Podążyć drogą Nieśmiertelnych [„Mistrz Pú Pú” Hideyuki Niki]

Hideyuki Niki – urodzony 17.04.1973 roku, pisarz japoński, za powieść „Boku Boku Sensei” otrzymał w roku 2006 The Japan Fantasy Novel Award, nagrodę przyznawaną dorocznie w dziedzinie literatury fantastycznej (pierwszą przyznano w roku 1989), o którą ubiegać może się każdy, niezależnie od tego, czy jest już pisarzem uznanym, czy dopiero początkującym. Wcześniej, zanim zaczął pisać, pracował jako nauczyciel w juku, szkole przygotowującej uczniów do egzaminów na studia. W roku 2006 postanowił coś w życiu zmienić, napisał – jak sam mówi1 – siedem dłuższych utworów, wysłał je na konkursy i zdobył dwie nagrody. Tak rozpoczął swoją przygodę z literaturą. „Boku Boku Sensei” zostało wydane w Polsce w dwa lata później – jako „Mistrz Pú Pú” – i było to pierwsze tłumaczenie tejże powieści na język obcy.

„Mistrz Pú Pú” (2006)

Nieczęsto zdarza się, by na polskim rynku wydawniczym pojawiała się japońska fantastyka. W formie mangi – zdarza się, owszem, nawet dość często, jednak w formie powieści – niekoniecznie. Na palcach jednej ręki, niestety, wymieniłabym tytuły z zakresu fantasy, które wydano w Polsce. Tym bardziej cieszy pojawienie się „Mistrza Pú Pú”, powieści świeżej nie tylko u nas, ale i w samej Japonii, powieści, która przenosi nas na ziemie chińskie, do początków panowania dynastii Táng (konkretniej, w VII wiek), a zarazem w świat chińskich bogów, mitologicznych stworzeń i ówczesnych wierzeń.

Łączenie na siłę rzeczy ze sobą niepowiązanych nie przyniesie dobrych rezultatów.” (str. 61)

Wàng Biàn to leń do kwadratu. Skończył już 22 lata, nie kwapi się jednak ani do ożenku, ani do pracy, czym spędza sen z powiek swemu ojcu, Wàng Tāo. Ten pełnił funkcję naczelnika okręgu, gdy jednak zgromadził już odpowiedni majątek, wycofał się z urzędu i postanowił zgłębiać tajniki taoizmu. Biàn jest człowiekiem pasywnym, nic go nie interesuje, w nic się nie angażuje. Można powiedzieć, iż życie przez niego przepływa, a on w żaden sposób nie reaguje. Matka zmarła mu przed wielu laty, ojciec założył drugą rodzinę, u której bywa tym częściej, im częściej nie może przemówić do rozsądku pierworodnemu. Gdy Biàn ma dość zrzędzeń ojca – których wysłuchuje w miarę cierpliwie i bez słów – udaje się do karczmy, by tam posłuchać opowieści o dalekich krajach. Tak, te opowieści to jedyne, co budzi jego ciekawość. Biàn chciałby podróżować.

Pewnego dnia ojciec dowiaduje sie, iż w okolicy, na Górze Huángè, osiedlił się Nieśmiertelny, który schodzi czasami do ludzi i przynosi im niezwykłe, przygotowane przez siebie lekarstwa. Wysyła tam z podarkami syna, chcąc tym samym zyskać przychylność Nieśmiertelnego. Ma nadzieję zostać jego uczniem, zgłębić tajniki Drogi i poznać tajemnicę długowieczności. Ku zaskoczeniu wszystkich, Nieśmiertelny – nazywany Mistrzem Pú Pú – przyjmuje na ucznia, owszem, jednak nie ojca, tylko właśnie Biàna. Gdy wśród urzędników wyższego szczebla pojawia się niezadowolenie z obecności i działalności Nieśmiertelnego, ten opuszcza Górę Huángè i wyrusza w daleką podróż. Biàn wyrusza razem ze swoim Mistrzem.

