Dni Japońskie, Łódź 2010 (Yakumo-goto)

W miniony weekend, w dniach 24-25 kwietnia, odbyły się w Łodzi, zorganizowane przez Klub Yakumo-goto pod patronatem Ambasady Japonii w Polsce, Dni Japońskie. Przeglądając program tychże dni, miałam ochotę wziąć udział we wszystkich oferowanych prelekcjach, pokazach czy warsztatach, jednakże z przyczyn ode mnie niezależnych, tzw. siła wyższa, udział sobotni musiałam wykluczyć. Została jednak niedziela i, heh, jakaż to była niedziela!:)

Wykład dr Juliusza Piwowarskiego, „Droga do modern bushido”, odpuściłam sobie częściowo – albo inaczej, częściowo tegoż wykładu posłuchałam. Częściowo nie dlatego, iż był nudny, ale dlatego, iż był zbyt trudny do zrozumienia dla mojej sześcioletniej Pchełki, a zabierając ją, muszę i o niej myśleć. Z tego jednak, co zdążyłam wysłuchać, wykład rzeczywiście był nieco zbyt naukowy, zbyt ciężki, jak na tego typu imprezę – bardziej pasowałby do konferencji z udziałem fachowców, tam byłby jak najbardziej na miejscu i jak najbardziej przykułby uwagę większości uczestników. Tutaj, no cóż.

W czasie, gdy inni wysłuchiwali wykładu, ja zwiedziłam trzy wystawy towarzyszące Dniom Japońskim: wystawa kimon („Wiosna, lato, jesień, zima… kimono”), która nazwą swą (nie wiem, czy był to efekt zamierzony, czy zupełny przypadek) przywodziła mi na myśl film koreańskiego reżysera Ki-duk Kima „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna”, wystawa mieczy („Od głowni do miecza”), umieszczona w trzech gablotkach, i wystawa origami („Bóstwa japońskie i smoki”) – ta wyjątkowo zwróciła uwagę Pchełki, która poświęciła na jej sfotografowanie niemałą część pamięci aparatu. Przyznać muszę, iż siedmiu bogów szczęścia w wersji origami naprawdę robiło wrażenie. Poza trzema wystawami w salce podziwiać można było również obrazy olejne pani Ewy Fukuoka.

Pokaz sztuk walki aikido, pod kierownictwem Dariusza Skowrońskiego, wprowadził atmosferę luźniejszą, można powiedzieć swojską, i po twarzach uczestników widać było, iż dobrze się bawią, słuchając wyjaśnień prowadzącego i obserwując walczących uczestników. Słowo walczący jest tu drobnym nadużyciem, zdaję sobie z tego sprawę, bardziej chodziło tu o prezentację kroków, ruchów, ogólnych informacji o aikido – jak się wyraził sensei Skowroński, sztuce nie walki, a obrony.

Koncert na yakumogoto, (tutaj) dwustrunowym instrumencie zbliżonym do cytry, był wydarzeniem i przeżyciem szczególnym. Pani Nina Fukuoka wykonała trzy utwory, skomponowane przez Kotonushi’ego Nakayama, w tym jeden utwór wokalno-instrumentalny „Isuzu-gawa”. Po odpowiedzeniu na szereg pytań ze strony publiczności, zgodziła się na bis, wykonując utwór czwarty. Cóż to jednak są cztery utwory, gdy słuchać chciałoby się godzinami?

Na warsztaty klasycznego masażu japońskiego shiatsu, z racji pozostania wraz z kilkoma innymi uczestnikami koncertu przy pani Fukuoka i dalszego słuchania o koto, zjawiłam się z pewnym opóźnieniem, nie brałam w nich zatem czynnego udziału, ograniczając się do roli widza. Prowadząca je pani Barbara Całka-Lisek powoli i dokładnie tłumaczyła, co i jak należy robić, jakie ruchy i z jakim naciskiem wykonywać – nic, tylko dokładnie słuchać i spróbować powtórzyć w domu (Pchełka już się pisze do roli osoby masowanej^^).

I kolejny punkt programu, czyli pokaz pani Shoko Yoshida-Kulpińskiej z firmy Kuroneko „Jak przygotować smaczne sushi”. Powiem krótko, w czasie pokazu niejednemu uczestnikowi burczało w brzuchu, a ślinka ciekła na widok pyszności. Co mi się strasznie podobało, to profesjonalne podejście prowadzącej, która nie tylko prezentowała, ale i dokładnie opowiadała, jak owo sushi spreparować, zdradzając drobne sekrety odnośnie doboru składników, czasu gotowania czy choćby rozpoznawania dobrze zrobionego sushi. Po pokazie, oczywiście, degustacja – rzecz, na którą czekali chyba wszyscy. Smakowite kuleczki ryżu w kieszonce ze smażonego tofu (inari zushi) plus trzy różne rodzaje maki, a do tego możliwość poczęstowania się zieloną herbatą. Mniam!

Na koniec obejrzałam performance pani Ireny Lipińskiej: taniec butoh „Hydrohypno”. Nie powiem, bym była zachwycona, nawet nie umiem dokładnie powiedzieć, o czym to przedstawienie było. Przyznam jednak, iż ani znawcą, ani miłośnikiem tańca butoh nie jestem, oddałabym zatem chętnie głos komuś, kto jest w temacie.

To tyle. Dni Japońskie dobiegły końca, zostaje mi zatem uważnie śledzić poczynania Klubu Yakumo-goto i mieć nadzieję, iż niedługo znów coś zorganizują. Zainteresowanych zapraszam na ich stronę internetową, gdzie znaleźć można szereg informacji odnośnie historii powstania koto i pochodzenia utworów na niego spisanych, jak również odnośnie powstania i działalności samego klubu.

4 thoughts on “Dni Japońskie, Łódź 2010 (Yakumo-goto)

  1. shiatsu bardzo dobre, polecam i wiem:)
    ten nieznany taniec by mnie zainteresował,
    poza tym przyjemnie dowiadywać się tu u Ciebie o świecie mi prawie wcale nieznanym, dzięki

    Lubię

  2. Mollu, a u mnie właśnie odwrotnie, w niedzielę się za Tobą rozglądałam, a w sobotę być nie mogłam. Następnym razem zmówimy się chyba przez telefon;) Serdeczne życzenia dla Twojej Pchełki!:)

    Signe, pewnie się na shiatsu kiedyś skuszę, wyglądało to rzeczywiście odprężająco. Dziękuję za miłe słowa:)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s