Murakami i prasa polska

Mam problem z polską prasą. To znaczy, mam problem z postrzeganiem Harukiego Murakamiego przez polską prasę. Z czystej ciekawości efektu – bo już nie dla informacji o pisarzu – czytam artykuły, które pojawiają się ostatnio na łamach rodzimych gazet. A są to artykuły przeróżne, od skrajnie euforycznych po skrajnie krytykujące, od dobrych warsztatowo po złe. Niedawno, w styczniowym numerze „Bluszcza”, przeczytać można było artykuł Patrycji Pustkowiak pt. Zdrowy styl pisania. Jeśli tekst wpadnie mi raz jeszcze w ręce, napiszę o nim więcej tudzież przytoczę kilka z niego zdań, teraz wspomnę tylko, iż odebrałam go raczej negatywnie. Stylistycznie, konstrukcyjnie negatywnie – żeby było jasne. Pisanie na temat autora tekstu, który ma być czymś na kształt notki biograficznej, a kończenie go recenzją najnowszej powieści wydaje mi się z lekka chaotyczne. Nieadekwatny wydaje się być też tytuł, sugerujący pochwałę biegania przy jednoczesnym pisaniu książek, podczas gdy w tekście krytykuje się książkę traktującą o bieganiu. Mniejsza jednak z tym, do tego ewentualnie kiedyś wrócę.

Tym razem uwagę moją zwrócił tekst Cezarego Polaka w piątkowym dodatku do „Dziennika Gazety Prawnej”. Dużo lepszy niż tekst z „Bluszcza”, ale i tak – tym razem merytorycznie – zmuszający mnie do zastanowienia, czy zgodziłabym się ze zdaniem autora.

Konkretniej zaś, czy zgodziłabym się z fragmentem poniżej:

„Surrealistyczna twórczość Murakamiego to rewers jego osobowości, ale związek między tym, co pisze, a tym, jak żyje, jest bardziej złożony. Literatura nie stanowi dla autora »Kroniki ptaka nakręcacza« formy ucieczki od poukładanej z zegarmistrzowską precyzją egzystencji, lecz jest jej konsekwencją. »Wędrówka na dno wyobraźni i powrót do rzeczywistości wymagają tężyzny fizycznej. Dlatego uprawiam jogging, biegam w maratonach. Pisanie powieści to wyczerpujące zajęcie, wymaga siły fizycznej i psychicznej« – powiedział »Dziennikowi«. (…) »W ogóle nie śnię, pisanie zastępuje mi sny« – powiedział Murakami, ucinając pytanie o somnambuliczne inspiracje swoich fabuł.  »Nie ma nowych słów. Nasze zadanie to nadać nowe znaczenie zwykłym słowom« – napisał. Jego pisarstwo jest misterną kreacją. Jak każda wielka literatura, głęboko zakorzenioną w rzeczywistości.”

______

za: Cezary Polak, Stare słowa, nowe znaczenie, w: „k/tv, Kultura i Program TV”, dodatek do „Dziennik Gazeta Prawna” z dn. 4.02.2011, str. 29

30 thoughts on “Murakami i prasa polska

  1. Dlaczego masz problem z postrzeganiem Murakamiego przez polskich dziennikarzy? To dość częsty przypadek, że artykuły są złe i dobre, a sami autorzy tekstów mają różne zdanie na temat obiektu, o którym piszą. Na czym Twój problem polega? Zafrapowałaś mnie, ale tego w swojej notce nie wyjaśniłaś…

    Lubię

  2. Hm, to ja może tak od siebie: polscy krytycy zwykle (co nie znaczy, że wszyscy) nie znają japońskiej literatury (mówię o np.: Kawabacie, Mishimie, Tanizakim itd.), toteż „coś” tam słyszeli odnośnie recepcji Murakamiego w Japonii, a później piszą to, co piszą.
    Murakami nie tworzy wybitnej/wielkiej literatury, bo sam nie ma takich ambicji. Niektórzy dorabiają całą teorię do jego prozy. On tymczasem łączy w swoich utworach to, co go najbardziej interesuje. Jest po prostu zwykłym odbiorcą dzieł literackich: lubi czytać trochę literatury „wysokiej” i trochę popularnej (jeśli mogę tak uprościć w tej chwili).

