Tuboliski, murkotki i inne żyjątka [„Nadepnęłam na węża” Hiromi Kawakami]

To nie wróży nic dobrego, nadepnąć na węża. Taki wąż, zawiedziony, iż pozwolił się nadepnąć, może raptem przybrać ludzkie kształty, może ruszyć w kierunku naszego domu i chcieć z nami zamieszkać. Ba!, nie tyle nawet chcieć, co po prostu, bezceremonialnie, wtopić się w naszą codzienność, tak, jakby od dawien dawna tu właśnie było jego miejsce. Może też, choć nie od razu, zaprosić nas do wężowej krainy, kusić, byśmy tam właśnie za nim podążyli, zwinęli się w kłębek i pogrążyli w głębokim, spokojnym śnie. Bywa też, że się komuś wąż za żonę trafi, jest i taka możliwość. Beznadziejna sprawa z tymi wężami.

Hiwako nadeptuje na węża w drodze do sklepu z buddyjskimi różańcami. Tam pracuje. Nadeptuje raz i drugi, bo nie może się powstrzymać. Wąż przybiera postać kobiety, po czym udaje się do jej domu, wcielając od tej pory w rolę matki. Przygotowuje posiłki, popija z Hiwako piwo, prowadzi z nią rozmowy. Gdy jest śpiący, na powrót przeistacza się w węża, wspina po filarze i zastyga pod sufitem. Do tego stopnia jest przekonujący, że Hiwako dzwoni do rodziców, by upewnić się, że nadal żyją, a postać tutaj nie jest jej matką, a wężem, po prostu wężem.

Wąż się zadomowił. Chyba byłam zadowolona z tego, że gdy wracałam wieczorem z pracy, czekała na mnie kolacja. Nigdy nie sprawiało mi przykrości wracanie do pustego mieszkania, ale wystarczy trochę z kimś pomieszkać i już się człowiek przywiązuje.” (str.34)

Inna sprawa, gdy członkowie rodziny nagle zaczynają znikać. Są, zostawiają po sobie brudne pałeczki i miseczkę, odczuwamy ich obecność, to, że nas dotkną, pogłaszczą, pocałują, przygniotą czasem. Ale ich nie widzimy. Nasza świadomość gładko przechodzi nad ich zniknięciem do porządku dziennego, może się kiedyś znów pojawią, może nie. Albo gdy my przybieramy postać murkotka, malutkiego, wąsatego żyjątka częściowo pokrytego sierścią, które zwinnie wtapia się w mury i filary domu. Przybieramy postać takiego murkotka, zwijając się w kłębek, gdy starszy brat – który przecież zniknął – głaszcze nas, a my przy nim ni to zasypiamy, ni to czuwamy. Osobliwym jest też, gdy bratowa zaczyna się kurczyć do wielkości ziarenka maku, a nasze ciało, po zniknięciu kolejnego brata, puchnie i pęcznieje jak balon. Możemy zastanowić się nad tym, czy tuboliski, te obdarzone magiczną mocą lisy, które szamani w dawnych czasach nosili w tubach i które tak ładnie pachną, istnieją naprawdę – wszak wszyscy o nich mówią, ale czy ktoś naprawdę je widział? – możemy też rozwodzić się nad tym, czy rzeczywiście koniecznym i zasadnym jest utrzymywanie liczby członków rodziny w stanie sztuk pięciu, pojawia się jednak pytanie, po co? Po co mielibyśmy się nad tym wszystkim zastanawiać? Pewne rzeczy po prostu są i tyle.

