„Sputnik Sweetheart” – Haruki Murakami

Nieruchoma sieć gwiazd wyglądała jak przybita gwoździami do miejsca. Zamknąłem oczy i zacząłem uważnie nasłuchiwać potomków sputnika, nawet teraz krążących wokół Ziemi, związanych z nią jedynie siłą grawitacji. Samotne metalowe dusze w niewzruszonym mroku kosmosu spotykają się, mijają i rozstają, by nie zetknąć się już nigdy więcej. Nie pada między nimi ani jedno słowo. Nie muszą dotrzymywać żadnych obietnic. (str. 225-226)

Na temat Murakamiego wypowiadałam się już niejednokrotnie – kilka uwag przeczytać można chociażby tutaj – i nadal obstaję przy tym samym: Murakami jest pisarzem poczytnym, do wybitności mu naprawdę daleko. A jednak lubię jego styl, jego prosty i nieskomplikowany język, jego szczegółowość, a nader często i beznamiętność w opisywaniu codzienności. Sięgając po jego powieści, wiem, że nie zostanę niczym większym zaskoczona, a mimo to sięgam po nie z przyjemnością (tak się składa, że bardziej ciągnie mnie do wszystkiego, co jest mimo, niż do tego, co ponieważ).

Murakami – że tak powiem – dysponuje jednym zestawem klocków. Znajdziemy wśród nich samotność, wyobcowanie, bohatera męskiego w granicach lat 30, koty, studnię, dzielnicę Akasaka, bogatą kobietę, którą w przeszłości spotkało coś niedającego się logicznie wyjaśnić, muzykę klasyczną, jazz, seks bez miłości, miłość bez nadziei na fizyczne spełnienie, literaturę (bohater albo ją studiuje, albo czyta i wplata ją w swoje wypowiedzi), opisy preparowanych potraw, młode, lekko stuknięte dziewczyny – myślę, że na tym poprzestanę wyliczankę, choć klocków jest na pewno więcej. Z tychże klocków pisarz tworzy swoje historie, zatem każda z nich jest w sumie wariacją na ten sam temat. Innymi słowy, każda następna powieść Murakamiego jest właściwie powieścią tą samą, z tą drobną różnicą, że klocki ułożono w niej w innej kolejności. Nie inaczej jest w przypadku „Sputnika Sweetheart”.

(…) czyż na tym świecie, któremu daleko do doskonałości, nie ma miejsca i na rzeczy bezsensowne? Usuń z niedoskonałego życia wszystko, co nie ma sensu, a utraci ono nawet swą niedoskonałość. (str. 8)

Sumire ma 22 lata. Studiowała w college’u na wydziale humanistycznym. Kochała książki, pożerała je wręcz, każdego miesiąca miała swojego idola, którego powieść nosiła wówczas non stop przy sobie, wyszukując i ucząc się na pamięć co ciekawszych fragmentów jego prozy. Nie dbała o wygląd, nosiła o kilka rozmiarów za duży płaszcz w jodełkę, skarpetki nie do pary, wojskowe buty i ciemne okulary, włosy miała potargane, a ton głosu taki, jakby wiecznie do kogoś miała pretensje. Pewnego jednak dnia rzuciła college, postanawiając zostać pisarką.

K. jest przyjacielem Sumire. Dwa lata od niej starszy, równie mocno rozkochany w literaturze. Poznali się w czasie studiów. Pracuje jako nauczyciel w podstawówce. Co weekend Sumire wpada do niego do mieszkania i pokazuje mu próbki swojej twórczości – on jeden ma do nich wgląd, jemu jednemu na tyle ufa. Oprócz tego Sumire ma irytujący zwyczaj dzwonienia do niego z budki telefonicznej około czwartej nad ranem z absurdalnymi pytaniami, a on jej na nie cierpliwie odpowiada. Czy trzeba wspominać, iż K. jest w Sumire zakochany? Szkopuł w tym, iż ona widzi w nim przyjaciela, żaden więc związek nie wchodzi w rachubę. Poza tym, Sumire ma jeden problem – nie odczuwa pragnienia, względem nikogo. Do czasu, aż poznaje Miu.