    Dziękuję za zwrócenie uwagi na te artykuły – nie wiedziałam o ich istnieniu^^”’
    Pozdrawiam!

    Lubię

  3. @Chihiro: Chodzi o to, że już nie bardzo wiem, o co chodzi. Artykuły wydają mi się ostatnio oklepane, fakty i spostrzeżenia powtarzane, a wszystko to jakieś takie płytkie, jakby autorzy artykułów o Murakamim płynęli po powierzchni tematu i jakby ta powierzchnia im odpowiadała, jakby wcale nie byli zainteresowani tym, co głębiej. Dzieje się tak, bo Murakami jest popularny i lubiany i dlatego trzeba o nim pisać, więc się pisze, cokolwiek, byle dużo, czy może faktycznie nie da się nic więcej o pisarzu powiedzieć, o jego twórczości, o okolicznościach powstawania utworów, odniesieniach do wówczas aktualnych prądów literackich czy panującej sytuacji społecznej? Zarówno ci, którzy uważają, że Murakami jest wielki, jak i ci, którzy jego wielkość kwestionują, piszą o nim dokładnie to samo, podają te same fakty. Skąd zatem taka rozbieżność?

    @Luiza: A proszę:) Ja jakoś tak odruchowo zerkam do prasy w poszukiwaniu najdrobniejszych japońskich akcentów. Ot, ciekawość.

    Lubię

  4. Zgadzam się całkowicie. Moim zdaniem tego typu artykuły przywodzą na myśl pytanie: „czy autor przeczytał choć jedną książkę Murakamiego?”.

    Myślę też, że pokutują tu jakieś mega-kalki o Japończykach, np. jak Japończyk to z zegarmistrzowsko poukładaną egzystencją. Wystarczyło przeczytać autobiograficzną książkę o bieganiu, żeby zobaczyć, że Murakami poukładany nie jest.

    Ale być może subtelną różnicę między sprawianiem wrażenia poukładanego a ciągłą walką z opanowaniem wielkiego entuzjazmu do wszystkiego – wyczuwają tylko ludzie ci, co taką walkę prowadzą :)

    Lubię

  5. @Arrec: Tak, dokładnie to pytanie: czy autor przeczytał choć jedną książkę Murakamiego? I jeszcze może: czy autor zna się na literaturze i kulturze japońskiej? Owszem, nie wszystkie artykuły takie są, ale większość, ostatnimi czasy, jak najbardziej.

    Być może tak jest;) Być może ta granica jest dla większości zbyt subtelna.

    Pozdrawiam!

    Lubię

  6. To prawda, co mówi Luiza. Polscy krytycy nie znają literatury japońskiej, ale to jest konsekwencją zarówno wykształcenia – bo na wielu filologiach, niestety, jest ona pomijana, podobnie jak niektóre gatunki literatury światowej (np. fantastyka – nie mówimy o antyutopiach), stąd też brak przygotowania teoretycznego), jak i ogólnego lenistwa i zadufania w sobie. Tralala! Jestem krytykiem, pisuję do popularnego tygodnika tadaaa… Już ja wiem co w trawie piszczy, niejedną się, prawda recenzję napisało. Cholera! Ta o Murakamim jest na wczoraj. Dalejże, co tam piszą w internecie? Ooo… jest tu coś, taaa… przerobimy, przeredagujemy… podjejemy własnym sosem… Jjjeest. Wierszówkę mam w kieszeni.
    I dalej, zgadzam się ze zdaniem Luizy. Wydaje mi się, że Murakami nie jest pisarzem wybitnym. W odróżnieniu jednak od wielu drukowanych w milionach egzemplarzy grafomanów, Murakami jest drukowanym w milionach egzemplarzy przyzwoitym pisarzem, pisarzem popularnym.

