Samuraj francusko-belgijski

O samym magazynie wydawnictwa Egmont pisać nie będę, no, może w niewielkim skrócie – „Fantasy Komiks” to nowy tytuł na rynku (właśnie ukazał się tom trzeci), reklamowany przez wydawców jako antologia komiksu fantasy. Co miesiąc ukazywać się ma nowy tom, a w nim trzy pełne albumy francuskojęzycznych twórców. Aktualnie biblioteczka moja dysponuje numerami dwoma, dokładniej zaś numerem drugim i trzecim (na czwarty czekam do lipca), a co w nich interesuje mnie najbardziej, to konkretna historia, którą chciałabym tutaj przedstawić. Mowa o „Samuraju” duetu Di Giorgio i Genêt.

Jean-Francois Di Giorgio jest znanym francuskim autorem scenariuszy – sam nawet wykłada sztukę ich pisania w Centrum Belgijskim w Brukseli. Belgijski rysownik Frédéric Genêt  był jego uczniem. Razem podjęli się współpracy nad prezentowaną tu serią „Samuraj” (sugerując się datą podaną w komiksie, seria jest z roku 2005). Efekt? Ciekawy. Ale ducha japońskiego to w nim nie ma.

Historia rozgrywa się w feudalnej Japonii, pełnej nie tylko samurajów, ale i magii. Możnowładca Akuma znajduje grobowiec Trzynastego Wróżbity, w którym schowana jest potężna broń – broń, dzięki której będzie mógł sięgnąć po władzę cesarską. Szesnaście lat później mistrz miecza, Takeo, opuszcza klasztor, w którym przed dziesięciu laty zostawił go brat. Pragnie dowiedzieć się, dlaczego tak się stało, jakie tajemnice wiążą się z jego osobą. Towarzyszy mu mnich Shiro (lub też na takiego się kształcący, trudno mi jednoznacznie stwierdzić). Wędrówkę na Bezimienną Wyspę przerywa im spotkanie z małą Natsumi i jej opiekunką Kinu. Natsumi rozwiązuje pewną łamigłówkę, Serce Wróżbity, i od tej pory grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony klanu Akuma. Takeo podejmuje się opieki nad dziewczynką, a co za tym idzie, wplątuje się w walkę o władzę w kraju.

Fabuła nie jest jakaś rewelacyjna, wiem, mimo to autorom udało się zwrócić moją uwagę i wciągnąć  w wykreowany przez siebie świat. Jak już powiedziałam, mimo że historia rozgrywa się w Japonii, ducha japońskiego w niej brak. Czytając, miałam nieodparte wrażenie, że przedstawiane wydarzenia mogłyby rozgrywać się w dowolnym miejscu, niekoniecznie na wyspach, a i bohaterowie mogliby być innej nacji. Postacie mają rysy zaledwie zbliżone do japońskich – nie widziałam, by Japonki czy Koreanki miały tak obfite biusty i kształtne biodra, o pełnych ustach nie wspominając. Wyliczając dalej, gryzły mnie nieco ilustracje przedstawiające wnętrza – niby były to pokoje, a brakowało w nich mat tatami, zaś postacie bezpardonowo przechadzały się po nich w obuwiu. Co do ubioru, nie wnikając głębiej, przyczepię się do kobiecego – kimono przypomina bardziej jakąś koszulową narzutkę, a nie kimono, tak, jakby na jego uszycie zużyto minimalną ilość materiału, i gdy kobieta się w nim przechadza, widać jej zgrabne nogi niemalże do samych ud, wcięcie przy szyi jest natomiast tak głębokie, że jeszcze trochę, a odsłoni cały biust. To nie jest tak, iż czepiam się tego typu szczegółów, bo jakaś pruderyjna jestem, czy coś w tym guście, ale zwyczajnie nijak mi to pasuje do japońskiego ubioru. Myślę, iż pan Genêt bardziej mógł się postarać, dbając o wiarygodność przedstawionego świata (a świat codzienny do takiegoż należy). Zwłaszcza, iż nie jest to świat wymyślony, ale historia pewnego narodu uzupełniona o pierwiastek magiczny.

Dobrze, zatem skoro się czepiam, to po co to czytam? Otóż, mimo wyraźnych niedociągnięć (w dziedzinie faktów), „Samuraj” jest naprawdę ciekawym komiksem. Fabuła, choć deczko oklepana i przewidywalna (przynajmniej takie odnoszę wrażenie po dwóch albumach), wciąga, kreska, zwłaszcza przy wszelkich budowlach, od mostów, przez klasztory czy pałace, jest bardzo ładna (szczególnie pozytywnie odebrałam widoki z lotu ptaka), a postacie dają się lubić. Przygoda miesza się z tajemnicą, a i odrobiny humoru nie brakuje, więc jeśli ktoś lubi historie obrazkowe (zwłaszcza francuskich rysowników), naprawdę warto rzucić na tę pozycję okiem. Rzecz druga, „Samuraj” jest kolejną ciekawostką z serii Japonia oczyma obcokrajowca, a mnie interesuje, jak Kraj Kwitnącej Wiśni i jego tradycje czy też mentalność postrzegane są przez inne narody, zwłaszcza europejskie. Czy polecam? Tylko miłośnikom – komiksów, fantastyki, Japonii (konfiguracja dowolna).

