Hanazakari no kimitachi e ~ Ikemen Paradise ~ (2007)

Przyznam bez bicia, opis dramy Hanazakari no kimitachi e nie bardzo zachęcał mnie do obejrzenia jej. Nie, żeby mnie sport – tutaj szczególnie skoki wzwyż – nie interesował, ale jakoś niespecjalnie ciągnie mnie do filmów ze sportem związanych. Dawniej, do anime, w których siatkówka, piłka nożna czy tenis grały rolę główną, jak najbardziej, ale nie do filmów z aktorami. Ktoś spyta, dlaczego? A~, tego to i ja nie wiem. Grunt, że się jednak skusiłam. Ze względu na aktora, którego całkiem lubię – Shuna Oguriego. I nie żałuję decyzji, bo bawiłam się podczas oglądania przednio.

Kto, co i dlaczego…

Izumi Sano (Shun Oguri), utalentowany skoczek wzwyż, po pewnym incydencie, jaki miał miejsce w Ameryce, wycofuje się ze sportu. Jego wierna fanka, mieszkająca w Ameryce Mizuki Ashiya (Maki Horikita), czuje się odpowiedzialna za decyzję, którą podjął jej idol, w związku z czym obcina włosy, zmienia sposób mówienia i poruszania się na męski, i w przebraniu przyjeżdża do Japonii, by podjąć naukę w męskim liceum Ōsaka Gakuen i spróbować nakłonić Sano, by wrócił do skoków. Z czasem okaże się, że nie była ona jedynym powodem, dla którego chłopak rzucił sport.

Ashiya (jako chłopak, oczywiście) zostaje przydzielony do drugiego dormitorium, a na dodatek – do pokoju z Sano jako jego współlokator. Ma dzięki temu większą możliwość go poznać i szansę, by wpłynąć jakoś na zmianę jego decyzji odnośnie skoków. Ashiya postanowił, iż nie wróci do Ameryki, póki Sano nie zacznie znów skakać. Najbliższym jego przyjacielem zostaje Shūichi Nakatsu (Toma Ikuta), chłopak dość energiczny, narwany i spontaniczny (większość komicznych scen z filmu to te z jego udziałem). Z czasem trójka ta stanie się sobie całkiem bliska – prawdziwa męska przyjaźń? A może niekoniecznie przyjaźń? Przyznać się przed sobą do uczuć oficjalnie zakazanych, czy zrobić wszystko, by uczucia te zdusić w zarodku? – przed takim dylematem stanie… Kto? – nie zdradzę.

© Hanazakari no kimitachi e (2007/2008); scena z filmu

Zabawne – wręcz rozbrajające! – są rozgrywki między samymi dormitoriami. A takowych w Ōsaka Gakuen jest sztuk trzy, każde specjalizujące się w innej dziedzinie. I tak, pierwsze dormitorium, z prefektem Megumim Tennōjim (Yuma Ishigaki) na czele, szkoli się w karate. Dormitorium trzecie, którego prefektem jest Masao Himejima vel Oscar (Kyō Nobuo), rozmiłowane jest w sztukach teatralnych, a ich znakiem rozpoznawczym są barwne peleryny (jakby żywcem z teatru takarazuka wyjęte). Dormitorium trzecie, do którego należy zarówno Sano, Ashiya, jak i Nakatsu specjalizuje się natomiast w… no właśnie, w czym? Zdaje się, że w sporcie ogólnie. Jak sami w którymś odcinku zauważyli, mogą w mig stać się drużyną dyscypliny dowolnej. Ich prefektem jest kobieciarz i niepoprawny podrywacz Minami Nanba (Hiro Mizushima). O co właściwie toczą się rozgrywki w dormitoriach? O wszystko możliwe, zasadniczo jednak sprowadzając swoiste wyzwania do jednego mianownika – która drużyna zdobędzie tytuł „przystojniaków” plus nagrodę fundowaną przez dyrektorkę szkoły. A jest o co walczyć – telewizor plazmowy, wycieczka na Hawaje (albo chociaż do gorących źródeł), bon na roczne darmowe okonomiyaki, zwolnienie ze sprzątania…

Nad tym, by przystojniakom w szkole żyło się miło i przyjemnie, czuwają uczennice z sąsiedniej – dla odmiany, żeńskiej – szkoły St. Blossom, z irytującą i działającą (mi) na nerwy Hibari Hanayashiki (Mayuko Iwasa) na czele i czwórką jej wiernej obstawy w tle.

Wspominałam już o niebanalnym szkolnym lekarzu Hokuta Umeda (Takaya Kamikawa), mającym alergię na kobiety? A o zbzikowanej fotografce, której ta alergia dotyczy w szczególności, Akiha Hara (Mahiru Konno)? Nie? To wspominam teraz, tworzą wyborny duet. Śmiech w głos gwarantowany, nie mniejszy niż przy scenach z Nakatsu i Ashiyą.

I jeszcze…

O czym dodatkowo warto wspomnieć, to muzyka, a w szczególności opening „Ikenai Taiyō” okinawskiej grupy Orange Range. U mnie od kilku dni w systemie repeat z głośników rozbrzmiewa. Na zmianę z endingiem „Peach” Ai Otsuka. W ogóle to chciałabym dostać gdzieś soundtrack z tej dramy.