    Uosobiście chyba nie jestem przygotowana na jego odbiór. Tj. chyba nie jestem przygotowana właściwie. Moje postrzeganie świata bliższe jest dużo „bliższemu” wschodowi ze względu na doświadczenia życiowe i emocjonalność. U Murakamiego zbyt wiele emocji jest zblokowanych, zastopowanych, głęboko ukrytych, z pozoru niewidocznych. Bohaterowie często sami nie bardzo wiedzą co ze sobą i z nimi zrobić, a jednak są one bardzo silne, co prowadzi do wielu życiowych dramatów. Ja wolę bardziej aktywną szamotaninę z życiem – przynajmniej w literaturze – walkę na a nie pod powierzchnią wody ;) Co nie zmienia faktu, że „podwodne” przeżycia są tak samo głębokie i przez to … opowieści o świecie Murakamiego trafia do wielu ludzi, którym takie charaktery i takie właśnie postrzeganie świata są bardzo bliskie.

    Podstoli niedawno kupił 1Q84 po polsku. I czyta. Mówi, że to jednak sztuka z tą formą. I przemyślawszy sprawę przyznaję mu rację. Murakami pisze tak, jakby malował tuszem, albo jak gdyby w miał w domu koło garncarskie i z glinki w małym przydomowym piecu wypalał czarki do herbaty. Prosta forma… a treść… pozostawia wiele pola do popisu naszym emocjom, naszemu rozumieniu, lub nierozumieniu świata. To dobrze.

    Osobiście wolę raku-chawan wytwarzane w małych miasteczkach, ale Podstoli chyba się do niego przekonał.

    Lubię

  7. @Porządek_alfabetyczny: Całego artykułu przez ciebie wskazanego jeszcze nie czytałam, jakoś nie miałam chwilki, by artykuł wykupić na te trzy godziny i w niego zerknąć. Wystarczyło mi jednak zobaczyć wzmiankę, jakoby czas innego Murakamiego, Ryū, jeszcze nie nadszedł, i jakoś nieśpieszno mi do przeczytania reszty, obawiam się bowiem kolejnego rozczarowania, niestety.

    Wiesz, pierwszy raz spotkałam się ze wzmianką o Murakamim w roku 2006, przy okazji pojawienia się na rynku zbioru „Wszystkie boże dzieci tańczą”, rok później pisano o „Kafce nad morzem”. I uderza mnie, że wtedy, choć przecież nie były to pierwsze jego w Polsce wydane książki, pisano o nim jakoś bardziej rzeczowo – że tak powiem. Nie był to – jak to mówisz – natchniony bełkot, ale konkretne teksty. Szkoda, że to się zmieniło.

    @Tani: Właśnie za takiego pisarza mam Murakamiego, nie wybitnego, ale poczytnego. Przyzwoitego, choć jakoby wciąż przerabiającego ten sam temat w każdej kolejnej powieści. Czy zgodziłabym się z Podstolim i nazwała ów formę sztuką, sama nie wiem, pewnie nie do końca, choć coś w tym rzeczywiście jest. Podobają mi się twoje porównania jego twórczości do rysunku tuszem czy wypalania czarek – muszę to sobie przemyśleć. O!, i to nazywam nowym spojrzeniem:)

    Rozbawiła mnie scenka obrazująca powstawanie artykułów o Murakamim. Smutne jednak jest to, że najprawdopodobniej właśnie tak jest, w czym utwierdzają mnie jeden po drugim artykuły w prasie z ostatnich miesięcy. Czy naprawdę aż tak trudno jest się do czegoś porządnie przyłożyć? Heh.

    Lubię

  8. artykuł możesz sobie darować… pisany metodą przedstawioną przez tani, nic w nim nie ma. Chętnie poczytałabym sobie coś z tych ‚konkretnych tekstów’ o których wspominasz. Może wrzuciłabyś jakiegoś linka?
    Tak sobie myślę o Murakamim i nie zdziwiłabym się, gdyby było mu wszystko jedno czy krytycy piszą konkretnie czy bełkotliwie. Dowiedziałam się (czytając ‚Murakami i muzyka słów’) jak swobodnie podchodzi do przekładów swoich książek, więc dlaczego miałby bardziej interesować się analizami swoich książek… to tak trochę off topic, wiem.

