Hello Japan! February mini-challenge: Japanese cooking

This post was written for the Hello Japan! – a monthly mini-challenge focusing on Japanese literature and culture. The task for February was to make something Japanese, according to Japanese cooking.

One question before I cooked anything: What shall I do with a tin of a yude azuki?

I was curious how azuki bean tastes, so when I finally had a tin of a yude azuki (prepared red beans), I just had to use it and try. First, I had to find a proper recipe, as I didn’t know, how I can use this red bean. And believe me or not, the search was not easy. Finally, I found an interesting recipe in a cookbook The Japanese Kitchen by Kimiko Barber and modified it a little bit. I had taken some glutinous rice, the mentioned yude azuki and kurogome (black sesame seeds) and prepared – for the very first time in my life – sekihan. It’s a Japanese traditional dish, served on special occasions. To cut a long story short, you may say, sekihan is for Japanese something like a cake for Westerners – served to celebrate birthday or other important days throughout the year.

One I can say for sure, for now azuki is not one of my favourite ingredients from Japanese cuisine. Sekihan was simply too sweet for me. Though, as my daughter said, it wasn’t so sweet at all. So maybe someday I should give azuki yet another chance? Like it was few years ago with miso or tōfu. I remember the first time I had tried misoshiru (miso soup) – I thought then it did taste horrible. But few weeks later – and I really don’t know why – I gave miso the second chance, this time preparing misoshiru not only with wakame, but also with tōfu. And try to guess? Miso was okay, but now tōfu tasted horrible. But I gave them few next chances and today those two are mine most favourite ingredients. Well, maybe I just have to get accustomed myself to this sweet taste of azuki beans?

______

[PL]

Hello Japan! February mini-challenge: Gotowanie po japońsku

Ten post został napisany w ramach Hello Japan! – comiesięcznego miniwyzwania, skupiającego się na literaturze i kulturze japońskiej. Zadaniem na styczeń było przygotować coś japońskiego, nawiązując do kuchni japońskiej.

Jedno pytanie, zanim cokolwiek ugotowałam: I co ja mam zrobić z puszką yude azuki?

Byłam ciekawa, jak smakuje fasolka azuki, więc gdy już miałam puszkę yude azuki (gotowana czerwona fasolka), po prostu musiałam wykorzystać ją i spróbować. W pierwszej kolejności musiałam znaleźć odpowiedni przepis, jako że nie miałam pojęcia, jak wykorzystać ową czerwoną fasolkę. I wierzcie mi lub nie, ale poszukiwania te nie należały do najłatwiejszych. W końcu znalazłam ciekawy przepis w książce kucharskiej Kimiko Barber „Kuchnia japońska” i lekko go zmodyfikowałam. Wzięłam nieco kleistego ryżu, wspomniane już yude azuki oraz kurogome (czarny sezam) i – po raz pierwszy w swoim życiu – przygotowałam sekihan. Jest to tradycyjna potrawa japońska podawana na specjalne okazje. Mówiąc krótko, można rzec, iż sekihan jest dla Japończyków tym, czym ciasto dla mieszkańców Zachodu – podaje się go, by uczcić urodziny lub z okazji dowolnego innego święta w ciągu całego roku.

Jedno mogę powiedzieć z całą pewnością, na dzień dzisiejszy azuki nie należy do moich ulubionych składników kuchni japońskiej. Sekihan był dla mnie po prostu za słodki. Aczkolwiek moja córka uznała, iż wcale taki słodki nie był. Może powinnam dać azuki jeszcze jedną szansę? Tak, jak było to kilka lat temu w przypadku miso i tōfu. Pamiętam, jak pierwszy raz spróbowałam misoshiru (zupa z miso) – pomyślałam wtedy, że smakuje okropnie. Jednak kilka tygodni później – i naprawdę nie wiem, dlaczego – dałam miso drugą szansę, przygotowując misoshiru tym razem nie tylko z wakame, ale i z tōfu. I wiecie, co? Miso było w porządku, lecz teraz tōfu smakowało okropnie. Dałam im jednak kilka kolejnych szans i teraz oba te składniki są moimi ulubionymi. Cóż, może po prostu muszę się przyzwyczaić do słodkiego smaku fasolki azuki?

