„Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii” – Rafał Tomański

Zacznijmy od tego, że nigdy nie lubiłam Alfa* (a przynajmniej nie pamiętam, abym go lubiła), zawsze byłam kociarą, więc rudy futrzak z planety Melmac, który usilnie chciał kota upolować i zjeść, wydawał mi się wyjątkowo irytujący. Ale lubiłam żabki. Od dziecka wprawdzie powtarzano mi, że Aga to największa ropucha, mimo to, żabki były okay. Cieszy mnie zatem bardzo, że znajomość z panem Tomańskim zaczęłam nie od Alfa, ale właśnie od żabek i programu Dzień Dobry! TVN („Tsunami w Japonii”, emisja z dn. 12 marca 2011). W innym wypadku, na przyjemność lektury „Tatami kontra krzesła” kładłby się cień denerwującego kosmity.

Przyznam szczerze, iż nie wiem, jak ugryźć ten temat, jak opisać swoje wrażenia odnośnie książki Rafała Tomańskiego. Nie jest to książka zła, ale do dobrej, niestety, trochę jej brakuje. Siedząc w łódzkiej Palmiarni, rozmawiałam ze znajomym. Zwrócił mi uwagę, że nie wszystkie książki muszą być pisane dla czytelnika zaawansowanego w temacie. Nie muszą wyczerpywać wiedzy, nie muszą zgłębiać danych zagadnień, a to wszystko z tej prostej przyczyny, że książki powinny być pisane dla różnych czytelników – jedne dla tych, którzy wiedzę mają ogromną, ale jeszcze chcieliby się czegoś dowiedzieć, inne dla osób, które coś już wiedzą, ale wiedza ta jest niewielka, a jeszcze inne dla tych, którzy w temacie są zupełnie początkujący. I zgadzam się z tym, ale…  No właśnie, w przypadku „Tatami kontra krzesła” pojawia się owo ale. Jestem bowiem zdania, że nawet dla całkowitych laików pisać można (a nawet trzeba) rzetelnie, wnikliwie, omawiając zagadnienie możliwie najprościej i dodając (koniecznie!) przypisy, by dociekliwi mogli temat zgłębić samodzielnie. Podczas lektury miałam niejednokrotnie wrażenie, że autor dryfuje po powierzchni, zaczepiając o temat, ale nie zawsze go rozwijając, często wręcz urywając w momencie, w którym aż się prosi o dwa, trzy choćby zdania uzupełnienia. Jak w przypadku podrozdziału „Cosplay”, w którym pan Tomański, omawiając wartość iki tylko i wyłącznie na przykładzie ubioru, zakończył swe wywody zdaniem, iż „najbardziej znanym przedstawicielem tego stylu jest obecnie pisarz Haruki Murakami” (str. 43). Iki przejawia się w jego ubiorze? – z pewnością nie o to autorowi chodziło. Albo kwestia karōshi – temat niby szeroko rozwinięty i opracowany, ale zabrakło mi jednej, drobnej niby informacji, która jednak rzuciłaby inne światło na dyskusję. Otóż, statystyki odnośnie śmierci z przepracowania, jakie są, widać – Japonia przoduje. Wystarczy jednak wtrącić, że może jest tak z tego powodu, iż u nas w akt zgonu nie wpisuje się, że ktoś zmarł w wyniku przepracowania, i już statystyki przestają być tak przekonujące. U nas umiera się na zawał serca, a że osobnik ów pracował był dnie i noce całe, że życie pracy poświęcił, zapominając o świecie – tego się w rubryczkę nie wpisuje, nie podaje, o tym się nie mówi. Miał chore serce, miał nadciśnienie, miał mnóstwo innych objawów, dolegliwości, na podstawie których można jego śmierć wyjaśnić. Ale nie wpiszemy, że zwyczajnie był pracoholikiem. Tego typu niedomówienia pojawiają się, niestety, często, a przecież czytelnik nie potrafi czytać w myślach, szczególnie, gdy temat jest mu obcy kompletnie.

