Kimi no yubisaki (2007)

reż.: Hiroshi Ishikawa

Gdziekolwiek zerknę, szukając informacji na temat filmu „Kimi no yubisaki”, napotykam to samo, jedno i jedyne zdanie, iż jest to film o dwóch 17-letnich dziewczynach, którego akcja rozgrywa się po szkole w deszczowe popołudnie. To wszystko. A szkoda, bo film, choć krótki (zaledwie 17 minut), naprawdę zasługuje na uwagę.

Bohaterkami są, jak już wcześniej wspomniałam, dwie 17-letnie dziewczyny, Makita (w tej roli Maki Horikita) oraz Fujisawa (w którą wcieliła się Meisa Kuroki). Spędzają razem popołudnie, choć od początku wyczuć można, iż nie jest to zwykłe spotkanie, trochę w nim smutku, tłumionego co chwila przez radosny uśmiech. Dziewczęta rozmawiają o rzeczach z pozoru błahych. Obserwują parę ptaków, zgadując, czy jest to para, a może rodzeństwo. Bawią się dłońmi, jakby próbując wyczuć przestrzeń między palcami. Do gry tej nawiązuje bezpośrednio tytuł [kimi no yubisaki, z jap. twój koniuszek palca] i element tej gry pojawia się raz jeszcze przy pożegnaniu, a więc jest ona dość istotna dla dziewcząt  i znaczenie jej można zrozumieć, patrząc na film z perspektywy całości.

Although you can’t see anything it feels as if there is something„.

Przegnane przez prawdopodobnie nadzorcę, biegną nad zatokę. Pośród dalszych rozmów o niebie, księżycu i morzu, rzucają mimochodem słowa cieplejsze, zdradzające uczucia, jakimi się wzajemnie darzą. Słowa te jednak szybko zbywają śmiechem, wycofują się, jakby bały się je wyjawić. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy są to uczucia przyjacielskie, czy może jednak nieco głębsze – jakiekolwiek by nie były, są piękne, ale dziewczętom brak odwagi i przez ten brak godzą się na rozstanie. To ich ostatnie wspólne popołudnie.

To pierwszy krótkometrażowy film japoński, jaki obejrzałam. Wiem jednak, iż postaram się, by nie był jedyny. Produkcje tego typu mają w sobie coś wyjątkowego. „Kimi no yubisaki” jest pełen subtelności, dyskretnych dwuznaczności, ukrytych sensów. Urzeka wspaniałą muzyką i sposobem prowadzenia kamery. Mnie zachwycił.

Jeśli ktoś chciałby obejrzeć, wcale nie musi daleko szukać. Całość znaleźć można na YouTube, podzieloną jedynie na część pierwszą i drugą. Polecam zwolennikom lekko sennych, leniwie zmieniających się kadrów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s