Dni Kultury Japonii, Łódź 2009 (OJiKJ)

W dniach 16-24.11.2009 miały w Łodzi miejsce kolejne, 27-me już Dni Kultury Japonii. Organizatorami byli, jak i w roku ubiegłym, Ośrodek Języka i Kultury Japonii im. prof. Ryochu Umedy oraz Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne plus kilka innych placówek kulturalno oświatowych. Kto ciekaw szczegółów, niech zerknie w tegoroczny program. O całości festiwalu, który tym razem odbył się pod szyldem „Świat japońskiego teatru”, wypowiadać się nie będę – niemieszkanie w takich chwilach w Łodzi skutkuje tym, że trudno pojawić się na wszystkich pokazach i prelekcjach, trzeba wybierać. Zwłaszcza, gdy dowiaduje się niemal w ostatniej chwili (to mój mały zarzut odnośnie nikłej reklamy festiwalu).

Więc wybrałam.

Zdjęcia pozwolono robić dopiero po przedstawieniu, więc jakby na jeden znak - ukłon grupy i wszystkie aparaty w ruch^^

Nie mogłam odmówić sobie obejrzenia spektaklu teatru pantomimy pana Hiroyasu Sasaki z czteroosobowym zespołem. Fantastyczna rzecz! Niebywałe, iż za pomocą gestów i muzyki oddać można tyle emocji, przekazać tkwiące w głowie aktora obrazy szerokiej publiczności i nawiązać z nią nić porozumienia, nie posługując się ani jednym słowem. Człowiek współczesny pozbawiony uczuć, zamieniający się powoli w maszynę, wykonującą codzienne, rutynowe czynności, bez wnikania w głębię, naciąganie liny, łapanie motyli, wchodzenie do rzeki bosymi stopami, człowiek zaplątany w sieci, z których wydostanie się dopiero docierając do własnego wnętrza, do źródła spokoju. Nie wiem, czy taki był przekaz pana Sasaki, ale takie właśnie obrazy nasuwały mi się do głowy podczas spektaklu.

„Chado – pokaz ceremonii herbacianej” pod nadzorem pani Yoko Aso pozostawił we mnie pewien niedosyt, czegoś mi zabrakło na płaszczyźnie organizacji. Wierzę, iż dziewczęta długo ćwiczyły do prezentacji, wierzę, iż mogły mieć tremę, ale drażnił mnie nieco ich brak skupienia podczas parzenia herbaty czy też późniejszego sprzątania czarek. Cały czas przychodziła mi na myśl dokładność dziewcząt prezentujących ceremonię podczas Dni Kultury Japonii w Biskupinie. Plusem niewątpliwym była jednak możliwość skosztowania łyka zielonej (dosłownie) herbaty. Zauważyłam przy tym, że już tak zapita jestem zieloną herbatą na co dzień, iż szczególnej jakiejś goryczy, o której mowa była, zbytnio nie poczułam, a i Pchełka moja raczej się nie krzywiła.

Emiko-san wyjaśnia, co i jak...

Z ciekawością wysłuchałam prelekcji pana Yoshimasa Mizuo „Manga i anime – działalność wydawnicza w Japonii”. Mimo iż nic nowego się nie dowiedziałam, miło było posłuchać. Z pewnością mogło zainteresować osoby, które w temacie jeszcze raczkują. Pchełka z całej prelekcji odnotowała… wielkiego Pikachu na ekranie;) I fragment animacji „Ponyo on the Cliff” (reż. Hayao Miyazaki, 2008).

„Cuda na scenie – makijaż teatralny” zainteresowało mnie szczególnie. I nie bardzo zgadzam się ze słowami prowadzącej prelekcję Izumi Yoshida – historia JEST ciekawa i o historii właśnie makijażu posłuchałabym z nieukrywaną przyjemnością. Nyo, ale może należę do mniejszości;) Interesujące, że z wykładu o makijażu gładko przeszliśmy do teatru muzycznego Takarazuka i kilku fragmentów rewii – w sumie też miło. Bo w gruncie rzeczy, czy to ważne, czy trzymamy się tematu, czy też delikatnie od niego odbiegamy? Grunt, że nadal tkwimy przy Japonii, a zebrani dobrze się bawią.

Warsztaty suibokuga i wyrób ozdób praban sobie odpuściłam. Bynajmniej nie dlatego, że uznałam je za mniej ciekawe (skądże!), ale obiecałam Pchełce warsztaty origami. A warsztaty, poprowadzone przez panią Emiko Hiraoka, wypadły ogromnie sympatycznie, co skutkowało ogromnym rogalikiem na buźce Pchełki i chęcią samodzielnego składania papierowych figurek w domu.

 

... a rezultaty pracy - o, takie^^

Oprócz tego obejrzałam dwie wystawy fotografii – „Góra Fuji” Mitsuhiro Yokoyama oraz „Festiwal w Japonii” Masakatsu Yoshida, oczy nacieszyłam wystawą kimon, kakemono i akcesoriów (ach! te śliczne, malutkie zori), przyjrzałam się też wystawie „Urushi – świat japońskiej laki”, zawierającej prace Tsuneo Goto i Tetsuhiro Aso. Rzeczy naprawdę piękne.

Co mi się w łódzkich Dniach Kultury Japonii wyjątkowo podoba, to nie dobór materiału, jakość wykładów, ilość prezentowanych zbiorów czy filmów, ale atmosfera, jaka tam panuje. Czasami mam wrażenie, że ci ludzie angażowali by się w te dni, nawet gdyby mieli je robić wyłącznie dla siebie. Mnóstwo tam uśmiechu, radości, pasji, bez względu na wiek. To się ceni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s