Już przy pisaniu pracy licencjackiej wpojono mi, że jakikolwiek utwór (nie wspominając o cytatach z niego) przytoczę w tekście, ma on się pojawić nie tylko w przypisach, ale i w końcowej bibliografii. Tutaj w oczy rzuciła mi się niekonsekwencja – jedne utwory doczekały się przypisu lub umiejscowienia w bibliografii, inne już nie. Z czego to wynika? Dlaczego Ruth Benedict warta jest odnośnika, a już (cytowana, jak najbardziej) Joy Hendry – niekoniecznie? Albo rzecz jeszcze bardziej niezrozumiała, dlaczego autor, przytaczając książki japońskie, często nie podaje ich oryginalnego tytułu, ale swoje tłumaczenie? A gdybym była zainteresowana książką Masanoriego Moritaniego (str. 162), jak miałabym ją znaleźć? Nie ma jej ani w przypisach, ani w bibliografii, ani nie podano jej tytułu oryginalnego, a polski, podany przez pana Tomańskiego, nie istnieje, gdyż nie wydano tej pozycji na naszym rynku. Kilka jest takich wpadek. Są to jednak, moim zdaniem, potknięcia czysto techniczne, nic nie stoi na przeszkodzie (a nawet byłoby to wskazane), by poprawić je w razie wydania drugiego – warto byłoby wtedy poprawić również pewną paskudną literówkę, która z prof. Melanowicza zrobiła pana Ulelanowicza.

Nie wątpię, Rafał Tomański jest całkiem dobrym gawędziarzem. Tak, z takim człowiekiem z przyjemnością spędzałoby się godziny przy ognisku, przy piwie czy czymkolwiek tam jeszcze, i słuchało. Mógłby mówić o czymkolwiek. Ale publikacja to nie spotkanie towarzyskie, tu wszelkie przemilczenia, urywanie wątku czy zmiana tematu strasznie drażnią. Żeby było jasnym, nie wątpię w wiedzę autora, krytyce poddaję głównie jego umiejętności przekazania owej wiedzy. Bo pisząc: „Podobno najprostsza droga do serca człowieka prowadzi przez jego żołądek. W Japonii to przysłowie brzmi: Hana yori dango” (str. 227), daje jasno do zrozumienia, że jedno jest odpowiednikiem drugiego, a w tym akurat przypadku to guzik prawda. A przypadek to nieodosobniony.

Czytając wcześniej artykuły Rafała Tomańskiego w „Pulsie Biznesu”, słuchając jego licznych wystąpień po katastrofie w Japonii z dnia 11 marca, wyrobiłam sobie o nim (i jego stylu) pewne zdanie. Zabierając się w końcu za „Tatami kontra krzesła”, miałam jakieś już oczekiwania, wyobrażenia i niestety, lekko się zawiodłam. Niemniej jest to japonista, po którego kolejne publikacje (oby się takie ukazały) z chęcią sięgnę. Ot, choćby po to, by się przekonać, czy coś się w jego sposobie przekazywania wiedzy zmieniło.

A już tak całkiem na marginesie, nie rozumiem, dlaczego tyle osób narzeka na okładkę. Moim zdaniem, pasuje do treści książki idealnie. I papier – jak ja uwielbiam papier ekologiczny!

* nawiązanie do wstępu („Alf w Japonii”, str. 7-16)

______

„Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii”
autor: Rafał Tomański
wyd.: Muza, Warszawa 2011

13 thoughts on “„Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii” – Rafał Tomański