    Lubię

  9. Surfing the waves of the web I am pleasantly stranded in this beautiful blog.

    I write under the pseudonym of Josè Pascal (a descendant of the great Colonel Aureliano Buendía).

    I invite you to visit my italian writing blog http://parolesemplici.wordpress.com/mytinbox/. I define this blog “In parole Semplici” as a “virtuacultural tin” box where they are guarded thoughts, memories, images, sounds, and simple stories. ”

    If you want to participate and to have more informations send me a letter to inparolesempli@gmail.com

    Good life and I hope to soon
    Josè

    Lubię

  10. Przepraszam, że może nie a propos… Z czasem coraz trudniej jest się przykładać… zwłaszcza, kiedy człowiek widzi jak inni się „przykładają”. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale słyszę o tym i o owym, niekoniecznie w kontekscie Murakamiego. Poznałam również paru bufonów i paru wysysaczy z brudnych palców… Zdarzyło się i mnie samej popełnić parę „rozwodnionych tekstów” (nie, nie za pieniądze, na szczęście), co skłoniło mnie ku tej anegdotce. Co ciekawe, wiesz, powiedziano mi i sama czuję, że to prawda… im mniej serca wkładasz w to co piszesz, im bardziej jest to bezosobowe i pod linię… tym (bywa) lepiej się to sprzedaje i przyjmuje czasem… nie tylko na rynku, ale przede wszystkim w korporacyjnych towarzystwach wzajemnych adoracji (a popularne redakcje często tak działają) No… Kiedy zaczynamy to rozumieć, po raz kolejny kończy się dzieciństwo… i czegoś jakby… żal?
    Macham rękawiami… takimi wiesz, z futerkiem w środku, bo zimno.

    Lubię

  11. @Tani: Żal. A może to i rozczarowanie. Że powinno być dokładnie, że głęboko, że przemyślane to czy tamto, zanim gdziekolwiek trafi, na jakikolwiek grunt (ustny, pisany, nie ważne). A jest powierzchownie. I jest akceptowane, to chyba najgorsze.

    Z futerkiem koniecznie, wszak luty pokazał, jakiż to on jest.
    Odmachuję ciepło!

    @Porządek_alfabetyczny: Off-topic to nic złego, byle rozmowa ciekawa, tak sobie myślę. Co do owych artykułów, nie znajduję do nich linków. Mam je w biurku, w teczce jakiejś, w formie wycinków z prasy. Ale zerknę do nich wkrótce, porównam z tym, co w Sieci dostępne. Dawno ich nie czytałam, może więc być i tak, że po prostu wtedy pisano o nim mniej, przez co i teksty wydały się treściwsze. Sprawdzę.

    Lubię

  12. Zagapiłam się i teraz przeczytałam całą dyskusję z zainteresowaniem. Hmm, jestem w miarę świeżo po lekturze „Pociągu Widmo do Gwiazdy Wschodu”, autor, Paul Theroux, spotkał się z Murakamim (nawet byli w tej samej meido cafe, w której ja byłam) i Murakami powiedział mu, że nie podoba mu się, gdy krytycy starają się doszukać głębi w jego książkach, bo on sam uważa, że głębi w nich nie ma. Bardzo mnie to zastanowiło, właśnie w kontekście Waszej rozmowy i Twojego rozczarowania recenzjami w prasie.
    Co ciekawe, wczoraj byłam na spotkaniu z reżyserem „Norwegian Wood” i odtwórczynią głównej roli, i reżyser, Tran Anh Hung powiedział, że odkąd przeczytał powieść w 1994 nie czytał nic innego Murakamiego i w ogóle nie był świadomy, jak znany jest to pisarz i jak kultowa jest to powieść. Nie chciał zatracać świeżości spojrzenia, gdy omawiał z pisarzem adaptację książki (na którą Murakami zgodził się ostatecznie, po wielu perswazjach dopiero cztery lata temu)…