Nasza rodzina ma skłonność do akceptowania wszystkiego, co jej się przydarza, bo lubi spokój, wiem to po sobie.” (str. 67)

Świat opowiadań Hiromi Kawakami wywraca nasze postrzeganie rzeczywistości do góry nogami. I o ile dwa pierwsze utwory, „Nadepnęłam na węża” i „Znikają”, mają jeszcze konkretne kształty, mogą jeszcze przekładać się – choćby i z przymrużeniem oka – na naszą rzeczywistość, o tyle „Zapiski z pewnej niezwykłej nocy” rozkładają nasz świat – że tak powiem – na części pierwsze. Kompletnie. Nie ma tu nawet konkretnego narratora, nie ma on płci, wieku, kształtu nawet. W ciągu jednej nocy podąża przez kolejne światy – powiedzielibyśmy, że kolejne sny, ale czy na pewno? – zatapiając się w przedziwnej, onirycznej krainie, gdzie wszystko jest możliwe, a jednocześnie gdzie istnieją ograniczenia, ograniczenia względem naszych własnych możliwości. Trudne to teksty, nie pozwalające się czytać na raz, jeden po drugim. Choć krótkie, wymagają ogromnego skupienia.

Co w prozie Kawakami wyjątkowo mi się spodobało, to poruszony przez nią i ciekawie przedstawiony problem postrzegania, zarówno drugiego człowieka, jak i świata, w którym się żyje. Hiwako, nadeptując na węża i obserwując, jak ten przybiera postać kobiety, wcale nie jest tym przerażona. Owszem, zwraca to jej uwagę, ale nie budzi zdumienia, które z całą pewnością ogarnęłoby nas, czytelników, gdyby coś takiego właśnie nam się przydarzyło. Nikt nie wydaje się być zaskoczony, gdy z domu Hiwako nagle wypływa ogromny strumień wody, unosząc ją ze sobą, ktoś puści oko, ktoś się uśmiechnie, to wszystko. W świecie, w którym wszystko jest możliwe, wszystko jest jednocześnie normalne. Problem postrzegania bardziej zarysowany zostaje w opowiadaniu „Znikają”, a swoje rozwinięcie ma mieć w mającym się wkrótce ukazać – jak podaje tłumaczka – „Manazuru”. I już się na tę powieść cieszę.

______

„Nadepnęłam na węża”
oryg. Hebi o fumu (1996)
autor: Hiromi Kawakami
przeł.: Barbara Słomka
wyd.: Karakter, Kraków 2010

10 thoughts on “Tuboliski, murkotki i inne żyjątka [„Nadepnęłam na węża” Hiromi Kawakami]

  1. A wiesz, że właśnie szykowałam się na lekturę tej książki? ;) Bo po obu książeczkach Banany Yoshimoto mam dalej pragnienie pozostania w Japonii i to tej dziwnej, nieco onirycznej, subtelnej i budzącej uśmiech w duszy. :)

    Lubię

  2. To ciekawie brzmi, nadepnąć na węża, który nagle towarzyszy nam, staje się częścią naszego życia. Zastanawiam się, czy czasem i w naszej kulturze nie mamy takiego podejrzenia, że na coś nadepnęliśmy, i to coś nagle zaczyna za nami chodzić… Tylko my nie mamy na to określenia. Poszukam tej książki, bo spodobał mi się jej opis. Hm, a to takie akceptowanie rzeczy, jakimi są, nawet jeśli są niebezpieczne – zauważyłam w filmach japońskich. Czasem ktoś jest podły, wredny, nawet niebezpieczny, a inne otaczające go osoby mimo że o tym wiedzą, traktują go z szacunkiem i grzecznie, i nie oceniają, nie krytykują, nie sądzą. Po prostu akceptują takim jakim jest. To mnie niezmiernie zadziwia, bo tak jest różne od zachodniej kultury, która sądzi, ma zawsze morał na końcu, i kończy bajkę sprawiedliwym wyrokiem.

    Lubię

  3. …bo świat/człowiek/zjawisko nie jest albo czarny/-e, albo biały/-e, czyż nie? (^_-)

    Cieszę się, że Ci się spodobało „Nadepnęłam na węża” xD Bardzo dobra recenzja. Tak – percepcja, percypowanie świata to rzeczywiście jedne z kluczowych elementów prozy Kawakami.
    Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Kawakami. Zachwyciły mnie te trzy utwory.

