Kobiety Tanizakiego [„Dwie opowieści o miłości okrutnej” Jun’ichirō Tanizaki]

Jak zauważył Mikołaj Melanowicz, nikt nie stworzył w literaturze japońskiej tak bogatej galerii wizerunków pięknych, rozpieszczonych, wymagających i zawsze atrakcyjnych kobiet*, co Jun’ichirō Tanizaki (1886 – 1956). I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby pisarz tworzył teraz, w świecie nam współczesnym, w którym wszystko jest możliwe i wszystko można, Tanizaki jednak tworzył nieco wcześniej, w czasach, gdy Japonia dopiero się przekształcała, przechodząc z państwa o ustroju feudalnym w państwo, w którym obywatele są sobie równi, niezależnie od ich pochodzenia i płci.

O zmianach zachodzących w Japonii na przełomie wieku XIX i XX wspominałam już przy okazji recenzji książki „Chrestomatia współczesnych opowiadań japońskich” w opracowaniu Moniki Szychulskiej, tutaj wspomnę natomiast o pewnej wyjątkowości w prozie Tanizakiego, której nie sposób dokładnie zrozumieć, nie zapoznawszy się choćby pobieżnie z sytuacją społeczną w Japonii tamtego okresu. Zasadniczo chodzi tu o rolę kobiet. Dorzucenie do rzeczownika kobieta przymiotników takich jak rozkapryszona czy rozpieszczona, nie jest obecnie niczym szokującym, współczesne kobiety mogą być rozkapryszone, rozpieszczone, mogą być okrutne, zimne, wyniosłe i nikt ich z tego nie rozliczy, ba!, nikomu nic do tego, jak się zachowują, bo cokolwiek by robiły, mają do tego prawo. W Japonii przełomu wieku XIX i XX kobiety były tylko elementem uzupełniającym życie mężczyzny, trudno nawet powiedzieć, by były uznawane za istoty ludzkie, jakkolwiek niemiło to brzmi. Kobieta miała być wpierw przykładną córką, ustępującą we wszystkim bratu, później wchodziła w rolę żony, synowej i matki, a w każdej z tych ról zapominać miała o potrzebach własnych, skupiając się na zadowalaniu męża, teściowej i wychowywaniu dzieci. Kobieta musiała być cicha  (za nadmierne gadulstwo mąż mógł odesłać ją do rodziców, żądając rozwodu), miała rodzić i wychowywać dzieci, zwłaszcza synów (bezpłodność czy niechęć posiadania dzieci też była powodem, dla którego mąż mógł ją odesłać), miała być posłuszna względem męża i teściowej – brak posłuszeństwa, jak można przypuszczać, też prowadził do rozwodu, a kobieta rozwiedziona degradowana była w swej pozycji jeszcze niżej, niż była przed ślubem. Mało przyjemne, prawda? I chociaż zmiany w Japonii nowoczesnej następowały bardzo szybko – choćby zmiany dotyczące rodziny, gdy zaczęto odchodzić od modelu rodziny wielopokoleniowej, a młodzi małżonkowie często zakładali już domy własne, z dala od teściów i rodzeństwa – to pozycja kobiety podlegała tym zmianom znacznie wolniej. Kobieta nadal miała być cicha, spokojna i posłuszna, taki też jej obraz przedstawiany był w literaturze. Kobieta w dalszym ciągu była przedmiotem, z czasem dopiero uzyskując statut podmiotu i pojawiając się w literaturze jako osoba z krwi i kości, mająca swój charakter (a nawet charakterek), potrzeby, a przede wszystkim – będąca bohaterką powieści, a nie tylko tłem dla męskiego bohatera głównego. Taką sylwetkę kobiety kreślił właśnie Tanizaki, stając tym samym jakoby w opozycji do trendów do tej pory w literaturze przyjętych.

