Rzecz o kocie, rzecz o człowieku [„Jestem kotem” Sōsekiego Natsume]

jestem_kotemW roku 1904, na prośbę Kyoshiego Takahamy, pisarza i redaktora pisma literackiego „Hototogisu”, Sōseki (oficjalny pseudonim pisarza) napisał krótkie opowiadanie pt. „Jestem kotem”. Kyoshi, przeczytawszy je, wyraził się o nim, iż nie jest zbyt dobre, podał kilka powodów, które Sōseki, owszem, wziął sobie do serca, jednakże po latach nie mógł ich sobie przypomnieć. Grunt, że uznał, iż są to powody sensowne i uzasadnione i opowiadanie poprawił. W rok później ukazało się na łamach pisma. Jakkolwiek autor nie planował żadnej kontynuacji, opowiadanie tak się spodobało czytelnikom, że regularnie dopisywać trzeba było części kolejne. W tomiku, który trzymam w ręku, opowiadań jest w sumie jedenaście. Jako że wszystkie dzieją się w tym samym miejscu – w domu profesora Kushamiego lub też w okolicy, a i bohaterowie są ci sami, ze zbiorku opowiadań wyszła całkiem zgrabna powieść. Pierwsza japońska powieść satyryczna.

Opisywanie pokrótce fabuły, myślę sobie, nie ma sensu – ani nie wyodrębnię z powieści tejże wątku głównego, ani wątków pobocznych. Zastanawiam się nawet, czy może być tutaj mowa o jakimkolwiek wątku? Wątek wymaga jakoby kontynuacji, a czegoś takiego zwyczajnie tutaj brak. Każde bowiem opowiadanie (nazywane tu rozdziałem) czytać można osobno, w dowolnej konfiguracji – owszem, pewne informacje się przeplatają, do pewnych elementów jest nawiązanie, ale, jak już wspomniałam, wątki ciągłe nie istnieją i przeczytanie np. tylko rozdziału pierwszego czy też tylko, dajmy na to, piątego, w pełni czytelnika usatysfakcjonuje, gdyż stanowić będzie zamkniętą całość. Problem w tym, że myśli zawarte w opowiadaniach są tak celne, błyskotliwe i często zabawne, że jedno opowiadanie czytelnikowi nie starcza, chce więcej, więc pochłania wszystkich jedenaście.

Jestem kotem. Imienia jeszcze nie mam. Nawet nie wiem, gdzie się urodziłem. Pamiętam tylko, jak zacząłem miauczeć w jakimś ciemnym i wilgotnym kącie. Tam też po raz pierwszy zobaczyłem człowieka. (str. 5)

Narratorem powieści Sōseki uczynił kota. Kota japońskiego, w pełni świadomego swojej japońskości. Kot zamieszkał w domu profesora Kushamiego, nauczyciela języka angielskiego, ubogiego inteligenta, który całe dnie najchętniej spędza w swej bibliotece, a do domu co chwila znosi nowe książki. Książki mądre, niemal samych zachodnich klasyków. Tak zwaną codziennością i sprawami przyziemnymi się nie przejmuje, ignoruje je, podobnie jak swoją żonę i trzy córki – stanowią one dla niego świat obcy, niezrozumiały. Gdy ma ochotę żonie dokuczyć, czyta jej owych klasyków lub wplata do rozmowy języki obce. Prawdziwy złośliwiec, rzec by można, osoba gburowata, nieprzyjemna i trudna. Dla kota stanowi jednak wspaniały obiekt do obserwacji. Nie żeby kot jakoś człowieka swego uwielbiał (tak, człowieka, nie pana, wszak koty nie przyjmują niczyjego zwierzchnictwa), kot jedynie przygląda się ludzkiej dziwaczności, niepraktyczności czy zbędności niektórych zachowań. Ale nie tylko gospodarz dostarcza kotu rozrywki. Jest jeszcze były uczeń profesora, Mizushima Kangetsu, zgłębiający naukowo tak osobliwe tematy, jak mechanika wieszania, jest Meitei, znawca sztuki i lekkoduch, który tym więcej kłamie, im więcej mu się przysłuchiwać, jest młody literat Ochi Tōfū, piszący nagminnie wiersze w nowym stylu, mnich zen zamęczający wszystkich swą niezrozumiałą filozofią, Yagi Dokusen, na wskroś nowoczesny i nastawiony na pieniądze handlowiec Suzuki Tōjūrō, a także biznesmen Kaneda i jego okropna, lubująca się w intrygach żona – cała plejada barwnych postaci, z których rozmów i zachowań wyłania się obraz epoki Meiji (1868-1912).

