„Kronika ptaka nakręcacza” – Haruki Murakami

Kończę czytać, zamykam książkę i w głowie pojawia się pierwsza myśl: O, rety!, i jak ja mam to zrecenzować? Ale zaraz pojawia się myśl druga, taka mianowicie, iż recenzować niczego nie muszę. Mogę przelać tylko garść wrażeń, mogę wstawić kilka spoilerów, a i tak nikt mnie z tego nie rozliczy. Więc przelewam.

Opowieść zaczyna się, gdy z domu znika kot, zupełnie niespodziewanie. W podobny, zupełnie niespodziewany sposób, znika wkrótce Kumiko, żona głównego bohatera, narratora powieści, około trzydziestoletniego Tôru Okady. Niespodziewanie też, jakby dla odmiany, pojawiają się w życiu bohatera inne osoby. Na początku – tajemnicza, anonimowa kobieta, która uparcie podejmuje  z nim szereg erotycznych rozmów przez telefon. Następnie pojawia się May Kasahara, nastolatka z dalszego sąsiedztwa, która zapoznaje Tôru Okadę z historią domu państwa Miyawakich, nazywaną z czasem willą wisielców; Malta Kanô, zajmująca się jasnowidzeniem i tematem wody; jej siostra, Kreta Kanô, pełniąca funkcję prostytutki podświadomości; porucznik Mamiya, będący przyjacielem starego wróżbity, który właśnie zmarł, pana Hondy – porucznik opowiada historię tajnej operacji w Mandżurii z roku 1937 oraz o ponownym spotkaniu, tym razem w obozie na Syberii, z Borysem Oprawcą; poza nimi w życiu naszego bohatera pojawi się jeszcze dziwna projektantka, Gałka Akasaka, oraz jej dorosły, niebywale zdolny syn, Cynamon, który w dzieciństwie był świadkiem dziwnej sceny i od tego czasu się nie odzywa. Ona opowie Tôru o masakrze w zoo w Sinjing z roku 1945, którą widziała, choć jej tam fizycznie nie było, Cynamon natomiast pomoże mu w sprawie studni. Bo studnia, trzeba tu zaznaczyć, jest bardzo ważna.

Z pobliskiego zagajnika dobiegał głos ptaka, monotonny i przenikliwy, jak zgrzyt śruby służącej do nakręcania czegoś. Nazywaliśmy go ptakiem nakręcaczem. Kumiko tak go nazwała. Nie wiedzieliśmy, jak się naprawdę nazywał. Nie wiedzieliśmy też, jak wygląda, choć przylatywał co dzień do tego zagajnika i nakręcał sprężynę naszego spokojnego świata.” (str. 13)

Tak, ptak też jest bardzo ważny, tak bardzo jak studnia, albo i bardziej. Nikt go nie widzi, ptak prawdopodobnie nawet nie istnieje, a przynajmniej nie w tym świecie i nie dla wszystkich. Słyszy go Tôru, słyszała Kumiko. Słyszał go pewien młody żołnierz w zoo w Sinjing, słyszał go też mały Cynamon. Ptak nie pojawiał się bez powodu.

Za każdym razem, gdy do ogródka przylatywał ptak nakręcacz i nakręcał ową sprężynę, pogłębiał się stopień zamętu na świecie.” (str. 129)

Ale Ptakiem Nakręcaczem jest też Tôru, dla May Kasahary, dla Gałki i dla Cynamona. Również dla Krety Kanô. Nowe życie, nowe ja, potrzebuje przecież nowego imienia, tak uważała Kreta.

(…) nagle uświadomiłem sobie, że mogę stąd odejść, ale nie mogę uciec. Są rzeczy, od których nie można uciec, jeśli nawet odejdzie się od nich bardzo daleko.” (str. 348)

Tôru uciec nie może, jakkolwiek dziwne staje się jego życie, jakkolwiek nierzeczywista staje się rzeczywistość, a świadomość zlewa się z podświadomością. Jak mówił wróżbita Honda, gdy jest nurt, trzeba z nim iść, gdy nurt się zatrzymuje, trzeba czekać. Jeśli człowiek przeciwstawi się nurtowi, wszystko wyschnie. Ktoś zatrzymał nurt, studnia wyschła i zniknął kot. Tôru próbuje to naprawić.

To, co ma iść w górę, idzie w górę, a to, co w dół, idzie w dół, nie opierając się nurtowi. Gdy trzeba iść na górę, należy znaleźć najwyższą wieżę i wspiąć się na sam szczyt. A gdy ktoś ma iść w dół, powinien znaleźć najgłębszą studnię i zejść na samo dno.” (str. 56)

Skończyłam czytać, temat niby zamknięty, ale gdzieś tam we mnie, w środku, krążą pytania. Czym dokładnie był pokój 208? Kim był pusty człowiek, który pomógł Tôru w hotelu? Czy Korsyka urodziła się naprawdę, czy zaistniała tylko we śnie? Kim rzeczywiście byli Gałka i Cynamon, dlaczego do końca nie zdradzili swojej tożsamości? Co zobaczył mały Cynamon? Dlaczego rany ze świata podświadomości przełożyły się na rany w świecie rzeczywistym? Na niektóre pytania znajduję mglistą odpowiedź, niektóre zaś pozostają zawieszone w próżni.

