„Japonia. Od tropików Okinawy po zabytki Kioto”

autor: Anna i Marcin Szymczakowie
wyd.: terraQuest, Warszawa 2007

Pewnego letniego popołudnia kolega przyniósł mi w plecaku niemały zbiór albumów pełnych przepięknych zdjęć z Japonii. Przyniósł je do parku i tam, na ławce przy fontannie, na długi czas przepadłam w barwnym świecie fotografii. Mankament był jeden – kolega nie zawsze pamiętał, co zdjęcia przedstawiają, a że ja strasznie dociekliwa jestem, to mi owych wyjaśnień brakowało.

Identycznie rzecz ma się w przypadku książki państwa Szymczaków. Album przeglądałoby mi się o niebo lepiej, gdyby zdjęcia opatrzone zostały stosownym opisem. Bo o ile jeden, ogólny opis w stosunku do zespołu budowli czy szlaku górskiego wystarczy, o tyle zdjęcia poszczególnych fragmentów owych budowli tudzież roślin domagają się wręcz opisu konkretniejszego. Wówczas lektura takiego albumu byłaby nie tylko wizualną ucztą, ale i wzbogacałaby znacznie wiedzę czytelnika.

Pomijając jednak kwestię opisów, album prezentuje się naprawdę imponująco. Zawiera ponad czterysta stron barwnych fotografii, całość zaś podzielona została na tematyczne rozdziały. Podróż swą rozpoczynamy na należącej do Archipelagu Riukiu Okinawie, gdzie zwiedzamy królewską rezydencję władców Riukiu, Shuri, oraz największy Park Oceaniczny na świecie, później poznajemy rafy wyspy Zamami, wulkany na Kiusiu w Parku Narodowym Kirishima, by za chwilę przenieść się na Honsiu, do Hiroszimy, a następnie do Kurashiki, które niegdyś było wioską magazynów, a obecnie pełne jest maleńkich sklepików i kawiarenek. W międzyczasie zachwycamy się świętą wyspa Miyajima i odczuwamy głód, przyglądając się zdjęciom z targu rybnego w Shimonoseki. Dalej wyruszamy w Alpy Japońskie, poczynając od prowincji Hida, gdzie czas jakby się zatrzymał, zdobywamy szczyt Hotoka-Dake, podziwiamy śnieżną dolinę Daisekei, nocujemy pod szczytem Shiroumy, docieramy ostatecznie do doliny Hakuby, gdzie kończy się nasza przygoda z Alpami. Następnie zwiedzamy Nikko, Tokio, Kamakurę, Kioto, Narę i, rzecz jasna, odbywamy wspinaczkę na Fuji. Sporo tego, prawda? A to przecież nie wszystko, co nam autorzy serwują.

Przy każdym rozdziale znajduje się niewielka mapka, dość pomocna w odbywaniu tej fotograficznej podroży po wyspach. Zastrzeżenie mam natomiast do samych tekstów, wprowadzających w poszczególne rozdziały – zdaje się, że nikt nie zweryfikował ich językowo, może nawet nie tyle stylistycznie, co pod względem interpunkcji. Może się czepiam, ale mi naprawdę źle się czyta, gdy brakuje przecinków. Jest to jednak usterka drobna i mam nadzieje, iż przy następnym wydaniu zostanie poprawiona. Szkoda, by dobry album cierpiał przez taką błahostkę. Bo że album jest dobry, nie ulega wątpliwościom.

W kilku zdaniach wspomnę jeszcze może o samych autorach. Zarówno pani Anna, jak i pan Marcin skończyli Geografię na Uniwersytecie Warszawskim. W życiu codziennym wykonują swoje zawody wyuczone, odrywając się zaś od tej codzienności, organizują wyprawy w przeróżne zakątki ziemi. Swą podróżniczo-fotograficzną pasję pielęgnują od czasów studenckich, przed dwoma laty zaś dołączyła do ich duetu osóbka trzecia, córeczka Iga. Jak widać, nie uważają, iż przyjście na świat dziecka przekreśla podróże (te na krawędzi pozytywnego szaleństwa, nie mówię tu o grzecznych i bezpiecznych wyjazdach do kurortów z nianią jako elementem podstawowym), i za to ich cenię.

By obejrzeć kilka zdjęć z omawianego albumu, zapraszam na portal Koniec Świata, o wyprawach państwa Szymczaków dowiedzieć można się z ich strony Fotografia Podróżnicza, zaś o wyprawie do Omanu z półroczną Igą przeczytać można na Portalu Małego Podróżnika. Gorąco zachęcam!:)

5 thoughts on “„Japonia. Od tropików Okinawy po zabytki Kioto”

  1. Tunviel, czemu znudził? Chętnie posłucham opinii przeciwnej. Bo mnie się album podobał. Wiem, nie skupiał się na ludziach i świecie z nimi związanym, bardziej był to album przyrodniczy, ale mimo wszystko mnie zainteresował. Choć, jak już wspomniałam, brakowało mi opisów.

    Lubię

  2. Znudził w tym sensie, że podobne obrazy widziałam już dziesiątki razy wcześniej. Może gdyby był jakiś ciekawy opis, spojrzałabym na te zdjęcia innym okiem. A tak był to dla mnie kolejny zbiór w sumie dobrze znanych pocztówek… Zajrzę do niego raz jeszcze – może z czasem przyjdzie inna refleksja. :)

    Lubię

  3. U mojego kolegi album ten leży w szafie. Powiedział, że kupił go po to, by oglądając, powspominać miejsca, w których bywał. To był taki dodatek do jego własnych zdjęć;)

    Lubię

  4. Album piękny, drogi (ech, to jest cena za piękne wydania…), ale zgadzam się z tym, że brak opisów aż boli, zwłaszcza, jeśli pokazywane są fotografie miejsc nie aż tak bardzo turystycznych i oklepanych, jak np. Złoty Pawilon. Zdjęcia oczywiście piękne, chociaż w niektórych momentach kilka, czy nawet kilkanaście zdjęć niemal podobnych do siebie, które w dodatku nie kojarzą się jednoznacznie z Japonią powoduje, że robi się monotonnie i trochę nudno, np. zachody słońca, albo kwiaty – można je sfotografować wszędzie. Poza tym, znalazłam jeden błąd! :3 Mianowicie w zdjęciach bodajże z Miyajimy znalazło się zdjęcie tego czegoś, co stoi przed świątyniami do obmycia rąk (kurczę, zapomniałam, jak to się nazywa xD) ze smokiem, które w rzeczywistości jest w Narze, w Nigatsu-do należącego do kompleksu Todaiji :D. Zrobiłam nawet identyczne zdjęcie! :D

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s