Czy warto poświęcić tych kilka godzin na Hanazakari no kimitachi e? Zależy, co kto lubi, jakim poczuciem humoru dysponuje i w jakim się lubuje. Ja nie żałuję. Oglądałam – jak to u mnie bywa, gdy coś mi do gustu przypadnie – hurtem, po 4-6 odcinków dziennie, choć słowo ‚dziennie’ niekoniecznie tu pasuje, bowiem i o późne godziny nocne zahaczyłam, powtarzając sobie, że jeszcze tylko jeden…

Drama powstała na podstawie mangi „Hanazakari no kimitachi e” Nakajō Hisayi (23 tomy). Ale o tym to (może) innym razem.

______

„Hanazakari no kimitachi e ~ Ikemen Paradise ~”
oryg. 花ざかりの君たちへ ~イケメン♂パラダイス~
liczba odcinków: 12 + SP
rok produkcji: 2007 (seria), 2008 (SP)
nadawca: Fuji TV
reż.: Matsuda Hidemoto, Tsuzuki Junichi, Sato Genta

11 thoughts on “Hanazakari no kimitachi e ~ Ikemen Paradise ~ (2007)

  1. Dramy nie oglądałam (żadnej nie oglądałam), ale kilka lat temu zaczytywałam się mangą. Do pewnego momentu była naprawdę świeża, romantyczna i zabawna, potem się to rozlazło, bo ileż można wykorzystywać wciąż ten sam potencjał? Ale wspominam ją ciepło i z sentymentem, fajna historia i bohaterowie sympatyczni (i do połowy rysunki śliczne, potem pewnie z braku czasu poziom bardzo się obniżył).

    Lubię

  2. @Mandżuria: A może masz ochotę obejrzeć?;) W każdej chwili mogę ci podać link do wersji online.

    Z długimi historiami tak jest, mają potencjał, ale ilość tomików i przedłużanie scen w nieskończoność rozmydlają całość. Nie znam mangi, nie wiem, czy po nią sięgnę, ale – odnosząc się do twoich słów – w dramie romantyczność została okrojona na rzecz humoru i myślę, iż był to dobry zabieg. Poza tym, 23 tomiki mangi vs. 12 odcinków dramy – wygląda na to, że historię nieco skondensowano, czytałam też gdzieś, że drama nie jest wierną kopią mangi, jest więc możliwość, iż wyszła lepsza niż oryginał, na bazie którego powstała.

    Lubię

  3. @Nathalienn: Ja, dla odmiany, musiałam się powstrzymywać, spisując wrażenia, bo inaczej notka byłaby kilka razy dłuższa;)

    Tak, tytuły pisałaś, a ja je sobie zanotowałam. Jak widzisz, trafiłaś w mój gust bezbłędnie, nyo, przynajmniej tym razem, jak będzie dalej, się zobaczy;)

    Lubię

  4. W mandze, przynajmniej w pierwszych tomach, też humor dominował nad romantyzmem. Ja to czytałam mając jakieś 17 lat, nie wiem, jak odebrałabym ją teraz. Tak do 15 tomu było naprawdę świetnie, ale potem autorce wyczerpały się chyba pomysły i przedłużała historię na siłę (plusem było rozwinięcie wątków bohaterów pobocznych, choć też nie we wszystkich wypadkach). Chyba taka skondensowana wersja historii rzeczywiście ma potencjał, żeby być czymś lepszym, choć podejrzewam, że ciężko może być z porównaniem, bo to pewnie jednak trochę inne historie. Póki co za oglądanie się nie wezmę, ale kiedy wreszcie przyjdzie ten moment, że się przełamię w kwestii dram (nie mam żadnych uprzedzeń czy obiekcji, ale jakoś nigdy nie udaje mi się ich obejrzeć mimo wielu polecanek), to może się po link zgłoszę:)

    Lubię

  5. Jeśli chodzi o dramy (czy japońskie, czy koreańskie), to zawsze brak mi motywacji, która wiąże się z czasem – jakbym zaczęła oglądać, to już do końca, wszystkie odcinki xD

    Japońskie poczucie humoru jest rozbrajające xDDD””

    Pozdrawiam serdecznie!^^

    Lubię

  6. @Luiza: Oj, zrozumiałabym, gdyby chodziło o seriale amerykańskie, których sezony mają po kilkadziesiąt odcinków, a sezonów w obrębie serii może być kilka; zrozumiałabym, gdyby chodziło o anime, gdzie taka Sailormoon miała odcinków 200 (wybacz, stary przykład, ale jedyny, w którym ilości jestem pewna o dowolnej porze dnia o nocy ^^’), ale dramy? Wszak dramy mają po 8-12 odcinków, rzadko więcej, myślę więc, że obejrzenie odcinka czy dwóch w tygodniu nie zabierze aż tak wiele czasu. Zachęcam;)

    Tak, rozbrajające w rzeczy samej:D

    Lubię

  7. Dla mnie oglądanie raz w tyg. albo dwa razy jest niewskazane – po prostu szybko mnie dekoncentruje i później nie przynosi takiej radości, jak powinno ; )
    Ale wakacje się zbliżają, więc kto wie xD”

    Pozdrawiam!^^

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s