  1. Ależ, ależ, moja droga, Litero xD „Tatami…” jest – jak i to zaznaczasz – dla wielu czytelników, nie dla elitarnego grona fascynatów, ba! bardziej dla tych, którzy zachwycają się Murakamim i… tyle. Ci, którzy fascynują się Japonią nie od wczoraj czy dziś, sięgają przecież po inne książki – np. Melanowicza (^_-)
    Zbyt naukowa książka odrzuciłaby większość czytelników (wiesz przecież, że to prawda, a dla paru osób wydawanie książki finansowo się nie opłaca). Grupa docelowa jest najważniejsza – tak samo w Japonii – a grupa docelowa to zawsze pewna średnia. Tu grupą docelową są osoby, dla których Japonia jest egzotycznym krajem, do którego pochodzą z wahaniem, ociąganiem, częściowo z małą sympatią, ale w dużej mierze z jakimiś uprzedzeniami, mitami, krzywdzącymi stereotypami itd.
    Właśnie w ten sposób pochodziłam do publikacji „Tatami…” – nie czarujmy się, jak zobaczyłam ilość stron i serię Spectrum (zwykle książki tej serii liczą niewiele stron), to nie łudziłam się, że będzie to publikacja na miarę przynajmniej jednego z tomów „Literatury japońskiej” Melanowicza, ba! wiedziałam, że będzie dużo skrótów (myślowych) i pewnego pływania po powierzchni (^_-) Chociaż nie przeczę, że po cichu liczę, iż autor „Tatami…” kiedyś pokusi się o napisanie tak obszernej i rzetelnej książki.
    Każde ze zjawisk, o których pisze Tomański, można by umieścić w odrębnej książce – tylko ile osób by to przeczytało? xD” Poza tym nie każdego interesują aż tak dogłębnie poszczególne zjawiska. Np. ja bym chętnie poczytała powiedzmy o visual kei, ale ile osób by to zniosło? czy w pewnym momencie by nie przeskoczyli do kolejnego rozdziału albo nie utknęliby w połowie, bo byłoby to dla nich zbyt wiele za jednym razem?
    Zauważ, że większość blogerów była zaskoczona wieloma zjawiskami, o których pisze Tomański. I tacy „niezaawansowani” w temacie czytelnicy sięgają po tego typu publikacje.
    Na marginesie – rozmawiając z moimi rówieśnikami o literaturze czy o kulturach innych krajów, dostrzegam, że niewielu laików jest dociekliwych, ba! niewielu laików zadaje sobie trud przyjrzenia się przypisom w książkach traktujących o danym narodzie czy kulturze (dla większości przypisy są zbędnym dodatkiem do tekstu, rozbijającym idealną strukturę, utrudniającym odbiór itd.).

    Odnośnie bibliografii i przypisów – redaktor się nie popisał (autorzy często pomijają przypisy bibliograficzne oraz/lub tworzą niekompletne bibliografie – zresztą co ja mówię, studenci nagminnie tak czynią – też na pewno o tym wiesz xD’). Z drugiej jednak strony w publikacjach popularnonaukowych nie podaje się pełnej bibliografii (zazwyczaj stosuje się sformułowanie „wybrana bibliografia”).
    Jakoś w książkach z Muzy (i nie tylko tak jest w przypadku tego wydawnictwa) poświęconych Japonii – czy to literaturze, czy kulturze (itd.) – sporo literówek w porównaniu do wydawanych w Muzie innych książek, np. hiszpańskich. Nie wiem, z czego się to bierze (korektor czyta aż tak nieuważnie książki „japońskie”?).
    Poza tym wydaje mi się, że Tomański podał przykłady z literatury (z kinematografii też) raczej przekonany o tym, że większość (bym nawet powiedziała 90%?) czytelników jego książki nie sięgnie po wspomniane przez niego dzieła, a jeśli nawet, to znajdzie je samodzielnie (nie poprzez jego książkę). To taka moja hipoteza (^_-)

    Ad. karōshi – hm, w Japonii zjawisko przepracowywania się jest jednak inne niż np. w Polsce. U nas, owszem, sporo ludzi się przepracowuje, ale wynika to z innych przyczyn (bieda, konieczność, zmuszanie przez szefa, presja itd.) niż w Japonii (z racji moich popkulturowych fascynacji sprzed kilku lat mogę stwierdzić, że w Japonii jest chyba największy odsetek młodych artystów umierających nagłą śmiercią – niekoniecznie mówię o samobójstwach, bo i one się zdarzają nadzwyczaj często, ale o nagłych pogorszeniach stanu zdrowia i nagłych zgonach). Nie wiem, czy czytałaś tytułowe opowiadanie z antologii „Tydzień świętego mozołu” – warto w tym kontekście spojrzeć na karōshi.

