że jego pozostałe ksiązki NIE są takie jak „Bezsenność” (czyli łatwe, szybkie i przyjemne, bez mocno zarysowanej fabuły), ale z drugiej strony co by było gdyby Bruczkowski wszystko pisał na jedno kopyto? Nie ma nic gorszego dla jakiegokolwiek twórcy niż stagnacja. Może po prostu Twoi znajomi nie potrafili się przestawić na zmiany i dlatego im się nie podobało. Ja jednak uważam, że to super, ze każda książka jest inna, a jednocześnie żadna nie jest pozbawiona specyficznego poczucia humoru w różnej dawce :).

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s