Mówiąc o bieganiu [„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” – Haruki Murakami]

Pierwsze, co zwraca moją uwagę na książkę Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”, to jej tytuł – oczywiste nawiązanie do zbioru opowiadań Raymonda Carvera „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości”, nawiązanie, a zarazem rodzaj hołdu złożonego amerykańskiemu pisarzowi, którego Murakami uwielbia i którego teksty tłumaczy na język japoński. Później, czytając posłowie, utwierdzam się tylko w pierwszym swoim skojarzeniu. A że pióro Carvera cenię, to i Murakamiemu daję się skusić, po czym przepadam na kilka popołudni, delektując się słowem pisanym i uważając, by nie skończyć lektury zbyt szybko. Nieprędko będę miała kolejną okazję spotkać się z esejami Murakamiego.

Nikt nigdy nie zalecał mi, ba, nikt nigdy nie pragnął, żebym został pisarzem – w istocie niejeden usiłował mnie od tego odwieść. Wpadłem na pomysł, że zostanę pisarzem, i wprowadziłem go w życie. Podobnie jest z bieganiem – nikt nie staje się biegaczem, ponieważ ktoś mu to poradził. Ludzie najczęściej stają się biegaczami, ponieważ tak ma być.” (str. 51)

Niewielkich rozmiarów tomik – zaledwie 192 strony – to zbiór dziewięciu esejów na temat biegania napisanych między sierpniem 2005 roku a październikiem roku 2006 plus przedmowa i posłowie. Można jednak śmiało zrezygnować z określenia zbiór esejów i – idąc za radą samego pisarza – odczytywać książkę jako pamiętnik, pamiętnik pisarza, który by móc pisać i jednocześnie zachować zdrowie, został maratończykiem i triatlonistą, pisarza, dla którego normą jest przebiegnięcie 60 km tygodniowo i wzięcie udziału w przynajmniej jednym maratonie i jednym triatlonie rocznie. Pamiętnik ten nie jest jednak nudnym sprawozdaniem z treningów, w żadnym razie, łączy natomiast refleksje na temat biegania z refleksjami na temat pisarstwa i życia w ogóle. Dowiemy się z niego, jak doszło do napisania pierwszej powieści, dlaczego pewnego dnia Murakami zamknął swój klub jazzowy, w jakich warunkach przebiegł swój pierwszy dystans 42 km i 195 m, jakie skutki wywołało przebiegnięcie ultramaratonu, w jaki sposób pisarz radzi sobie ze świadomością upływu lat i dlaczego do biegania dorzucił pływanie i jazdę na rowerze. Co mi się wyjątkowo w książce podoba, to dystans Murakamiego do siebie i tego, co robi, ta odrobina autoironii wpleciona w tok zdań – jak choćby w cytacie poniżej, gdy pisarz wczuwa się w rolę swoich… kolan, które tak oto mogłyby do niego przemówić:

Bardzo nam się podoba, że kicasz sobie taki zdyszany po drodze, ale może warto byłoby raz od wielkiego dzwonu zwrócić na nas uwagę? Pamiętaj, że jeśli się pod tobą ugniemy, nie można nas zastąpić.” (str. 136)

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” nie jest dziełem wybitnym i, zdaje się, wcale do takiego nie pretenduje. Jednocześnie jest to zbiór naprawdę dobrych tekstów, napisanych przystępnym, niewydumanym językiem. Czyta się lekko, ale – i to ważne! – w przeciwieństwie do innych lekkich lektur, w tym wypadku wiele treści pozostaje w pamięci na długo.