    Hm, dla mnie „Tatami…” to dobry znak na przyszłość. Wolę, jak już mówiłam niejednokrotnie, takie (niedoskonałe xD””) publikacje, niż bardzo tendencyjny „Japoński wachlarz” (^_-)

    Tak, zbyt wiele oczekiwałaś od tej publikacji – i pewnie to też wina mojej opinii, którą pisałam w oparciu o czytelnika „niezaawansowanego”, o tej książce – gomen ne^^’

    Za dużo zaimków używam – wybacz niezgrabność stylu^^”

    Rodzinnych Świąt Wielkanocnych! xDD

    Lubię

  2. @Bsmietanka: Lekkie i poręczne, można je zginać, skręcać (sprawdziłam na pewnym rocznym brzdącu!^^), a i tak się trzymają;)

    Wesołych i Tobie!:)

    @Luiza: Chyba nie bardzo się zrozumiałyśmy;) Owszem, „Tatami…” jest dla wielu czytelników, nie dla grona fascynatów. Ale jasno zaznaczyłam, że nawet dla zupełnych laików należy pisać rzetelnie. Nie można zakładać, że czytelnik, do którego książkę kieruję, nie zna się na temacie i z tego względu mogę sobie darować ciut wnikliwsze spojrzenie na dane zjawisko. Tomański stosuje ogromne niekiedy skróty myślowe i tylko dlatego w niektórych fragmentach mogłam za jego tokiem myślenia podążać, że – znając zagadnienie – przypuszczałam, co może chcieć powiedzieć. A nie tak powinno być.

    Odnośnie przypisów, to, że większość nie zwróci na nie uwagi, nie znaczy, że można sobie je odpuścić. Skoro autor pisze dla wielu czytelników, to nawet jeśli zaledwie garstka miałaby z przypisów skorzystać, warto się dla nich postarać.

    Temat karōshi. Wiem, że zjawisko to jest inne w Polsce, inne w Japonii, a jeszcze inne w pozostałych zakątkach świata. Ale drażnią mnie statystyki, które – mam wrażenie – tworzone są raczej w celu pokazania, jak to w Japonii umiera się z przepracowania (cóż za przedziwny naród!), a nas (nie-Japończyków) na szczęście to nie dotyka.

    Nie przepraszaj;) Od publikacji oczekiwałam więcej, fakt, ale to raczej, jak już pisałam, nie ze względu na recenzje, ale całkiem dobre teksty Tomańskiego w prasie, wnikanie w szczegóły w króciutkich wpisach fejsbukowych, jego wystąpienia w TV…

    Odpoczynku, Luizo! I dużo, dużo radości:)

    Lubię

  3. Jak wiesz i ja jestem zawiedziona książką Tomańskiego i w swojej recenzji zwróciłam uwagę na podobne kwestie, które mnie drażniły podczas lektury. I po niej – właśnie np. gdy zajrzałam do bibliografii (choć tu nie zwróciłam uwagi na wybiórczość podawanych źródeł, a na chaos i brak porządku w przypisaniu konkretnych źródeł do rozdziału).
    Zgadzam się z Tobą, że nawet dla laików należy pisać rzetelnie i SZCZEGÓLNIE dla nich nie stosować takich karygodnych czasem skrótów myślowych. Można sobie fałszywe wnioski wyciągnąć.
    To, co Luiza napisała o powodach przepracowywania się w Polsce, można śmiało podciągnąć pod Japonię. I tam panuje bieda w wielu rejonach, i tam pracownicy przymuszani są (na szczęście zdecydowanie już rzadziej) przez szefa do pracy, i tam panuje presja społeczna, by pracować więcej niż ustawowy limit. Szczególnie w bankowości inwestycyjnej i konsultingu, to zresztą fenomeny ogólnoświatowe. Zwłaszcza o biedzie wiele osób nie myśli w kontekście Japonii, a statystyki, tak lubiane przez Tomańskiego na przykład podają, że przeważająca większość osób popełniających samobójstwo decyduje się na ten krok właśnie z biedy… W niektórych rejonach czy kręgach społecznych, gdy traci się pracę, którą wykonywało się latami, ma się rodzinę na utrzymaniu i małe są perspektywy na znalezienie innej pracy, człowiek wpada w desperację, szczególnie spętany japońskim kodem zachowania. W dramatyczny sposób pokazuje to np. film „Tokyo Sonata”. Ale także młodzi ludzie popełniają samobójstwa z biedy.
    W ogóle kwestia samobójstw jest ciekawa w odniesieniu do Japonii. Mój ukochany, który studiował w Oksfordzie, opowiadał o specjalnych spotkaniach z psychologami, którzy rozmawiali wyłącznie z japońskimi studentami po tym, jak po egzaminach na koniec pierwszego roku trzech Japończyków popełniło samobójstwa z powodu zbyt niskich ocen. Coś w tym jest, że Japończycy tak chętnie uciekają się do rozwiązania ostatecznego (choć jeśli są buddystami, to wierzą, że ostateczne to ono nie jest…), chętnie bym o tym poczytała więcej.

