JLit Book Group: Ryū Murakami, In the Miso Soup

From the back cover:

It’s just before New Year, and Frank, an overweight American tourist, has hired Kenji to take him on a guided tour of Tokyo’s nightlife. But Frank’s behaviour is so odd that Kenji begins to entertain a horrible suspicion: his client may in fact have murderous desires. Although Kenji is far from innocent himself, he unwillingly descends with Frank into an inferno of devil, from which only his sixteen-year-old girlfriend, Jun, can possibly save him.

Three nights. The story takes place during three nights. And those three nights are enough to turn our perception of what is good and what is bad inside out. It’s enough to shake our confidence what is right and what is wrong. After those three nights 20-year-old Kenji won’t be the same person anymore and his life will break into the life before getting to know Frank and the life after meeting him. So, this is the story in short.

“In the Miso Soup” was not as good novel as “Coin Locker Babies”. There was something wrong with its plot, it has failed a sort of intensity, a probability of appearing of some situations and connection between them. The incident from the second night, though full of a violence and a groundless cruelty, sometimes is described in such a way that we don’t actually know if we should be scared, or we should laugh. The level of cruelty is as high as unbelievable, unreal, and it seems it’s only our imagination, our dream and in a moment we wake up from this nightmare. We are looking for a wizard who’ll tell us: Gotcha! You’ve been fooled! But no wizard shows up.

There are things people in this country do automatically that foreigners can’t understand no matter how hard you try to explain.” (p. 70)

In spite of all the stumbles “In the Miso Soup” is the novel I eventually re-read some day, at least reading only parts of it, and not – otherwise better written – “Coin Locker Babies”. Turning a blind eye to the defects with a plot I’ve focused on other things, on Kenji’s thoughtful and relevant observations about the contemporary Japanese society. Kenji not only gives us a tour of Kabukichō, an entertainment and red-light district, describing widely the sex industry in Japan, but also step by step uncovers a fearful emptiness and loneliness that lies inside of young people and pushes them into seeking oblivion in all kind of pleasures. He exposes the hypocrisy, criticizes the materialism, pays attention to the phenomenon of enjo-kōsai (compensated dating) not just being satisfied with the statement there is something like that, but trying to find the source of it. For the above mentioned reasons, the novel is quite interesting, and reading it wasn’t a waste of time for me.

I’ don’t need to eat the stuff now because now I’m here – right in the middle of it! The soup I ordered in Colorado had all these little slices of vegetables and things, which at the time just looked like kitchen scrapings to me. But now I’m in the miso soup myself, just like those bits of vegetables. I’m floating around in this giant bowl of it, and that’s good enough for me.” (p. 179)

The Japanese Literature Book Group was born out of the wish to read and discuss Japanese literature with others, and by doing so to hopefully gain a deeper understanding of the literature and culture of Japan.

To read the discussion post for this selection click here.
For more information about JLit Book Group, past or upcoming reads click on the button.

______

[PL]

Z okładki:

Jest tuż przed Nowym Rokiem, a Frank, otyły amerykański turysta, zatrudnia Kenjiego, by jako przewodnik pokazał mu nocne życie Tokio. Jednak zachowanie Franka jest tak dziwne, że Kenji zaczyna mieć straszliwe podejrzenia: jego klient może mieć w gruncie rzeczy mordercze instynkty. Chociaż Kenjiemu daleko do naiwności, niechętnie podąża za Frankiem do źródeł zła, skąd prawdopodobnie tylko jego 16-letnia dziewczyna, Jun, jest w stanie go wyciągnąć.„*

Trzy noce. W ciągu trzech nocy rozgrywa się akcja powieści. Tyle też czasu wystarczy, by wywrócić do góry nogami nasze postrzeganie dobra i zła, by zachwiać naszą pewność tego, co jest właściwe, a co nie. Po trzech nocach dwudziestoletni Kenji nie będzie już tym człowiekiem, co wcześniej, a jego świat podzieli się na świat przed Frankiem i świat po spotkaniu z nim. Tak w skrócie przedstawia się historia.

„In the Miso Soup” nie była tak dobrą powieścią, jak „Dzieci ze schowka”, zabrakło czegoś w warstwie fabularnej, pewnego rodzaju głębi, prawdopodobieństwa zaistnienia takich czy innych sytuacji i powiązań między nimi. Zdarzenia z drugiej nocy, choć pełne przemocy i nieuzasadnionego okrucieństwa, chwilami opisane są w taki sposób, że właściwie nie wiemy już, czy powinniśmy się bać, czy może raczej śmiać. Poziom okrucieństwa jest tu tak wysoki, że aż nieprawdopodobny, nierealny, co z kolei wywołuje wrażenie, że to może tylko nasze złudzenie, sen, i że zaraz się z tego koszmaru obudzimy. Szukamy czarodzieja, który nam powie: mam cię, dałeś się nabrać! Czarodziej się jednak nie pojawia.

