„Miyoko” Yoshifumiego Tsuboty i spotkanie z reżyserem na FFiS Dwa Brzegi 2010

Właściwie był to dla mnie główny, decydujący bodziec, by pojawić się na 4. edycji Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym. „Miyoko” (oryg. „Miyoko Asagaya Kibun”, Japonia 2009), pełnometrażowy debiut Yoshifumiego Tsuboty, odkryty tego roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Rotterdamie, w Polsce mający swoją premierę. Nie zawiodłam się. Poniżej o japońskich akcentach Dwóch Brzegów.

Utrzymanie się z twórczości artystycznej to niezwykły wyczyn” („Miyoko”)

Film Yoshifumiego Tsuboty wyświetlony został w ramach nowego cyklu FAK OFF, czyli Filmowej Antologii Komiksu Offowego. Ideą cyklu było pokazanie, jak dalece niepozorna forma komiksu, zwłaszcza komiksu niszowego, jest w stanie wpłynąć na twórcę, reżysera. Tsubota poszedł o krok dalej. Nie tylko dokonał adaptacji mangi Shinichiego Abe, ale i postarał się sportretować życie samego artysty, schizofrenika, który w miarę tworzenia zatracał granicę pomiędzy rzeczywistością a rysowanymi przez siebie historiami.

Abe tworzył w latach 70., Miyoko zaś była jego przyjaciółką, muzą, później żoną. Czy on ją kochał? Trudno to jednoznacznie stwierdzić, gdyż wielokrotnie powtarzał, iż nienawidzi ludzi i to nienawiść nadaje sens jego życiu. Nie miał też oporów, by ją zdradzać. Czy ona go kochała? Chyba bardziej ceniła w nim artystę, a jednocześnie, w miarę pogłębiania się choroby Abe, dostrzegała możliwość odkrywania przy nim swojej kobiecości – w tym i seksualności. On miał obsesję na jej punkcie, ona wykorzystywała jego słabość (zarówno fizyczną, jak i psychiczną). Prawdopodobnie wolałaby związać się z jego przyjacielem, pisarzem. Tym samym, który zwrócił mu uwagę na surrealizm. Abe nie tworzył z wyobraźni. Robił mnóstwo zdjęć, które później przerysowywał. Innymi słowy, przetwarzał na kadry komiksu otaczającą go rzeczywistość, tworzył coś na kształt pamiętnika, w którym zamiast słów były rysunki. Inspiracją była nie tylko Miyoko, ale i znajomi. Każda, nawet najbardziej bolesna czy brutalna scena, miała swoje źródło w rzeczywistym świecie. Ten typ twórczości nazwać można romantyczną pornografią, jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmi.

Całkowicie uzależniłem się od Miyoko, przez co straciłem naszą miłość” („Miyoko”)

„Miyoko” Yoshifumiego Tsuboty jest filmem niezwykle plastycznym. Subtelnie łączy rożne techniki, sceny z żywymi aktorami przechodzą w barwne kadry komiksu i odwrotnie, rzeczywistość spływa na arkusz papieru, by wyłonić się z niego raz jeszcze, w formie już przetworzonej. Im bardziej pogłębia się choroba głównego bohatera, tym bardziej świat rysunku i świat ludzi żywych zlewają się ze sobą, przenikają nawzajem, tworząc jeden twór. Reżyser zaprosił na plan samego Shinichiego Abe – artysta pojawia się w ostatnich minutach filmu, już po napisach, warto więc obejrzeć film do końca, takiego zupełnego.

Spotkanie z Yoshifumim Tsubotą w Cafe Kocham Kino odbyło się zaraz po projekcji i przyjęło formę swobodnej niemal pogawędki. Reżyser zdradził, że pracuje obecnie nad dwoma kolejnymi projektami, z których jeden to kryminał inspirowany autentycznymi wydarzeniami relacjonowanymi w prasie codziennej, drugi natomiast opowiadać ma o niewidomym zbieraczu muszel. Przyznam, iż ten drugi obraz budzi we mnie większą ciekawość. Yoshifumi Tsubota wywodzi się z nurtu kina niezależnego. Jako twórców, którzy mieli na niego jakikolwiek wpływ, byli inspiracją dla niego tudzież budzili fascynację, reżyser wymienia Jonasa Mekasa, Davida Lyncha, Seijuna Suzukiego czy choćby Akirę Kurosawę. Zwraca uwagę na komiks, owszem, ale raczej ten offowy (czego wyrazem jest „Miyoko”), interesują go natomiast sylwetki twórców niesłusznie zapomnianych, jak właśnie Shinichi Abe, dzieła autobiograficzne, pamiętniki, w których artysta staje się kimś więcej niż autorem swoich prac. Tsubota nie boi się zahaczającej niekiedy o pornografię erotyki, fizyczności. Dostrzec to można w „Miyoko”. Sceny takie, choć w filmie częste, nie budzą jednak zgorszenia, a idealnie współgrają z całością, dopełniając obrazu szalonego, chorego artysty. Przyznam, iż chyba tylko raz musiałam zakryć oczy mojej sześciolatce (choć stawiała opór w postaci śmiechu), a i sam reżyser wyjawił, że na premierę zabrał swoją trzyletnią córeczkę. Jeśli odpowiednio ukazać nagość, staje się ona naturalnym uzupełnieniem obrazu, niemal formą sztuki, myślę sobie. Yoshifumi Tsubota zrobił na mnie wrażenie, pozytywne, i z pewnością wyglądać będę kolejnych jego dzieł.

3 thoughts on “„Miyoko” Yoshifumiego Tsuboty i spotkanie z reżyserem na FFiS Dwa Brzegi 2010

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s