Haiku raz jeszcze [„Ryokan. Wiersze drogi”, „Japońskie haiku śmierci”]

Nagle pojąłem, że świat
jest kroplą rosy
przebudziłem się ze snu

/Retsuzan, 1789-1826/

Dzięki (nie-)fortunnemu przypadkowi i uprzejmości Kamoni miałam przyjemność spędzić popołudnie na lekturze dwóch, niewielkich objętościowo tomików poezji haiku – oba z krakowskiego wydawnictwa Miniatura. I o ile zbiorek „Ryokan. Wiersze drogi” przypadł mi do gustu, o tyle „Japońskie haiku śmierci” nie wzbudziło już większego u mnie entuzjazmu, obu też tomikom mam co nieco do zarzucenia.  Ale od początku.

„Japońskie haiku śmierci”

Książeczka zawiera wiersze 78-miu twórców – z racji takiej liczby pozwolę sobie nie wymieniać ich nazwisk. Jedni są bardzo znani, inni nieco mniej, same jednak haiku urzekają swą prostotą i subtelnością. Dlaczego więc entuzjazmu było we mnie podczas lektury jak na lekarstwo? Prawdopodobnie z kilku drobnych (czy aby na pewno drobnych?) powodów. Po pierwsze, esej Norbertta Skupniewicza pt. „Młodsza siostra życia” – filozoficzne rozważania na temat bytu, śmierci i rozwoju. Przydługie wykłady roztrząsające istotę bytu, których wysłuchiwać musiałam na studiach, skutecznie zniechęciły mnie do zgłębiania uwielbianej wcześniej filozofii, zatem i zamieszczony w książce tekst nie zdobył mojego uznania; trudno było przez niego przebrnąć, podążać za tokiem myślenia autora – też nie łatwo. Po drugie, jak można zamieścić w tomiku wierszy przekłady, nie podając jednak, kto owych przekładów dokonał? Tutaj nazwiska tłumacza (tłumaczy?) zwyczajnie brak. Po trzecie, brak zaznaczenia przedłużenia dźwięków w nazwiskach. Ktoś przejdzie obok tego obojętnie i tomikiem się zachwyci, mnie jednak mierziło.

Na niebie i na ziemi
nie ma ni pyłku
biel śniegu kryje wzgórza

/Chirin, 1734-1794/

„Ryokan. Wiersze drogi”

Ten tomik, choć nadal brak w nim przedłużeń dźwięków, wydał mi się dużo bardziej dopracowany. Poświęcony został jednemu człowiekowi, Taigu Ryōkanowi, japońskiemu poecie, który nie publikował swoich wierszy za życia, mistrzowi zen, który oddawał się sztuce żebrania (takuhatsu) i doskonalił się w pisaniu wierszy drogi (kanshi), poza tym medytował, spacerował często po lesie i lubił towarzystwo dzieci. W wieku lat 70-ciu  zakochał się – ze wzajemnością! – w mniszce Teishin, która miała wówczas lat 28, a po śmierci mistrza zebrała jego wiersze, by nie zaginął po nich ślad. Ciekawa postać, prawda? Więcej przeczytać można o nim chociażby tutaj: Wikipedia, Ryōkan Taigu. Spodobały mi się jego wiersze i myślę, że wrócę do jego twórczości nie raz. Samo wydawnictwo jednak – w odniesieniu do obu książeczek –  ma u mnie sporego minusa.

Kiedy to będzie, kiedy? – wzdychałem
i ta, na którą czekałem
w końcu przyszła;
Kiedy ona jest przy mnie
mam wszystko, czego mi potrzeba

/Taigu Ryōkan, 1758-1831; dla Teishin/

______

„Japońskie haiku śmierci”
rys.: Norbertt Skupniewicz
wyd.: Miniatura, Kraków 2006

„Ryokan. Wiersze drogi”
zebrał i przeł.: Piotr Madej
rys.: Norbertt Skupniewicz
wyd.: Miniatura, Kraków 2006

3 thoughts on “Haiku raz jeszcze [„Ryokan. Wiersze drogi”, „Japońskie haiku śmierci”]

  1. @Luiza: Śnieg ustawiłam dwa lata temu i się automatycznie z 1-szym grudnia włącza;) Jeśli chcesz, możesz go u siebie aktywować – to tak, jeśli o tym nie wiesz;)

    Tak, na aukcji książeczki są – sprawdziłam.

    Pozdrawiam również! ^^

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s