Miu jest o siedemnaście lat starsza od Sumire. Oprócz firmy rodzinnej prowadzi również firmę własną. Zatrudnia Sumire. I w jednej chwili zmienia się wszystko – począwszy od wyglądu Sumire, skończywszy na braku weny twórczej. Miu nie potrafi odwzajemnić uczucia Sumire – związane jest to z pewnym wydarzeniem sprzed czternastu lat – co ostatecznie doprowadza do tego, iż podczas wyjazdu służbowego, na jednej z małych greckich wysepek, Sumire znika bez śladu.

(…) każdą historię trzeba w końcu kiedyś opowiedzieć, inaczej już na zawsze pozostanie się więźniem swej tajemnicy. (str. 180)

Miu i K. próbują odnaleźć Sumire. Próżno jednak oczekiwać w powieści szczegółowego śledztwa. Niejeden czytelnik poczuje się zawiedziony – wszak temat nadaje się idealnie na powieść kryminalną. To nie ten gatunek jednak, nie ten pisarz.

______

„Sputnik Sweetheart”
oryg.: Supūtoniku no koibito (1999)
oryg. ang.: Sputnik Sweetheart
autor: Haruki Murakami
przeł. z ang.: Aldona Możdżyńska
wyd.: MUZA, Warszawa 2003

4 thoughts on “„Sputnik Sweetheart” – Haruki Murakami

  1. masz rację z tymi klockami.
    na upartego mozna rzec ze kazda jego powiesc oparta jest na jednym schemacie albo ze w gruncie rzeczy mówi o tym samym.
    ta ksiazka byla chyba pierwszą jaką przeczytałam i zrobiła na mnie wielkie wrazenie – przeczytałam ja w momencie zycia takim kiedy te krążące po orbicie sputniki z któregos cytatu bardzo do mnie pasowały…
    uwielbiam ta ksiażkę.
    zreszta pozostale tez. co tu duzo gadac.

    Lubię

  2. Ta książka wciąż przede mną xD
    Interesujące spostrzeżenia (jeśli mowa o syntezie pisarstwa Murakamiego, bo książki nie czytałam, to nie mogę się odnieść do niej; )). Ciekawa (i trafna) metafora „klocków”.

    Dobrej niedzieli!^^

    Lubię

  3. Powoli przekonuję się do Murakamiego. Zgadzam się z Tobą, to nie jest pisarz wybitny, ale… Ale, ale ;). Pisarze popularni nie są wybitni z definicji? Nie wiem z czego tak naprawdę. Coś w tym jest. Paulo Coelho… ;). Czas kupić tego Murakamiego chyba. :D. Macham.

    Lubię

  4. @Mary: Lubię jego książki, ale żeby uwielbiać? hm.. Coś jednak do nich ciągnie. Podobają mi się te jego dziesiątki wariacji na jeden temat. To tak, jakby chciał coś czytelnikowi przekazać, ale nie mógł się zdecydować, która forma (tj. które obrazowanie) będzie tą najodpowiedniejszą;)

    @Luiza: I przede mną sporo książek Murakamiego do nadrobienia;)

    @Tani: Pisarze popularni mogą być wybitni – czemu nie? – jednak ostatnimi laty nieczęsto się to zdarza. Pisarze popularni obecnie to tacy, których jest w stanie zrozumieć masa, a masa nie chce czytać książek trudnych (językowo czy tematycznie, a już nie-daj-Boże wszystko to na raz), masa woli coś pseudo-głębokiego – i tu się idealnie wpisują Coelho, Wiśniewski, Grochola etc. Gdzie umieścić Murakamiego? Jakoś w ostatnich dniach wdałam się w pogawędkę z przyjacielem, na temat literatury właśnie. I pytał mnie ów przyjaciel: co jest literaturą? Rzucał nazwiskami, ja określałam. Coelho? Nie-literatura. Murakami? Coś na pograniczu kiczu i literatury, się zaśmiałam. Bo już sama nie wiem, no, nie wiem;)

    Macham również!

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s