Wiem jedno, powieść napisana została w sposób mistrzowski. Powinien to zauważyć nawet ktoś, kto za prozą Murakamiego nie przepada. Powieść jest bowiem niesamowicie precyzyjnie skonstruowana, łączy wiele wątków, zupełnie różnych, odwołuje się do historii (co wymagało przygotowania, to wszak coś zupełnie innego, niż pisanie o sobie współczesnej rzeczywistości), by za chwilę wpleść ją w teraźniejszość. W „Kronice ptaka nakręcacza” Murakami fantastycznie pokazał absurdy życia codziennego, sugerując, iż granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co niemożliwe, jest w gruncie rzeczy bardzo wąska.

Skończywszy „Norwegian Wood”, włączyłam utwór Beatlesów o tymże samym tytule. Był to utwór przewodni powieści, wewnętrznie czułam, iż muszę go wysłuchać, by objąć emocjonalnie całość. W przypadku „Kroniki ptaka nakręcacza” zrobiłam to samo i teraz zasłuchuję się od kilku dobrych dni uwerturą do „Sroki złodziejki” Rossiniego (La Gazza Ladra). Tymi dźwiękami rozpoczyna się powieść i te dźwięki przewijają się przez całą historię o tajemniczym ptaku, który swoim krrk, krrk nakręca sprężynę świata. Utwór idealnie łączy się z powieścią, zaręczam. Tutaj pasuje tylko klasyka.

______

„Kronika ptaka nakręcacza”
oryg. Nejimakidori kuronikuru (1994-1995)
autor: Haruki Murakami
przeł.: Anna Zielińska-Elliott
wyd.: MUZA, Warszawa 2008

7 thoughts on “„Kronika ptaka nakręcacza” – Haruki Murakami

  1. Ta książka Murakamiego jeszcze przede mną. Już widzę, po Twojej recenzji, że to smakowity kąsek. Wielka uczta cudownych światów Murakamiego! Uwielbiam te jego dziwne światy. ;)) Chyba nadszedł czas na następną jego powieść, bo dozuję sobie te przyjemności, z racji faktu, że zostały mi do przeczytania tylko 3 powieści („Kronika…”, „Sputnik…” i „Przygoda z owcą”), które ukazały się na naszym rynku. A jak je już przeczytam, to zapragnę więcej, więc dlatego dozuję sobie pana H. :)

    Lubię

  2. W moim przypadku, matyldo, trudno mówić o dozowaniu. Po lekturze Murakamiego, zwłaszcza tak długiej, jak Kronika, chętnie sięgam po coś innego klimatycznie. Kilka książek tegoż autora pod rząd to byłoby dla mnie zbyt wiele, tak mi się czasami wydaje. A może po prostu lubię oddzielać historie w czasie i nie chciałabym, by bohaterowie powieści jednej nałożyli się na powieść drugą?;) Tak czy inaczej, Kronika rzeczywiście jest rodzajem uczty, jeśli chodzi o przedstawione przez autora światy, i polecam Ci wziąć w tejże uczcie jak najszybciej udział:)

    Pozdrawiam ciepło!

    Lubię

  3. Wybacz, że nie na temat, ale co się stało z Twoim drugim blogiem, tym na bloxie? Ach i widzę, że koleżanka zabrała się za Murakamiego. Nie radzę czytać wszystkiego jednym ciągiem, bo można nabawić się przesytu, a nawet pewnego obrzydzenia ;-)

    Lubię

  4. Witaj, Zosiu:) Bez obaw, Murakamiego ciągiem nie czytam, ja w ogóle staram się ciągiem nie czytać książek jednego pisarza, wolę je przeplatać. „Kronikę…” czytałam teraz, natomiast odnotowany w poprzednim wpisie zbiór „Blind Willow, Sleeping Woman” zaledwie poczytuję, od czasu do czasu – hurtem, zdaję sobie sprawę, byłoby za dużo.

    Odnośnie bloxa. Notatki Po Lekturze usunęłam jakoś w styczniu, bo wiedziałam, że i tak systematycznie pisać tam nie będę (z racji tego, iż najwięcej to jednak czytam książek wschodnioazjatyckich, a dla nich jest miejsce na tym tu blogu). Ktoś jednak w marcu mojego bloga pod swoim nickiem jakoś przywrócił, wklejając wszystkie wcześniej przeze mnie usunięte recenzje. Poprosiłam więc administrację bloxa o zablokowanie Notatek, z racji naruszenia praw.

    Lubię

  5. A ja podobnie wiele pytań miałam. Znalazłam na nie lepsze lub gorsze odpowiedzi, a niektóre pozostały takie mgliste…
    Może powinnam jeszcze raz sięgnąć po „Kroniki”? Na pewno wrócę do Murakamiego, ale czy do tej książki konkretnie. Zastanawia mnie czy Murakami jest dla kogoś takim autorem do którego nieustannie wraca.

    Lubię

  6. @Nevrant: Mówiąc o wracaniu, masz na myśli wracanie do jego prozy ogólnie czy wracanie do konkretnych tytułów? Posługując się moim przypadkiem odpowiem, iż tak, owszem, do Murakamiego, choć za pisarza genialnego w żadnym przypadku go nie uważam, wracam. Wracam do powieści konkretnej, do „Norwegian Wood”, jak i do twórczości ogólnie, co pewien czas sięgając po kolejne jego książki.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s