Istnieją rzeczy, które ludzie w tym kraju robią automatycznie, a których obcokrajowcy nie zrozumieją, bez względu na to, jak usilnie będziesz się starał je wytłumaczyć.” (str. 70)

Mimo jednak tych potknięć, to właśnie „In the Miso Soup” jest powieścią, do której ewentualnie wrócę, choćby fragmentami, nie zaś – skądinąd lepsze warsztatowo – „Dzieci ze schowka”. Przymykając oko na niedociągnięcia fabularne, skupiłam się na czymś innym, na wnikliwych i celnych obserwacjach Kenjiego odnośnie współczesnego japońskiego społeczeństwa. Kenji nie tylko oprowadza nas po Kabukichō, dzielnicy rozrywki i czerwonych latarni, nie tylko szeroko opisuje przemysł seksualny w Japonii, ale i krok po kroku odkrywa przed nami przeraźliwą pustkę i samotność tkwiące w młodych ludziach, które popychają ich do szukania zapomnienia we wszelkiego rodzaju przyjemnościach. Obnaża hipokryzję, krytykuje materialistyczne podejście do życia, zwraca uwagę na zjawisko enjo-kōsai, czyli randek za pieniądze (lub prezenty), nie poprzestając na stwierdzeniu, że coś takiego istnieje, ale próbując znaleźć tego przyczynę. Pod tym względem powieść jest całkiem interesująca i czytanie jej nie było dla mnie stratą czasu.

Nie potrzebuję jeść tego teraz, ponieważ teraz tu jestem – dokładnie w samym środku! Zupa, którą zamówiłem w Kolorado, zawierała wszystkie te malutkie kawałeczki warzyw i rzeczy, które w tamtej chwili wyglądały dla mnie jak kuchenne odpadki. Lecz teraz sam jestem w zupie miso, tak jak te drobinki warzyw. Krążę w gigantycznej misce pełnej tej zupy i to mi wystarczy.” (str. 179)

* [wszystkie cytaty – tłum. własne]

______

„In the Miso Soup”
oryg. In za misosūpu (1997)
autor: Ryū Murakami
przeł. na angielski: Ralph McCarthy
wyd.: Bloomsbury, London 2006

13 thoughts on “JLit Book Group: Ryū Murakami, In the Miso Soup

  1. Zaintrygowała mnie ta książka xDD
    Szkoda, że nie mam jej po polsku. Moja mobilizacja, by czytać po angielsku, upadła na razie, ale kto wie – może dzięki Twojej recenzji skuszę się na japońską literaturę, która na polski nie została przetłumaczona, a jest dostępna w wersji angielskiej.
    „Dzieci…” czekają wciąż na „lepszy czas” u mnie ; )

    Przyjemnego weekendu!^^

    Lubię

  2. @Luiza: U mnie leży mobilizacja do czytania po niemiecku;) Powieść Kazumi Yumoto Haru no orugan (niem. „Tomomis Traum”) czeka na półce od roku z kawałkiem. Nic na siłę, myślę sobie, na wszystko przyjdzie czas.

    Przyjemnego i Tobie!:)

    Lubię

  3. Muszę w końcu przeczytać „Dzieci ze schowka”..
    Mam pytanie kilka postów wcześniej pisałaś o książce „47 Samuraj” , podobała Ci się? Zastanawiam się nad jej kupnem.

    Pozdrawiam :)

    Lubię

  4. @Sara: Wystarczy wczytać się w to, co napisałam pod notką odnośnie „47. samuraja”, przecież wyraźnie napisałam, iż była to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w roku 2010;) Warunek pewien jednak jest – trzeba lubić tego typu historie, historie, w których to miecz jest głównym bohaterem.

    Pozdrawiam również!:)

    Lubię

  5. @Omi: Nie lubisz, bo Ci nie przypadła do gustu tudzież któryś autor Cię zraził, czy też nie lubisz, bo nie znasz? To w sumie istotne. Nie można mówić nie lubię o czymś, czego się nie zna przecież. Więc mnie to ciekawi.

    Chiny, tak, interesują mnie również, aczkolwiek do tej pory mało poświęcałam im tutaj miejsca – trzeba byłoby to nadrobić w końcu;) Literatury z/o Tajlandii jeszcze nie znam.

    Lubię

  6. Chyba ominęłam ten fragment o najlepszej powieści przez zauroczenie zdjęciami.. Przepraszam, na przyszłość wczytam się w całą notką ;)

    Lubię

  7. @Miqaisonfire: Tak myślisz? Hm, mnie bardziej jednak podoba się okładka wydania angielskiego. Chociaż w przypadku „Dzieci ze schowka” bardziej ujęła mnie okładka japońska. Tutaj – nie wiem – zdaje się, że ta postać przypomina mi o Franku, jednym z dwóch bohaterów głównych, a po tym facecie jakiś niesmak po lekturze został. ^^’

    Pozdrawiam również!:)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s