    Lubię

  13. @Chihiro: Nie chodzi mi o doszukiwanie się głębi w powieściach Murakamiego, jeśli sam pisarz twierdzi, że tej głębi nie ma, to okay. Mimo wszystko, artykuły nie muszą być powierzchowne. Można – dla przykładu – zastanowić się, dlaczego akurat ten pisarz, akurat jego twórczość trafia do tak wielu młodych ludzi, dlaczego jest rozchwytywany, co o tym przesądza, z czego się to bierze, kto jest odbiorcą jego historii, czy był on jedynym w swoim pokoleniu pisarzem, który tak pisał, w ten sposób, czy może było ich więcej, skąd takie ich podejście do literatury czy rzeczywistości etc. Zjawisko, z głębią powieści czy bez, jest interesujące, myślę, że można tu coś więcej powiedzieć, a nie w kółko to samo.

    Lubię

  14. Aha, rozumiem. Tu masz absolutną rację, tematów do rozważań jest mnóstwo. U Murakamiego aż się prosi, by zwrócić uwagę na kontekst społeczny i historyczny, szkoda, że o tym się nie pisze (albo pisze rzadko). A może Ty się pokusisz o napisanie interesującego artykułu na jego temat? Przeczytałabym z ogromną przyjemnością, i zapewne nie tylko ja.

    Lubię

  15. @Chihiro: Przyznam, że nie myślałam o tym, by napisać coś samej. Na dzień dzisiejszy chyba nie czuję się dość na siłach, by podjąć się pisania o pisarzu, który jest, jak to się mówi, na topie. Możliwe jednak, że zgłębiając interesujący mnie temat pokolenia introwertyków, spłodzę niechcący i tekst o Murakamim;) Się zobaczy.

    Lubię

  16. Czy tak się to pokolenie fachowo nazywa? Jacy pisarze do niego należą? Czy ma to coś wspólnego z rozwojem fenomenu hikikomori?
    Spójrz na to, kręcę się wokół tej książki i pewnie prędzej czy później kupię ją sobie: http://www.amazon.co.uk/Understanding-Japanese-Society-Institute-Routledge/dp/0415263832/ref=sr_1_2?ie=UTF8&qid=1299164710&sr=8-2 (jak klikniesz na „Click to look inside” ukaże się długa lista innych bardzo ciekawych książek). No i ciekawe są zawsze polecanki na dole „Customers who bought this item also bought…” :)

    Lubię

  17. Jay Rubin, tłumacz Murakamiego: ‚ Nie zapomnę, jak kłóciłem się z Murakamim podczas zajęć na Harvardzie o symboliczną rolę podwodnego wulkanu w jednym z jego opowiadań, albo jak raz na Uniwersytecie Waszyngtońskim powiedział mi: ”Ty nie myśl za dużo”‚ :)

    Lubię

  18. @Chihiro: Na temat pokolenia introwertyków (tak, to nazwa fachowa) zamieściłam obszerny cytat prof. Melanowicza w jednym z wpisów wcześniejszych (-> LINK), więc tam odsyłam, zamiast się powtarzać;) Czy mają oni coś wspólnego ze zjawiskiem hikikomori? Hm, myślę, że nie bezpośrednio, nie w pierwszej linii, ale może jest to jakieś następstwo ich działań, podejścia, sposobu widzenia świata. Określenie naikō no sedai odnosiło się do pisarzy i sposobu, w jaki tworzyli, nie do „zwykłych” ludzi, choć nie znam jeszcze tematu na tyle, by nawiązanie do hikikomori jednoznacznie odrzucić.

    Wskazana przez Ciebie książka rzeczywiście jest interesująca. I wiesz, aż serce mi ściska za każdym razem, gdy widzę, jak ciekawe i różnorodne opracowania naukowe tematów około-japonistycznych wychodzą w języku angielskim… Choćby taki Donald Keene, dlaczego jego książki nie zostały jeszcze przetłumaczone na polski? Dlaczego u nas – w odniesieniu przynajmniej do Japonii – wydaje się głównie beletrystykę, pomijając, niemal całkiem, non-fiction? Heh.