    Lubię

  4. @Chihiro: Co mi spontanicznie do głowy przychodzi w kwestii samobójstw, to „Wyrok śmierci na życzenie” Masahiko Shimady. Znasz może? Sama jeszcze nie czytałam, więc szerzej wypowiedzieć się o książce nie mogę, ale przyznam, że intryguje.

    Lubię

  5. Nie czytałam, a jak na złość, na angielskim Amazonie nie ma zupełnie nic jego :( A spontanicznie napiszę, że autor jest bardzo przystojny :) Zapisałam sobie nazwisko i tytuł, poszukam książki.
    I pochwalę się, że właśnie przyszły kupione dwie książki: „Japanese culture” Paula Varley’a i „Understanding Japanese Society” Joy Hendry – mam nadzieję, że wypełnią lukę po Tomańskim. A w bibliotece już czeka Alexa Kerra „Dogs and Demons”. Japonistką się nie stanę, ale warto wiedzieć jak najwięcej o kulturze, w której spędzi się być może kilka lat. Zwłaszcza, że mnie interesuje.

    Lubię

  6. Muszę to napisać :) W mojej pierwszej wersji Tatami było ponad 200 przypisów :))) Wydawca poprosił o usunięcie wszystkiego, zostawił potem tych kilka na całą książkę i z reszty powstała ogólna bibliografia. To nie była moja decyzja ;)

    @litera: Dzięki za recenzję! Po napisaniu Tatami miałem ochotę dopisywać jeszcze niektóre tematy na bieżąco, a po 3/11 to już w ogóle historie z Japonii piszą się praktycznie same. Jasne, że wiele tematów aż się prosi o opisanie jeszcze bardziej dokładne, ale to tak, jak pisze Luiza, każdy z nich można by rozbudować w osobną książkę. Na pewno byłoby warto, ale z zainteresowaniem większej grupy osób byłoby już trudniej. Cieszę się, że mogę pisać na bieżąco w prasie (nowe teksty już w drodze w jeszcze innych gazetach niż do tej pory) i że mogę opowiadać o Japonii na FB.

    Jeżeli chodzi o podobieństwa między zjawiskami i narodami – generalnie to można by napisać historię ludzkości w kilku słowach, że ludzie są podobni i że kierują się w gruncie rzeczy takimi samymi motywami do działania :) Ale poznawczo do niczego by to nie doprowadziło ;) Można dywagować nad konkretnymi szczegółami, bardzo ważnymi i podstawowymi do zrozumienia innej mentalności, ale taki bardzo pogłębiony wywód może się stać dialogiem jak między Dalajlamą a Ekmanem. Zbyt hermetycznym dla przeciętnego czytelnika. Stąd i moje wypośrodkowanie, czasami skróty myślowe – wszystko po to, żeby przekazać jak najwięcej i przy okazji nie zanudzić. Nad warsztatem pracuję cały czas :)

    @Chihiro: dzięki za spontaniczną uwagę ;)))

    Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie śmiało na Tatami (https://www.facebook.com/tatami.kontra).

    Lubię

  7. @Chihiro: Varley i Kerr doczekali się tłumaczenia polskiego (za tym drugim to sama się nawet rozglądam, ale w bibliotece miejskiej u mnie nie ma, więc pewnie przyjdzie mi po księgarniach poszperać), natomiast Hendry tak delikatnie zazdroszczę;) i pewnie, znając siebie, prędzej czy później zaopatrzę się w wersję angielską. Cieszę się, że lektury masz już w zasięgu ręki i czekam na wrażenia:) A że warto wiedzieć jak najwięcej o kraju, w którym się zamieszka? – moje zdanie zapewne znasz;)

    @Rafał T.: Innymi słowy, decyzją wydawcy książka (na swój sposób) ucierpiała. Szkoda. Dla porównania mam pod ręką „Historię Japonii” Kennetha Henshalla, gdzie na przypisy i bibliografię poświęcono łącznie 56 stron – a jest to książka dla laików właśnie, nie dla znawców Japonii. Jak widać, można.