    @Miriel *że tak sobie pozwolę xD””*
    Pozdrowienia dla fanki Gackta <33

    Lubię

  4. @Miriel: To mi się właśnie w kulturze japońskiej podoba, ten brak dychotomii, tak bardzo zakorzeniony w kulturze europejsko-amerykańskiej. Akceptujemy człowieka (z japońskiego punktu widzenia), jakikolwiek by on był, bo nie da się osądzić, czy jest dobry czy zły. Po prostu jest. I tak długo akceptujemy, jak długo nie wchodzi z butami w nasze życie, jak długo nie robi nam osobiście krzywdy. A jeśli już skrzywdzi, mamy prawo do zemsty, vendetty w najczystszej postaci – piękna sprawa.

    Książkę polecam, bardzo możliwe, że ci się spodoba.

    @Luiza: Dziękuję. *^^*

    I mnie proza Kawakami zachwyciła, choć przyznam, z „Zapiskami…” szło mi topornie.

    PS. @Miriel i Luiza: Patrzcie, a ja Gackta nie znam. ^^’

    Lubię

  5. Litera, chętnych do zapoznania Cię z Gackto to byś na pewno od razu znalazła, ale uprzedzam, że on ma fanów fanatycznych :-)) Co do głosu, to przyznam się, że mogę nawet słuchać programu radiowego, w którym on mówi, na mp3, nawet nie rozumiejąc, co mówi… Bo sam głos jest piękny ;-) ale to jest właśnie ów fanatyzm, o którym wspomniałam. Więc się strzeż! ;-)

    To co napisałaś o kulturze japońskiej i braku dychotomii, to mi cały czas nie daje spokoju, cały czas o tym myślę. I całą moją wewnętrzną duszą, doświadczeniem, umysłem, wychowaniem, dziedzictwem kulturowym – czuję, że jestem inna. Oczywiście odzwierciedlam pod tym względem swoją kulturę, nic w tym dziwnego, w końcu Bóg karze, idziemy do Piekła lub Nieba, sprawiedliwość musi być, a w bajkach zawsze był zły i dobry, a zły zostawał ukarany. Zdziwiło mnie zaś to, że uświadomiłam sobie, jak to we mnie silnie wrosło, jak to jest zakorzenione… Taka mentalna cecha. Chociaż z tym większym zaciekawieniem i fascynacją przyglądam się temu, że można inaczej funkcjonować społecznie, inaczej widzieć. Czy mają mniej lęku w relacjach między ludźmi? Czy więcej zaufania? Czy może nie mają instynktu zachowawczego?

    Chyba będę czytać japońską literaturę, może trochę to zrozumiem :-)
    Pozdrawiam.

    Lubię

  6. @Miriel Relacje między ludźmi, zaufanie czy instynkt zachowawczy w odniesieniu do japońskiego społeczeństwa to nieco inna bajka. To, że kogoś akceptuję bez osądzania, nie znaczy, że dopuszczam go do siebie – pewna odległość, jeśli nie fizyczna, to emocjonalna, jest i być musi, a przyczyn tego jest sporo i warto (nam, osobom spoza Japonii) o tym czytać, dowiadywać się. Choćby po to, by lepiej zrozumieć.

    Też wyrosłam w kulturze polskiej, a mimo to, wewnętrznie, nie godzę się na podziały dobry/zły, sztuka/rzemiosło, świat realny/świat wyobrażony etc. I nie potrafię już sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek się na takie podziały godziłam.

    Za Gackt pewnie się wezmę, ale tak sama, bez prowadzenia za rączkę. Ot, z ciekawości, o co tyle hałasu, nyo;)

    Lubię

  7. @Mary: No właśnie mam problem ze stwierdzeniem, którą z tych dwóch książek czytało mi się lepiej. Być może to kwestia „Zapisków…”, ale Kawakami zajęła mi o wiele więcej czasu niż Tawada. Tak czy inaczej, Tobie życzę udanej lektury, jak tylko dorwiesz ten zbiorek. Myślę, że przypadnie Ci do gustu.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s