W powieści swej Sōseki krytykuje zachowanie japońskiego społeczeństwa, zwłaszcza inteligencji, która przyjmowała bezmyślnie wszystko, co przybyło z Zachodu – sposób myślenia, postępowania, ubierania się, normy moralne, wzorce relacji międzyludzkich. W krytyce tej nie oszczędza nawet opiewanego przez wszystkich ducha Yamato, wynoszącego Japonię ponad inne państwa. Wielce interesująca wydała mi się, pozornie chaotyczna i błaha, rozmowa kilku bohaterów na temat upadku autorytetu i na temat indywidualizmu, tak bardzo podkreślanemu przez ludzi z Zachodu, indywidualizmu, który w konsekwencji oddala ludzi od siebie i wprowadza niemożność porozumienia.

Oprócz jednak satyry na japońskie społeczeństwo, „Jestem kotem” jest również opowieścią o kocie, a właściwie, szerzej, o kotach i ich świecie. Bezimienny kot-narrator przechadza się po domu i okolicy, utrzymuje zdystansowane, typowo kocie kontakty z innymi osobnikami swej rasy, podkochuje się (ale tylko platonicznie) w pewnej ślicznej kotce z dobrego domu, Mikeko, łukiem szerokim omija Kuro, zawadiackiego kota okolicznego rikszarza, opisuje swą aktywność fizyczną (wszak cała Japonia oszalała na punkcie sportu), zagląda do łaźni, a nawet podkrada noworoczne mochi, z czystej ciekawości, jak smakują, i wyciąga z tej przygody nieprzyjemne wnioski. Przedstawiony świat koci wciąga i bawi nie mniej, niż świat ludzi.

Nie mam najmniejszego zamiaru wyśmiewać się z żądzy zwierzęcej i szaleńczych igraszek kotek i kotów, które z sercem w niebiosach jedną noc wiosenną cenią bardziej, niż tysiące sztuk złota. Lecz jeśli o mnie chodzi, żadne pokusy nie potrafią rozbudzić w mym sercu tego rodzaju uczucia. Jedynym moim pragnieniem jest wypoczynek. Nie można przecież kochać, kiedy tak bardzo chce się spać. (str. 181)

„Jestem kotem” czytało się trudno, przyznam, nie dało się pochłonąć tej powieści za jednym razem, należy ona bowiem do gatunku tych, nad którymi trzeba trochę (a czasami nawet dłużej) pomyśleć, przemyśleć czytane zdania wielokrotnie, zastanowić się. Jest to jednak lektura wciągająca, z jednej strony bawiąca anegdotkami z życia ludzi i kotów, z drugiej zaś, będąca obrazem pewnej epoki. Z pewnością warto po nią sięgnąć.

______

„Jestem kotem”
oryg. Wagahai wa neko de aru
autor: Sōseki Natsume
przekład i nota biograficzna: Mikołaj Melanowicz
wyd.: Książka i Wiedza, Warszawa 1977

3 thoughts on “Rzecz o kocie, rzecz o człowieku [„Jestem kotem” Sōsekiego Natsume]

  1. Mam tę książkę na półce, ale przyznam się bez bicia, nie wciągnęła mnie , odłożyłam ją na bok po kilkudziesięciu stronach.
    może po takiej swietnej recenzji czas do niej powrócić?

    Lubię

  2. @Tunviel: jakkolwiek trudno mi się ją czytało, w ostateczności też umieściłabym ją na liście książek ulubionych. Z pewnością z czasem sięgnę po nią raz jeszcze:)

    @Molla: początkowo książka nie wciąga, rzeczywiście, ale z całą pewnością warto przez ten toporny nieco początek przebrnąć, by móc cieszyć się treścią dalszą. A tym bardziej książka bawi, im bardziej interesują czytelnika zmiany, jakie w społeczeństwie zachodzą.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s