______

„Samuraj”
scenariusz: Jean-Francois Di Giorgio
rysunki: Frédéric Genêt
kolory: Delphine Rieu
przeł.: Maria Mosiewicz
wyd.: Egmont, Warszawa 2010, w: „Fantasy Komiks”

4 thoughts on “Samuraj francusko-belgijski

  1. Nawet nie wiedziałam, że Egmont wydaje taki magazyn ^^”’

    Widziałam jedynie kilka rysunków (nie kobiet ^^’) i muszę powiedzieć, że… podoba mi się kreska xD Co prawda, z jednej strony jest bardzo amerykańska (przypomina np. Lobo), a z drugiej zbliżona do choćby „Akiry” (mam na myśli anime, nie mangę).

    Odnośnie bohaterów – z tego, co piszesz, mogę wnioskować, że autorzy za wiele się naoglądali anime/naczytali (naoglądali) mang ; ) Kobiety/dziewczyny prezentowane w większości anime (mang) właśnie tak wyglądają – kuse ubranka, wielkie biusty itp. ; )

    Swoją drogą, nawet Bagiński pod wpływem m.in. japońskiej animacji zabrał się za tworzenie swoich rewelacyjnych filmów krótkometrażowych, więc kto wie, kto wie ; )

    Tak na marginesie – w Polsce kiedyś było sporo ludzi, którzy próbowali swoich sił, rysując komiksy zanurzone w azjatyckim świecie. Teraz już ich chyba nie ma (albo jest niewielu) – a szkoda, bo było to niezwykle interesujące.

    Lubię

  2. @Luiza: Przyznam, nie zwróciłam nigdy uwagi na inspiracje Bagińskiego – trzeba nadrobić;)

    Co do „Samuraja”, rysunki rzeczywiście są dobre. O ile w mangach (bynajmniej niektórych) krągłości bohaterek mi nie przeszkadzają, o tyle tutaj bardzo – skoro autorzy trzymali się „realistycznej” kreski przy bohaterach męskich, mimice postaci, budowlach czy pejzażach, to dlaczego wyolbrzymili sylwetki kobiece? Mnie to mierzi. I jeszcze te drobne potknięcia pozostałe (w „japonkach” na środku pokoju?! sic!).

    Przyznam, iż nie pamiętam takich Azją inspirowanych komiksów polskich – z tej prostej przyczyny, iż głównie pociągał mnie komiks francuski właśnie („Thorgal” dla przykładu), a z polskich to zachwycałam się pomysłami i kreską Tadeusza Baranowskiego;) Jeśli pamiętasz jakieś tytuły, chętnie się z nimi zapoznam. ^^

    Lubię

  3. Bagiński kilka razy w różnych wywiadach mówił o inspiracji m&a, a w szczególności właśnie „Akirą” (nie wiem, czy widziałaś/czytałaś – dla jedynych genialne anime/manga, dla innych totalne nieporozumienie).

    Jedyne, co mi przychodzi na myśl, to… fanserwis (fan service) xDD””
    A to, że w butach po pokoju paradują, to być może wynik tego, że nie chce się im dokładać przypisów (bo dla wielu to jednak nie jest czytelne^^”’).

    „Thorgal” to klasyka xD

    To nie były komiksy wydawane na szerszą skalę, ale fanowskie (chociaż nie wiem, czy JPF nie miało wydać kiedyś jakiegoś komiksu wzorowanego na mandze…) – zamieszczane albo w gazetkach powielanych na ksero, albo w inny pokrętny sposób rozprowadzane ; ) I dlatego tak mnie to zastanawia, że teraz są coraz większe możliwości, by promować swoją twórczość – choćby zamieścić w Internecie, na blogu – a jakoś nie ma, nie widać… Szkoda.

    Lubię

  4. @Luiza: „Akirę” znam w wersji animowanej, nigdy nie byłam jego wielką fanką, stąd po mangę nie sięgnęłam (nie wpadła mi samoczynnie w łapki). Z dzieł Katsuhiro Ōtomo bardziej ciekawi mnie „Dōmu” – na polski rynek się pewnie nie doczekam, zostanie mi sięgnąć po wersję angielską (a korci nieprzerwanie od lat… łojej, właśnie policzyłam, że 14-tu^^’).

    Możliwości rzeczywiście są. Choćby konkurs Japan Fest albo wydawnictwo Kasen, które promuje komiksy polskich twórców (ale wzorowane na mangach).

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s