    @Porządek_alfabetyczny: Tak, mnie też zawsze bawi, gdy czytam wypowiedzi pisarzy, iż robią wielkie oczy, słuchając o głębi, jaka w ich książkach rzekomo jest, podczas gdy oni sami pisali dla rozrywki, bez żadnych zapędów bycia wieszczem, moralizatorem, bez chęci obdzierania ludzi i zjawisk z kolorowych piórek, w jakie się przybrali. ^^

    Rzeźnia, powiadasz? Co do rzeźni, to konkretną rzecz już mam dla ciebie;)

    Lubię

  19. Dziękuję za link, przepraszam, przegapiłam ten Twój tekst. Mnie liczba ciekawych książek w jęz. angielskim często przytłacza. Na tematy okołojapońskie istnieje zatrzęsienie pozycji, a od paru lat przynajmniej co miesiąc ukazuje się do tego ciekawa książka o Chinach, a ja je wszystkie chcę przeczytać…
    To, co mi się baaardzo niepodoba jeśli chodzi o rynek wydawniczy w Polsce, jest wydawanie książek skierowanych przede wszystkim do osób, które nie mają o temacie pojęcia, a chciałyby mieć. Jest trochę książek mogących stanowić niezły początek do poznawaniu kultury japońskiej czy indyjskiej, ale wejść głębiej nikomu się nie chce. Nawet gdy Gucio parę lat temu kupował mi „Japoński wachlarz” Bator, sprzedawca ostrzegł go, że to książka nie dla laika, a dla specjalistów. No żesz! Nawet w kwestii książek podróżniczych mam wrażenie większość wydawców porusza się po bezpiecznym terytorium, prezentując książki, które zainteresują czytelników nigdy nie będących w danych miejscach i nie mających zamiaru się wybrać. I broń Boże nie mogą to być książki bogate w detale i informacje, bo przytłoczą nieprzyzwyczajonego do obcych nazw czytelnika. Drażni mnie to, drażni, że jeśli chce się naprawdę zgłębić temat, trzeba szukać wśród książek obcojęzycznych albo wędrować po bibliotekach (bo oczywiście w księgarniach nie sposób dostać książki wydane kilkanaście lat temu).

    Lubię

  20. @Chihiro: Nie jestem pewna, czy książkę Bator zaliczyć można do tych, jak to się był ów księgarz wyraził, dla specjalistów, czy może jednak dla laików właśnie. Wychodzę jednak z założenia, że nie mogę krytykować, póki nie przeczytam sama, więc od opinii szerszej się wstrzymam.

    Rzeczywiście, duża liczba tytułów może przytłaczać, myślę jednak, że lepiej być przytłoczonym na rodzimym rynku, niż nie mieć większego wyboru…

    Lubię

  21. Moim zdaniem Bator jest jak najbardziej dla laików, ale po lekturze ma się już jako taką wiedzę w temacie, więc można ruszyć dalej :) Cieszę się na wydanie drugie, bo wiem, że Bator cieszy się zainteresowaniem i nareszcie wydawca się zorientował, że można na tym jeszcze zarobić.
    Porządku_alfabetyczny, rzecz w tym, że o „Japonii dla opornych” można już poczytać w kilku książkach (podobnie jak, jeszcze raz pokuszę się o wspomnienie, „Indii dla opornych”), ale ci, którzy już podstawy wiedzą, byli w kraju, czasem kilka razy, muszą często czytać lektury opisujące najnowsze zjawiska czy zmiany społeczne raczej po angielsku, bo na polskim rynku mizernie z takimi książkami (bywają, ale najczęściej o zdecydowanie niższym poziomie niż te po angielsku – i może w innych językach, mam okazję wypowiadać się tylko o tych angielskich).