9 thoughts on “Hello Japan! February mini-challenge: Japanese cooking

  1. Azuki is definitely an acquired taste (for non-Japanese at least), and it shows up in most traditional Japanese sweets. I think my favourite is dorayaki, which is essentially azuki paste between two small pancakes, but if given the choice I’d still choose chocolate over azuki every time. ;)

    Lubię

  2. Też potrzebowałam trochę czasu z atzuki, teraz całkiem lubię w monaka lubię w bułeczkach Anpan, ale nadal nie przepadam w potrawach obiadowych.

    Jak się udały pączki na parze ( ha, nauczyłam się czegoś :) ?

    Lubię

  3. Zdziwiłaś mnie, że fasolka azuki nie jest „zwykłym” produktem, zdawało mi się, że wszyscy jedzą ją, może nie na co dzień, ale przynajmniej często także w naszym kręgu kulturowym, tak jak wszelkie inne fasolki. Przecież nawet w Polsce można ją kupić w każdym chyba supermarkecie.
    A z kuchni japońskiej z anko (pastą z czerwonej fasoli) bardzo lubię tradycyjne, dość płaskie pączki, które czasem sobie kupuję. Przywodzą miłe wspomnienia z Kioto, gdzie w deszczu jadłam je na ulicy, świeżo przyrządzone…
    Abstrahując od fasolki, zawsze jestem lekko zaskoczona, gdy ktoś mówi, że potrzebował czasu, by przekonać się do tych codziennych potraw czy składników kuchni japońskiej. Pokochałam tofu już wieki temu, mleko sojowe piję od jakichś 15 lat, nawet natto posmakowało mi za pierwszym razem. Czy to ja jestem wyjątkiem?

    Lubię

  4. Dla mnie Chihiro jesteś wyjątkiem :) zwłaszcza że samo natto rozdziela nację Japończyków ostrą linią na pół :) znam sporo tych, którzy nie lubią.

    Uwielbiam kuchnię japońską, moich japońskich znajomych zaskakuję namiętnością do tsukumenono ( a ich zdziwienie mnie zawsze dziwi), ale i dobrze pamiętam moje początkowe z nią zderzenie siedemnaście lat temu, praktycznie wszystko, nawet herbata zielona miały dla mnie posmak ryby i musiało upłynąć trochę czasu,żebym nauczyła się rozrózniać niuaunse. Kiedy ktoś pierwszy raz próbuje ryż sushi, to można mu opowiadać wiele historii o surowej rybie, sam smak ryżu z cukrem i octem jest tak nowym przeżyciem dla kubków smakowych, że prawie zupełnie nie odgrywa roli, czy leży na nim tuńczyk czy ośmiornica :)

    Ale fakt, że im więcej się poznaje, tym bardziej się te wszystkie przeżycia zapomina , a potem -( ja nie, ale znam takich osobiście )-zwiedzając akwaria pokazuje się różne małe krewetki, jeżowce i inne małe zwierzątka i szepce ” oishii ” :)

    Lubię

  5. @Tanabata: I’ve heard of dorayaki and I would like to try them. And you know, if given a choice I would also choose chocolate, at least now;)

    @Pemberley: Póki co, ja należę jeszcze do tych, co zamiast oishii, będąc w akwarium, szepcą kawaii;) Co do owych manju, uparowałam jak pączki, a jakże, ale chyba proporcje w samym cieście tudzież składniki nie takie wzięłam, bo coś mi w manju nie grało… Ale się nie poddaję, nyo, popróbuję, aż wyjdą!;)

    Anpan wyglądają apetycznie, szkoda, że u mnie nie można ich dostać. A przynajmniej ja nie znam miejsca, gdzie można je dostać, o. Pozostaje mi uparcie w kuchni własnej eksperymentować. Jeśli masz jakiś ciekawy przepis, chętnie podpatrzę;)

    @Chihiro: Cóż, w Polsce, owszem, jada się czerwoną fasolkę, nie jest to jednak azuki. Fasolek jest w sumie około 300 odmian, jeśli się nie mylę, różnią się i kształtem, i smakiem, mnie ciekawiła owa azuki. I nie, nie jest dostępna w supermarkecie, ba!, nawet w specjalnych sklepach z żywnością orientalną, gdy tylko pytałam o azuki, patrzono na mnie niepewnie, czy się aby nie pomyliłam, później przypomniano sobie, że tak, mieli tę fasolkę, jakieś trzy lata temu…