______

„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”
oryg. Hashiru koto-ni tsuite kataru toki-ni boku-no kataru koto
przekł. ang.: What I Talk About When I Talk About Running. A Memoir
autor: Haruki Murakami
przeł. z ang.: Jędrzej Polak
wyd.: MUZA, Warszawa 2010

11 thoughts on “Mówiąc o bieganiu [„O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” – Haruki Murakami]

  1. Świetna książka. Kiedy ją kupowałam, zamierzałam ją przeczytać tylko dlatego, że nazwisko pisarza brzmiało „Murakami”. A to nazwisko jest u mnie na równi z określeniami – ukochany pisarz, geniusz, patrzenie pod innym kątem, spokój, harmonia, cudowna książka.
    Kupiłam tę książkę w ciemno. Skoro Murakami napisał coś o bieganiu, myślałam, to musi to być coś dobrego. U niego zawsze wszystko jest inne, a zarazem świetne.
    Jakie było moje zdziwienie, gdy trafiłam na prawdziwy pamiętnik pisarza! Pisał o sobie, pisarstwie, swojej pierwszej książce, o tym jak ją napisał i co czuł wtedy, i oczywiście pisał o bieganiu. Ale w tak wspaniały sposób, że chciało się ubrać adidasy i iść do parku :)

    Świetna książka! :D

    Pozdrawiam!

    Lubię

  2. @Aria: Ja do tej książki podchodziłam, oglądałam, wertowałam, po czym odkładałam z powrotem na regał. Na później, na tzw. ‚może kiedyś’. Aż nadszedł pewien dzień, coś się w życiu moim wydarzyło, że zawitałam do księgarni, za książkę chwyciłam i wróciła ze mną do domu;) Kolejna po „Norwegian Wood” książka Murakamiego, która coś w moim postrzeganiu świata zmieniła i dołączyła do wąskiego grona ‚tych najważniejszych’.

    Tak, ma się ochotę pobiegać. Albo chociaż na basen wybrać;)

    Lubię

  3. Podobała mi się chociaż tak jak piszesz to nie jest żadne wybitne dzieło, ale przyjemnie się czyta. Nawet przyznam się , że pod wpływam tej lektury zaczęłam biegać, ale szybko skończyłam jak na drugi dzień miałam takie zakwasy, że z łóżka wstać nie potrafiłam ;)

    Teraz czekam na „1Q84” Murakamiego szkoda , że dopiero pod koniec października wejdzie do księgarni.

    Pozdrawiam :)

    Lubię

  4. @Sara: Do października szybko zleci, zobaczysz;) A zakwasy, cóż, rzecz normalna, gdy się długo sportu nie uprawia, jednak wystarczy przecierpieć je przez kilka dni i znikają jak ręką odjął. Później uprawianie sportu to czysta przyjemność.

    Pozdrawiam również!:)

    Lubię

  5. @Balianna: Specyficzna? Nie zgodziłabym się. Specyficzna, jeśli chodzi o twórczość, bo to nie powieść a pamiętnik, ale pod względem języka – jak najbardziej wpisuje się w (że tak powiem) standard. Więc równie dobrze można zacząć od niej, nie zdradza fabuły żadnej z powieści (jak to czyni, dla przykładu, Jay Rubin w swojej książce „Haruki Murakami i muzyka słów”), nie popsuje zatem zabawy podczas odkrywania kolejnych jego dzieł.

    Pozdrawiam!:)

    Lubię

  6. Hm, można rzec (chyba bez przesady), że całe pisarstwo Murakamiego jest specyficzne xD””

    Przypływu pieniędzy nie ma(m), toteż od dłuższego czasu tylko „oglądam” tę książkę i nie napiszę nic konstruktywnego poza tym, że interesujące spostrzeżenia odnalazłam w Twojej recenzji xD

    Pozdrawiam!^^

    Lubię

  7. @Luiza: Tak, pisarstwo Murakamiego jest specyficzne. Inne. Niby proste i nieciekawe, a jednak dające się porwać. Jeśli porwie raz, człowiek wracał będzie do niego wielokrotnie.

    Pozdrawiam i ja! Dobrej nocy, w sumie;)

    Lubię

  8. @Meow: Dość osobliwa forma reklamy i normalnie to, jako że i tak trafiła do spamu, z marszu bym ją usunęła. Link bez komentarza i nie na temat to spam, jakby nie patrzeć, jednak – jako że chodzi o Yumi – wyjątkowo go zaakceptuję. Yumi jest przesłodka:)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s