„Tony Takitani” – Haruki Murakami

bwsw1Tony Takitani’s real name was really that: Tony Takitani.”

Przeczytałam owo pierwsze zdanie, po czym odłożyłam książkę na półkę. Nie dlatego, żeby mi się nie spodobało, wręcz przeciwnie. Utkwiło mi w głowie i odtwarzało się z pewną regularnością przez kilka dni. Opowiadanie w końcu przeczytałam. Nie było ono najlepszym, jakie w życiu czytałam. Nie było też wcale najgorszym. Przeciętnym również go nie nazwę, bo okazało się całkiem ciekawe.

Pozornie historia posuwa się, można by rzec, ruchem jednostajnym prostoliniowym. Żadnych zawiłości, żadnych niesamowitych zwrotów akcji, ba!, o samej akcji niewiele można powiedzieć, żeby nie stwierdzić, że nie ma jej wcale – cała historia opowiadana jest jakby między jednym a drugim łykiem herbaty. Ale dzięki temu można swobodnie się zatrzymać, bez obawy, że za czymś nie nadążymy, przyjrzeć się bohaterom, zależnościom między nimi a światem zewnętrznym, w którym przecież żyją.

He never made any real friends, but this did not cause him pain. He found it natural to be by himself: it was a kind of premise for living.”

Samotność. Wyobcowanie. Ucieczka w małe obsesje. W tych kilku słowach streścić można całe opowiadanie, opisać każdego z trojga bohaterów. Tony, którego matka umiera w kilka dni po porodzie, a ojciec w ogóle zapomina, by odebrać go ze szpitala, rysuje z upodobaniem i niesamowitą dokładnością maszyny. Shozaburo, ojciec Tony’ego, wygrywa na puzonie w klubach jazzowych niezmiennie te same rytmy, gromadząc latami stosy płyt. Żona Tony’ego, której Murakami nie nadaje w opowiadaniu imienia, nałogowo kupuje ubrania, zapełniając nimi kolejne metry domu. Każde z nich żyje jakby w odrębnym świecie, nie umiejąc wytłumaczyć swego zachowania i nie potrafiąc w pełni otworzyć się na drugiego człowieka. Są jak satelity krążące wokół planety – niezmiennie ta sama prędkość, ta sama odległość, ten sam dystans.

______

„Tony Takitani” (1990)
autor: Haruki Murakami
przeł.: Philip Gabriel, Jay Rubin
wyd.: Vintage, London 2007
jęz.: angielski
jęz. oryginału: japoński
z tomu: „Blind Willow, Sleeping Woman

14 thoughts on “„Tony Takitani” – Haruki Murakami

  1. Matyldo, też to zauważyłam i śmiałam się, że na swój sposób pomyślałyśmy o tym samym;) A film obejrzałam wczoraj, w ramach uzupełnienia obrazu. I chyba jednak wolę opowiadanie.

    Ice, dziękuję:)

    Lubię

  2. u Murakamiego – motyw samotności, wyobcowania jest stałym elementem. W zbiorze Ślepa wierzba… jest więcej opowiadań dużo lepszych.. niemniej jednak chyba wszystko co murakami napisze jest dla mnie wspaniałe.

    Lubię

  3. Mary, nie wątpię. W całym tomiku znajdą się opowiadania i lepsze, i gorsze od „Tony’ego Takitani”. Zdecydowałam się na to ze względu na film, który czekał sobie na półce. Chciałam wpierw opowiadanie przeczytać, by później móc porównać je z ekranizacją. Co do elementów stałych w pisaniu Murakamiego, to nawet mi ta powtarzalność odpowiada. Bo człowiek taką dziwną jest istotą, że nie wystarczy mu czegoś raz powiedzieć, raz pokazać, by zrozumiał. Czasem trzeba swoistego ‚bombardowania’ oczu obrazami, by dotarło;)

    Lubię

  4. jaki subtelny nagłówek!, że przyłączę się do komplementów. :)

    a co do opowiadania: każdy z nas chyba ma jedną rzecz, którą kolekcjonuje, rzecz maniacką.
    dla mnie rzeczą taką są cienkopisy (oczywiście, w miarę upływu lat wymogi względem nich rosną ;) )
    mnie w Murakamim podoba się ta lekkość opowiadania, szczerość bez pudru i jego dziwne skojarzenia w porównaniach. A przy tym jest taki zwyczajny. To ładne.

    pozdrawiam serdecznie
    J

    Lubię

  5. Cudny szablon.
    A pierwsze zdanie „Tony’ego Takitani”, przeczytane u Ciebie, zahipnotyzowało mnie na 2 dni i zmusiło do wizyty w Empiku. Przejrzałam polski przekład i niestety nie ma w nim tego czaru, a angielski zniechęcił mnie stosunkiem ceny do jakości wydania. Teraz myślę, co zrobić.

    Lubię

  6. Marigolden, a mnie właśnie wydawnictwa typu Vintage zachwycają – szary papier i coś w guście uroku starych książek;) A cena niewiele różni się od tej polskiej.

    Joanjohnson, w sumie masz rację. Ja wprawdzie niczego tak maniakalnie nie zbieram, ale odkąd pamiętam, nałogowo rysuję lub piszę;)

    Chiaro, pozdrawiam również:)

    Lubię

  7. Ja najpierw widzialam film, juz niemal dwa lata temu, dopiero pozniej przeczytalam opowiadanie. I chyba bardziej odpowiada mi film, z tego tomu wole inne opowiadania. Ale wszystkie pieknie laczy ten melancholijny klimat wyobcowania i samotnosci, jak napisalas. U Murakamiego nikt nie ma masy przyjaciol, kazdy spedza wieczory samotnie, najwyzej z jedna osoba. To zadziwiajace, jak mozna sie slizgac wsrod ludzi nie nawiazujac z nikim glebszej wiezi, a jesli juz, to ta wiez jest czesto chorobliwym przywiazaniem, wrecz wiezieniem…

    Lubię

  8. Witaj!
    Dziękuję za Twoje wrażenia z Murkamiego, bardzo go lubię. Rytm jego zdań wprowadza mnie w trans, który oczyszcza głowę z szumu myśli, hałasów i brudów spraw dnia. Można się wyciszyć i znów miło pobyć z samym sobą.
    Bardzo ciekawy blog, wciąga.
    Pozdrawiam.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s