Każdy oddziałuje na to, czego dotyka. Czy to będzie tylko chwila, czy sto lat, zawsze i bez wyjątku wywiera jakiś wpływ.” (str. 43)

Książka napisana jest w duchu taoistycznym, co z kolei porównać można do stoicyzmu, postawy zakładającej nieingerowanie w otaczającą rzeczywistość ani w to, co na człowieka spada. Brak więc w powieści wartkiej akcji czy zapierających dech w piersiach scen walki. A mimo to „Mistrz Pú Pú” przykuwa uwagę czytelnika, nie nudzi, wciąga. Możliwe, iż dzieje się tak, ponieważ Nieśmiertelny – wyobrażany zazwyczaj jako pełen dostojeństwa starzec z długą, białą brodą i olbrzymimi pokładami cierpliwości i opanowania – znacznie od owych wyobrażeń odbiega, zarówno wyglądem, jak i charakterem, a relacja między nim a uczniem od początku jest co najmniej dwuznaczna. Nawet sposób, w jaki Mistrz przekazuje wiedzę swemu uczniowi, daleko odbiega od standardów, nie wspominając o postawie bogów, których Pú Pú i Biàn spotykają w czasie swej wędrówki. Można powiedzieć, że wyobrażenie Biàna o świecie bogów i Nieśmiertelnych wywrócone zostaje o 180°, to z kolei sprawia, że czytelnik nie raz i nie dwa pokłada się ze śmiechu.

Powieść – którą śmiało nazwać można powieścią drogi – podobała mi się bardzo i szczerze polecam ją miłośnikom fantastyki czy po prostu mitologii chińskiej, zaznaczając po raz kolejny – żeby nie było rozczarowań – iż wartkiej akcji w niej brak. To powieść bardzo spokojna, ale i zabawna. W Japonii ukazały się już drukiem kolejne części przygód Biàna i Pú Pú, pozostaje zatem mieć nadzieję, że i one doczekają się tłumaczenia na język polski.

Wspomnę jeszcze o jednym, malutkim, aczkolwiek bardzo oko cieszącym szczególe – w książce brak błędów, jest bardzo dobrze zredagowana i za to należą się wydawnictwu Hanami (a w szczególności korektorce, pani Joannie Wawrowskiej) wyrazy uznania.

Od siebie – na koniec – dodam, iż strasznie podobają mi się rysunki z oryginalnych wydań „Mistrza Pú Pú”, rozumiem jednak, że gdyby powieść ukazała się na rynku polskim z taką właśnie okładką, jak powyżej, to niechybnie wylądowałaby w dziale z książkami dla najmłodszych. Cóż, taka tutejsza mentalność. A szkoda. Chcących przyjrzeć się innym rysunkom czy okładkom pozostałych części odsyłam do strony wydawnictwa Shinchosha.

1 Patrz: wywiad z Hideyukim Niki, (rozm.) Radosław Bolałek, w: „Torii”, nr 02, 2008, str. 74

______

„Mistrz Pú Pú”
oryg. Boku Boku Sensei (2006)
autor: Hideyuki Niki
przeł.: Jacek Mendyk
wyd.: Hanami, Warszawa 2008

3 thoughts on “Podążyć drogą Nieśmiertelnych [„Mistrz Pú Pú” Hideyuki Niki]

  1. Interesująca recenzja.
    Już kiedyś wpadła mi w oko ta książka.

    Hm, ja bym nie tyle wyrażała uznanie, ile właśnie tego oczekiwała: książki bez błędów, wszak po to są redaktorzy, edytorzy i korektorzy xD (jak to mówił nam kiedyś jeden z moich profesorów, językoznawców: jeśli jest chociaż jeden błąd, korektor powinien stracić pracę ; )).
    Ale to tak na marginesie^^”’

    Pozdrawiam serdecznie!

    Lubię

  2. @Luiza: Ja wiem, jestem świadoma tego, co piszesz odnośnie błędów w książkach. Bezbłędne teksty – to powinien być standard. Powinien, ale nie jest. Więc w czasach, gdy z kartek kolejnych powieści wyskakują mi wszelkiego typu kwiatki i rażą moje oczy, to w momencie, gdy dostrzegam ich brak (wreszcie!), jestem zwyczajnie wdzięczna, że ktoś raczył wykonać to, za co mu płacą. Taki odruch;)

    Pozdrawiam również!

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s