    Co do smaków, hm, myślę, że tu nie o wyjątkowość chodzi. Każdy musi się przyzwyczajać do smaku nowych składników. Małym dzieciom wprowadza się do diety po jednym składniku na tydzień, zanim zacznie się je mieszać. Poza tym, im wcześniej się do czegoś przyzwyczaisz, tym łatwiej twoje kubki smakowe przyjmują nowe wariacje znanych lub zbliżonych do znanych już składników. Nie było mi, dla przykładu, trudno polubić wasabi, bo już jako dziecko uwielbiałam nasz polski chrzan, w dużych ilościach, świeżo starty, prosto na kanapkę. Wasabi było dla mnie tym samym chrzanem, cokolwiek lekko mocniejszym. Słony smak wolałam jako dziecko od tego słodkiego, i gdy rówieśnicy zajadali się kromką chleba z masłem i cukrem, ja wolałam z masłem i solą tę kromkę zjeść. Powód, dla którego zupa miso nie zasmakowała mi za pierwszym razem, to prawdopodobnie zestawienie: zupa + słony smak, nigdy tego u mnie w domu rodzinnym nie było. To samo z glonami: śliska faktura + słony smak. Te konkretne zestawienia były dla mnie nowe i to do nich musiałam przywyknąć. Myślę też, że jeśli od dziecka jest się przyzwyczajanym do różnorodności smaków i otwartości na nowe kompozycje, wówczas owo przyzwyczajanie się do nowego w życiu dorosłym trwa krócej lub następuje niemal od razu.

    A te płaskie pączki to pewnie o dorayaki chodzi;)

    Lubię

  6. U nas azuki jest dostępna wszędzie, ale w angielskich sklepach można bez większego problemu dostać produkty większości kuchni świata, stąd pomyślałam, że w polskich także (przynajmniej tę fasolkę). Ale może faktycznie w polskich sklepach fasolka czerwona to nie azuki.

    Hi hi, ja też mówię raczej „kawaii” na zwierzątka, nie jem owoców morza i nigdy się to nie zmieni, względy smakowe i etyczne przeważają :) I nawet tych żyjątek nie rozróżniam.

    Masz rację co do przyzwyczajenia, chociaż w dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem, nie lubiłam żadnych (ŻADNYCH) potraw polskiej kuchni, wszystko mi było zbyt mdłe, zbyt tłuste, zbyt monotonne. Lubiłam słone smaki i gdy pierwszy raz spróbowałam sushi i miso (od tego chyba zaczyna większość), stwierdziłam, że odkryłam mój raj smakowy :) Lubię bardzo glony, lubię różne produkty, które w naszym kręgu kulinarnym środkowoeuropejskim uchodzą za nietypowe. Ale co dziwne, właśnie z domu ich nie znam, moja mama i babcia gotowały fatalnie i nie miały za grosz fantazji w kuchni. I do tej pory moja mama krzywi się na propozycję spróbowania czegoś nowego, trzeba ją długo przekonywać, a ja sięgnę po wszystko, byle wegetariańskie – no i toleruję niektóre ryby albo sos rybny w kuchni japońskiej (kłóci mi się z etyką, ale najczęściej nie wybrzydzam, bo ryby mi w kuchni japońskiej smakują, w innej nie).

    Tak, tak dorayaki! :)

    Lubię

  7. @Chihiro: Mnie ryby w ogóle smakują, a i w polskiej kuchni jest mnóstwo na nie przepisów. Niestety, o przepisach tych zapomniano i większość Polek robi ryby na ten sam, oklepany i mdły, sposób – rybka, niezależnie od gatunku, idzie w panierkę, roztrzepane jajko i na patelnię. I cały jej smak diabli wzięli, heh.