    Lubię

  22. @Porządek_alfabetyczny: Wiem, że na czerwiec planowane jest wznowienie (z uzupełnieniem o kilka nowych tekstów) „Japońskiego wachlarza”, zapisałam sobie to jakiś czas temu w zakładkach, jednakże jakoś bardzo entuzjastycznie do tego nie podchodzę. Prawdopodobnie wpierw zapoznam się z wersją z roku 2004, którąż to dysponuje tutejsza miejska biblioteka. Resztę, myślę sobie, dopowiedziała za mnie Chihiro – nie chodzi o to, że książki o Japonii dla początkujących w temacie są złe, nie, lubię takie i sama też z przyjemnością po nie sięgam. Jednakże nie ukrywam, że brakuje mi na rynku polskim opracowań bardziej wnikliwych, szerszych, tych dla zaawansowanych w temacie, że tak powiem. Widzisz, dla przykładu, uwielbiam historię literatury japońskiej, a na rynku polskim w tym zakresie są tylko książki prof. Melanowicza (no, znajdą się jeszcze ze 2-3 inne książki, ale to już odnośnie twórczości konkretnych pisarzy, nie zaś przekrojowe). Bardzo dobre, zaznaczę, jednakże nadal jest to punkt widzenia i badania jednego tylko człowieka.

    @Chihiro: Co wzbudza mój sceptycyzm wobec książki Joanny Bator, to połączenie haseł badania antropologiczne i feminizm – jakoś w takim zestawieniu trudno o obiektywne analizowanie zjawisk, tak mi się wydaje, zawsze pojawi się ten pryzmat gender, za którym nie przepadam. Niemniej, nie skreślam, póki nie przeczytam sama. Książki, oczywiście, bo kilka artykułów pani Bator już czytałam i mniej więcej znam jej styl.

    Lubię

  23. Ja też feminizmu się u Bator nie dopatrzyłam. Owszem, pisze o kobietach co nieco oraz o teatrze Takarazuka, ale to z feminizmem ma chyba mało wspólnego. Pod badanie antropologiczne też bym jej tekstów nie podciągnęła, choć elementy są.

    Lubię

  24. @Chihiro, Porządek_alfabetyczny: Skoro obie nie wyłapałyście u Bator feminizmu, to może sięgnę nieco szybciej po tę książkę. I sprawdzę, jak sama ją odbiorę;)

    Lubię

  25. Jeśli się mogę wtrącić^^’
    Bator patrzy na Japonię przez gender studies. Praktycznie nic (trudno garść przesądów i stereotypów uznać za wiedzę) nie wie o Japonii, kiedy tam jedzie. Ogląda, dziwi się (stale się dziwi) i pisze z perspektywy studiów nad kulturowo-społeczną tożsamością płci. Jak dla mnie to absolutnie nie do przyjęcia, bo jest tendencyjne (tak, nie należę do zwolenniczek gender studies, a już tym bardziej, gdy aplikuje się gender w tak innych niż nasza kulturach). Bator nie sięga specjalnie do historii, uwarunkowań społecznych, gospodarczych, politycznych, kulturowych (itd.), a wręcz przeciwnie – niemal na każdym kroku dowiadujemy się jacy to ci Japończycy są „dziwni” (no jakżeż ci Japończycy tak długo mogą formułować prośbę, toż to cały elaborat?!). Dzieli świat (zgodnie z gender, jeśli mogę tak uprościć) na świat kobiecy i świat męski (brawo – tak to sobie można podzielić i Polskę, i Chiny, i co tam kto jeszcze chce, ale nic z tego nie wynika, bo trzeba sięgnąć po historię i kulturę danego narodu, aby wyciągać konkretne wnioski…). Na tej podstawie buduje jakiś wizerunek Japonii…
    Rozczarowała mnie ta książka zupełnie.
    Absolutnie nie jest dla „specjalistów”, ba! nawet nie jest dla laików… Ech.

    Lubię

  26. @Luiza: Ależ oczywiście, że możesz się wtrącać, po to są komentarze;)

    No, właśnie tego gender się obawiam. Jednak z racji tego, że nie mówi się o książkach, których się nie czytało (w kontekście szerszej dyskusji), zanim cokolwiek więcej na temat „Japońskiego wachlarza” powiem, wpierw sama się z nim zapoznam, o.

    Choć przyznam, mierzi mnie zawsze, gdy autor ma w swym dorobku kilka książek, a każda – pod względem tematu czy formy – z innej beczki. A zauważyłam, że tak jest w przypadku Bator: tu o Japonii, tam o feminizmie, dorzucimy powieść, żeby różnorodnie było… Nie bardzo mnie coś takiego przekonuje.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s