sanzaru

Od pewnej sympatycznej osóbki z okolic Nikkō.

Trzy małpki znad wejścia do chramu Tōshō-gū: Mizaru („nie widzę niczego złego”), Kikazaru („nie słyszę niczego złego”) i Iwazaru („nie mówię niczego złego”). Tutaj w (uroczej) formie czekoladek.

Myślę sobie, że czas wrócić do blogowania. W przygotowaniu wrażenia z lektury „Miłości na marginesie” Yōko Ogawy, w dalszej kolejności czekają „W Kawagoe. Antropolog wobec życia codziennego Japończyków” Igi Rutkowskiej, „Na południe od granicy, na zachód od słońca” Harukiego Murakamiego oraz recenzja filmu koreańskiego reżysera Lee Yoon-ki „Come Rain, Come Shine” (Saranghanda, Saranghaji Anneunda, 2011), którym to zachwyciłam się na tegorocznym Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym. Zatem, do napisania!

6 thoughts on “sanzaru

  1. Sympatyczny prezent! :)) A ja się pochwalę, że udało mi się „Ring” K. Suzuki pożyczyć w … osiedlowej bibliotece! Nie sądziłam, że będą to mieli, a tu takie zaskoczenie! :)) Pozdrawiam

    Lubię

  2. Haha, wcale nie xD”’ Porządne recenzje piszesz.^^
    Dodatkowo Twoja znajomość japońskiej literatury (ale i nie tylko japońskiej literatury) wpływa na jakość recenzowanych przez Ciebie książek z Japonii (o Japonii, w Japonii napisanych… itd. xD’).

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s