    Poza rybami, z owoców morza lubię krewetki, ale do całej reszty żyjątek podchodzę ostrożnie, może to ta właśnie wspomniana przez ciebie etyka. Wegetarianką niby nie jestem, jednak sama mięso gotuję niezwykle rzadko, może kilka razy w roku i tylko na specjalne zamówienie bliskich – ale nie córki, bo ta mięsa, oprócz ryb, nie lubi i nie jada (czego rodzina moja pojąć nie może i co rusz ją nagabuje na kawałeczek…) I wiesz, niby zjem to mięso, jak wczoraj pierożki gyoza, ale później jakieś takie wyrzuty sumienia się we mnie budzą i stwierdzam, że jednak mięso nie dla mnie jest, nawet w tych pierożkach, nawet w sosie teriyaki duszone czy grillowane. Wcale się nie zdziwię, gdy pewnego roku w ogóle przestanę jeść mięso. I tak, masz rację, ryby w kuchni japońskiej smakują, bardzo:)

    A tej dostępności produktów kuchni świata w angielskich sklepach zwyczajnie zazdroszczę, nyo. Tutaj znalezienie składników kuchni japońskiej to rodzaj sportu, wyzwania wpisanego drobnym druczkiem między wyszperany, pyszny przepis a gotową już potrawę;)

    Lubię

  8. Rozumiem Twoje nastawienie do mięsa. Ja przestałam je jeść bardzo wcześnie w dzieciństwie, dorastając jadłam zaledwie parę razy w roku, by wypadało, byłam w gościach i nie potrafiłam grzecznie odmówić albo bałam się urazić gospodarzy. Ale walczyłam zawsze z odruchem wymiotnym nie tylko po włożeniu kawałka do buzi, ale też na sam zapach czy widok. Zniosę widok martwego zwierzęcia, ale w warunkach, że tak powiem, naturalnych. W sklepie mięsnym byłam dwa razy w życiu, działy mięsne w supermarkecie omijam, choćby wzrokiem. Dopiero gdy miałam kilkanaście lat doszły do tej mojej niechęci względy etyczne i zaczęłam się tym bardziej interesować. Ale i tak – najważniejsze jest po prostu obrzydzenie.

    Ryba to dla mnie też mięso, też zwierzę, które cierpi. Dlatego unikam ryb jak mogę, ale w Japonii dałam się skusić kilka razy na unagi don, w restauracjach japońskich zaś czasem (ale rzadko) jadam łososia w sosie teriyaki. Jednak zawsze wolę dobre ramen, szczególnie najzwyklejsze w świecie kitsune soba. W zeszłym roku otworzyła się cudowna restauracja japońska, tradycyjna udon-iarnia, w której robią sami makaron udon, i choć to w Londynie żadna nowość, to mają przepyszną ramen z miso z orzechami włoskimi. I tradycyjnie też wiele kombinacji (gorący makaron w gorącej zupie, zimny makaron w zimnej zupie itp.). Zawsze są długie kolejki przed knajpką, bo nie biorą tam rezerwacji, a jedzenie jest pyszne.
    Ale restauracji japońskich jest tu baaaardzo dużo, w końcu w Londynie mieszka największa w Europie społeczność japońska. Są knajpki wegańskie japońskie, są też takie, w których do sushi nie podaje się wasabi i sosu sojowego, bo ryż i ryba są tak doskonałej jakości, że nic nie powinno przesłaniać ich smaku.
    Zakupy robię w licznych supermarketach japońskich lub ogólnoazjatyckich, najbardziej jednak lubię Japan Centre. Może mogłabym Ci kupić coś, czego nie możesz znaleźć w Polsce? Tu do dostania jest absolutnie wszystko to, co w Japonii, nie tylko jedzenie (np. przezroczyste parasolki, maseczki na twarz, japońskie kosmetyki czy liczne magazyny można z łatwością kupić). Od samego wyboru alg, soba czy herbat genmaicha (moje ulubione) może się w głowie zakręcić :)

    Lubię

  9. @Chihiro: Widzisz, a u nas jest monopol na sushi-bary, niestety, nie słyszałam, by istniały jakieś udon-ya czy rāmen-ya, a chętnie bym do takowych chodziła. Jeśli są i kogoś tym stwierdzeniem swoim oburzyłam, zwracam honor, i poproszę o wskazanie adresu;)

    Dziękuję za propozycję!:) Bardzo miło z Twojej strony, zapamiętam i z pewnością kiedyś skorzystam, jeśli nie odnośnie kuchni, to może książek;)

    Co do genmaicha – podzielam Twoje zdanie. I nie mogę pojąć, dlaczego niektórzy ludzie uparcie ją słodzą.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s