„Ashikari, czyli źle mi bez ciebie” (Ashikari, 1932)

Pewnego wrześniowego dnia bohater postanawia udać się na wycieczkę do Minase, zapragnął bowiem – nieoczekiwanie – odwiedzić tamtejszą świątynię, Minase-no miya. Okolice Minase sprawiają, iż przypominają mu się czytane niegdyś wzmianki o tutejszym pałacu, o cesarzu, który komponował tu wiersze, niespodziewanie przypomina sobie także owe wiersze. Minase utrwalona w literaturze nakłada się na Minase obecną, budząc z narratorze tęsknotę za czasami minionymi i wywołując refleksje nad przemijalnością. Dnia tego przepada również Święto Pełni Księżyca – Jūgoya – bohater udaje się więc promem na środek rzeki Yodo, gdzie jest ławica, i stamtąd, usiadłszy w trzcinach nad brzegiem rzeki, obserwuje księżyc, komponując przy tym własne strofy. Nieoczekiwanie dosiada się do niego nieznajomy mężczyzna, proponując mu sake i przyłączając się do recytacji poezji klasycznej. Z czasem, zachęcony przez naszego bohatera, mężczyzna rozpoczyna snuć opowieść o swoim ojcu i o jego miłości do pięknej Oyū, stając się tym samym narratorem dalszej części opowiadania (Narrator II) – powstaje tu niezwykła opowieść w opowieści. Oyū była kobietą o urodzie klasycznej, piękną i wyniosłą, od dzieciństwa przyzwyczajoną do tego, by jej usługiwano i spełniano jej najdrobniejsze kaprysy. Miała w sobie jednak coś jeszcze, coś, co sprawiało, że ludzie służyli jej nie z przymusu, ale dobrowolnie, nawet rodzeństwo – przynajmniej dopóki żył ojciec – zdawało się znajdować radość w możliwości spełniania jej zachcianek. Ojciec Narratora II ukochał sobie Oyū, nie mógł jej jednak poślubić. Zaprzyjaźnił się z nią jednak i by być blisko niej, poślubił jej młodszą siostrę, Oshizu. A że dla Oshizu dobro i zdanie starszej siostry były najważniejsze, bohaterowie wikłają się w dziwną relację, pełną dwuznaczności i niedopowiedzeń, trwającą tak długo, jak długo żyje syn Oyū z pierwszego małżeństwa, zapewniający jej bezgraniczną przychylność teściów i swoistą nietykalność.

„Shunkinshō, czyli rozmyślania nad życiem Wiosennej Harfy” (Shunkinshō, 1933)

Narrator rozpoczyna rozważania nad życiem niewidomej mistrzyni gry na samisenie i koto, odwiedzając jej grób w Shitadera-machi. Z dala od głównych grobów rodziny Mozuya stoi grób Shunkin, urodzonej jako Mozuya Koto, niedaleko zaś, dużo mniejszy, grób Kindai, również niewidomego mistrza gry na samisenie, urodzonego jako Nukui Sasuke. Czemu, choć oboje byli mistrzami o zaszczytnym tytule kengyō, grób Sasuke był niższy? Najprawdopodobniej było to życzenie samego Sasuke, dla którego Shunkin była nauczycielką i panią, a on jej uczniem i wiernym sługą, i takim chciał dla niej pozostać nawet po śmierci, nawet, jeśli przez ostatnich kilkadziesiąt lat żyli ze sobą jak mąż z żoną. Nieoficjalnie, oczywiście,  bo do końca życia odgrywali sumiennie swe role pani i służącego, mistrza i ucznia.