    Nie chodzi mi o szerokie rozbudowanie każdego z tematów, wiem, iż o każdym z nich można by napisać osobną książkę. Myślę jednak, że czasem te dwa zdania dodatkowe wiele by wyjaśniły – warto byłoby nad tym pomyśleć w razie wydania drugiego, bo „Tatami…” by na tym zyskało, a grono odbiorców tylko by się zwiększyło;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Lubię

  8. Ciekawy post, pozwolił mi spojrzeć szerzej na tę książkę. Dla mnie laika, była przyjemną pogawędką, momentami przegadaną, momentami bardzo zabawną, a po takiej skromnej objętości nie spodziewałam się czegoś innego.
    Mała uwaga odnoście uwagi Luizy. To nie jest seria Spectrum, tylko Spectrum poleca. A samo Spectrum zazwyczaj wydaje książki średnio grube lub bardzo grube, więc na pewno nie są powierzchowne, i sporo z nich jest na wysokim poziomie, będę ich bronić. Dla przykładu podam Landesa czy Barbera. Najwidoczniej pomysł na serię Spectrum poleca jest inny, stąd inne podejście do przypisów (też mi się to nie podoba).

    Lubię

  9. Zaczęłam czytać książkę i robi się denerwująco. Nie spodziewałam się, że będę czytać o pomiarach japońskich brzuchów. Mam nadzieję, że dalej będzie lepiej, bo jeśli o Japonię idzie to jestem zupełnym laikiem. Recenzji Twojej nie doczytałam, by się nie zniechęcić do książki. Wrócę tu po lekturze. Pozdrawiam :-))

    Lubię

  10. @Kornwalia: Dziękuję:) Ależ ja się z tym zgadzam, „Tatami…” jak najbardziej jest przyjemną pogawędką, tym przyjemniejszą, im mniejszą wiedzą dysponuje czytelnik (bo wtedy ów czytelnik nie czepia się nieścisłości). Do książki fragmentami wrócę, bo kilka fragmentów naprawdę było dobrych, jednak do najlepszych lektur na temat Japonii książki tej nie zaliczę.

    @Monotema: Rozumiem owo nie-doczytanie i zapraszam ponownie;)

    Lubię

  11. Kupiłam sobie tę książkę, ale jak na chwilę obecną stoi na półce i się kurzy. Kiedy zaczęłam ją czytać, stwierdziłam, że szanowny pan autor niewiele wie na temat prawdziwego życia Japończyków. Przetłumaczyłam kilka fragmentów mojemu Japończykowi i według niego jest to tak zwany: „crap”.
    Choć nie chcę tak do końca obrażać ani autora, ani książki, ponieważ nie doczytałam jej do końca, to przyjdzie mi to z wysiłkiem, a już na pewno wystąpi jako punkt do polemiki w mojej pracy magisterskiej na temat Japończyków. Zbyt wiele rzeczy, o których pisze autor, nie ma odniesienia do rzeczywistości, a raczej są to luźne obserwacje.

    Lubię

  12. @Karolina: Zauważam, że książką Tomańskiego zachwycają się w większości osoby, które o Japonii pojęcie mają niewielkie, osoby z pewną wiedzą natomiast dostrzegają u autora – częstokroć poważne – braki, czy to w wiedzy, czy w sposobie tejże wiedzy przekazywania. W ostatnich dniach zmobilizowałam się, by przeczytać (całościowo, a nie jak do tej pory, na wyrywki) książkę Doroty Hałasy „Życie codzienne w Tokio” (Dialog 2004). Tomik to rozmiarów niewielkich, formą zbliżony do „Tatami…” (czyli króciutkie, hasłowe podrozdziały, język lekki etc.), ale co go od wspomnianego „Tatami…” odróżnia, to fakt, że przekazywana przez Hałasę wiedza jest jak najbardziej oparta na doświadczeniu – autorka 14 lat spędziła wśród Japończyków, mieszkając z nimi, pracując, wychowując wśród nich dziecko (a więc mając kontakt z różnymi grupami i różnymi środowiskami). Jej wiedza to obserwacje od środka jakoby, a nie z punktu widzenia turysty (czego Tomański chciał uniknąć, a wyszło mu zupełnie odwrotnie).

    Ale – do „Tatami…” nie zniechęcam, zdanie trzeba sobie wyrobić samemu;) A można spytać o pełen tytuł pracy magisterskiej? Bo zapowiada się interesująco.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s