Sasuke przybywa do domu Mozuya jako pomocnik sklepowy. Ma wtedy lat 13, Shunkin natomiast 9 i jest to czas, gdy właśnie straciła wzrok. Dla Sasuke zawsze zatem była niewidoma, co – jego zdaniem – dodawało jej uroku, piękna, wywoływało wrażenie większego dostojeństwa. Shunkin uważano za dziewczynkę wyjątkowej urody i inteligencji, od najwcześniejszych lat wynoszono jej talenty ponad pięcioro pozostałych dzieci, co znaczącą wpływało na jej charakter, a i utrata wzroku nie obudziła w niej pokory, wprost przeciwnie, charakter Shunkin pozostawiał wiele do życzenia, nikt jednak nie ośmielił się jej krytykować, ani tym bardziej zmieniać. Sasuke upodobała sobie wyjątkowo – może dlatego, że nigdy nie kwestionował jej poleceń i nie odzywał się niepytany – chłopak stał się więc jej osobistym sługą, towarzyszył i pomagał jej we wszystkim. I choć byli nierozłączni, i choć dla niej Sasuke pokochał grę na samisenie, Shunkin kategorycznie odmówiła zostania jego żoną, a dokładniej, odmówiła zostania żoną kogokolwiek. Jak dalej potoczyły się ich losy, pozwolę sobie przemilczeć.

Zarówno w Ashikari, jak i w Shunkinshō Tanizaki kreśli fantastyczne sylwetki kobiet, które wyprzedzają swoją epokę. Nie są to już spokojne i ciche córki, posłuszne żony i wzorowe matki, wprost przeciwnie, kobiety te są bardzo wyniosłe, pewne siebie, stanowcze, a przy tym kapryśne, czerpiące dziwną radość z zadawania innym – zwłaszcza mężczyznom – bólu, z poniżania ich, z akcentowania swojej pozycji społecznej (bohaterki obu opowiadań pochodzą z liczących się rodzin). Świadome swej urody, sprawują całkowitą władzę nad zakochanymi w nich mężczyznami, obdzierając ich niekiedy z cech mężczyznom przypisywanych; mężczyźni ci stają się usłużni, całkowicie poddani woli wielbionej bałwochwalczo kobiety – w ich oczach, choćby kobieta przejawiała skłonności sadystyczne, nie ma ona jednak żadnych wad, jest idealna.

Jeszcze może kilka słów o języku Tanizakiego. Pierwsze, co moją uwagę zwróciło, to niezwykle długie zdania, wielokrotnie złożone, jednak bardzo płynnie skonstruowane, dzięki czemu czyta się je lekko i z prawdziwą przyjemnością. Dodatkowo delektować można się jakością języka – Tanizaki zwraca uwagę na wszelkie przejawy piękna w życiu, w tym na piękno wypowiedzi, stąd język jego nacechowany jest pewną wytwornością. W obu opowiadaniach (zebranych w Polsce w jeden tomik) pojawiają się dodatkowo liczne odniesienia do literatury klasycznej, cytaty, fragmenty wierszy czy pieśni, w niczym jednak nie przeszkadzając, nie zaburzając toku narracji. Warto przyjrzeć się jego twórczości, z całą pewnością zasługuje on na miano jednego z najwybitniejszych pisarzy japońskich XX wieku.

* Mikołaj Melanowicz, Japoński most snów. Tanizaki, Wilga, Warszawa 1994, str. 10

______

„Dwie opowieści o miłości okrutnej”
autor: Jun’ichirō Tanizaki
przeł.: Mikołaj Melanowicz
ilustr.: Janina Neuman
wyd.: Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971

5 thoughts on “Kobiety Tanizakiego [„Dwie opowieści o miłości okrutnej” Jun’ichirō Tanizaki]

  1. Tak, liczę na to i mam nadzieję, że nie będzie w wiecznym „wypożyczeniu” (niektóre książki miały być oddane np. 5 lat temu i nadal ich nie ma, oby dzieło Tanizakiego nie podzieliło tego samego losu ; )).

    Miłego dnia!^^

    Lubię

  2. Hmm… przypomniałaś mi, że mam na swojej półce inny tomik dwóch opowiadań tego autora – „Dziennik szalonego starca” i „Niektórzy wolą pokrzywy”. Może mnie to zmotywuje żeby w końcu to przeczytać, bo zakup poczyniony był dość dawno ;)

    Lubię

  3. @Metzli: I u mnie na półce kilka takich dość dawno poczynionych zakupów;) Myślę, że na wszystko musi przyjść czas, tak zwyczajnie, na konkretne książki czy konkretnych autorów też.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s