„Tysiąc żurawi. Śpiące piękności” – Yasunari Kawabata

tysiac_zurawi1„Tysiąc żurawi” (Senba-zuru, 1949)

Najprościej powieść tę można określić mianem studium ceremonii parzenia herbaty. To ona jest tu głównym bohaterem; przeplata sobą wszystko, przenika wspomnienia pozostałych bohaterów, obecna jest w ich teraźniejszości, na swój sposób determinuje przyszłość. Kawabata uchyla rąbka tajemnicy tejże ceremonii – wprowadza w świat ciszy, opanowania, wyważonych gestów, z których każdy ma swe stałe, określone znaczenie. Pozwala zachwycić się pięknem prostych w swej formie, wiekowych czarek, krótkim wierszem, dobraną do pory roku kompozycją z kwiatów. Pokazuje nasz chaotyczny, zabiegany świat jakby w zwolnionym tempie, od środka. Nie nawiązując wprost do polityki ani historii najnowszej kraju, pokazuje świat, w którym dotychczasowe normy moralne i wartości straciły swe znaczenie, a człowiek szuka bliskości drugiego człowieka wbrew wszystkiemu. Uczucie jest bowiem jedyną rzeczą, która w tym świecie ma jeszcze jakiś sens, jedyną, która zdołała ocaleć.

Kawabata główną postacią utworu czyni Kikujiego. Historię swą rozpoczyna od ceremonii herbacianej przygotowanej przez Kurimoto, która niegdyś, przez krótki czas, miała romans z ojcem Kikujiego. Ten czas wystarczył jednak, by wywarła na małym wówczas Kikujim negatywne wrażenie i by wrażenie to nigdy się nie zmieniło. Na ceremonii w świątyni Engakuji Kikujiemu zostaje pokazana młoda dziewczyna z chustą we wzór tysiąca żurawi, ideał kobiety, niemal synonim czystości. Kikuji spotyka również wdowę Otę, drugą i bardzo bliską kochankę swego zmarłego ojca, z którą jeszcze tego samego dnia wda się w romans, oraz jej córkę, Fumiko, którą z czasem pokocha, ale z którą, ze względu na popełnione przez ich rodziców błędy, nigdy nie będzie mógł być.

Piękna historia. I w typowy dla Kawabaty sposób, nie mająca jasnego zakończenia. Przewracamy ostatnią stronicę i gdzieś poza nami, poza światem liter, opowieść toczy się dalej. Nam pozostają jedynie domysły.

„Ta czarka sama w sobie jest przepiękna i nie może wywoływać niezdrowych i szalonych myśli, lecz nasza pamięć o niej jest godna potępienia, bo widzi tę czarkę złymi, nieczystymi oczyma. (…) Od jej początków minęło chyba ze czterysta lat, więc bardzo krótko – jak na cały żywot – mieli ją Ota, mój ojciec i Kurimoto. To tylko cień przelotnej chmury. Niech więc znowu przejdzie do nowego zdrowego właściciela. I niech po naszej śmierci żyje nadal gdziekolwiek indziej niezmiennie piękna.”

„Śpiące piękności” (Nemureru bijo, 1961)

Wydaje mi się, że nie będzie kłamstwem, jeśli, analogicznie do „Tysiąca żurawi”, nazwę tę powieść studium starzenia się mężczyzny. Tak, to dobre określenie, gdyż tematem tejże powieści jest właśnie mężczyzna, niekoniecznie główny bohater, Eguchi. Kobiety są tutaj zaledwie obiektami, czymś w rodzaju wystroju wnętrz, bez osobowości, bez charakteru, śpiące snem nieprzerwanym, z którego nie wybudzą się przed ustaniem działania środka nasennego, bezbronne i, ku ogromnemu zdumieniu Eguchiego, całkiem niewinne. Przychodząc do domu śpiących kobiet, spędzając u ich boku noc, starzejący się mężczyźni spełniają swoje marzenia bez obawy, że któraś z kobiet się obudzi, że przerazi się ich brzydotą, że wyśmieje ich niedoskonałość, odrzuci. Nie ma tu jednak mowy o kontaktach bliższych niż dotyk czy podziwianie nagiego ciała, dom ten bowiem pod żadnym względem nie jest domem publicznym. Po pierwsze, przychodzącym mężczyznom zabrania się wykorzystywania śpiących kobiet, po drugie – mężczyźni ci zazwyczaj nie są już w stanie tego dokonać. I tu zarysowuje się ich osobista tragedia, powód, dla którego raz odwiedziwszy ten przedziwny przybytek, wracają tam ponownie.

„Czyż w tym tajemniczym domu nie skupiały się właśnie tęsknoty i nie spełnione sny żałosnej starości, żale za dniami, które utracili bezpowrotnie? Śpiące i nie budzące się dziewczęta są właśnie dla starców ucieleśnieniem wolności poza czasem.”

Trudno mi zrozumieć, dlaczego właśnie te dwie powieści, tak różne przecież, wydane zostały w jednym tomie. Być może chodziło tu o ten wyraźny kontrast między obfitującą w miłości, szanse i możliwości młodością, a starością, która oferuje człowiekowi z dnia na dzień coraz mniej, starości, której jednym z objawów jest bierne cofanie się w czasy młodości, stopniowo zastępujące rzeczywiste działanie. Sama nie wiem. Elementem, który pojawia się w obu powieściach, jest czarka herbaty. Ale motyw ten pojawia się akurat w każdej, dotychczas przez mnie przeczytanej powieści Kawabaty, więc szczerze wątpię, by to on był tutaj elementem spójnym. A może historie te dobrane zostały przypadkowo?

______

„Tysiąc żurawi. Śpiące piękności”
autor: Yasunari Kawabata
przeł.: Mikołaj Melanowicz
wyd.: Państwowy Instytut Wydawniczy 1987

8 thoughts on “„Tysiąc żurawi. Śpiące piękności” – Yasunari Kawabata

  1. mam tą książkę narazie nie przeczytaną ale z racji tego iż wszystko co japońskie mi się podoba, pewnie niebawem sięgnę.
    ładna recenzja.
    pozdrawiam

    Lubię

  2. Ha! Ceremonia herbaciana powiadasz. Swego czasu pobierałam nauki w tej materii, ale po kilku miesiącach się zniechęciłam, jako że fizycznie przemóc nie mogłam wobec tak silnej formalizacji.

    Lubię

  3. zadeklarowalam do czytania podczas wyzwania w podroz przed 6 kontynentow
    do Azji nie dotarlam, ale czeka na swoja kolej
    kiedy ja to wszystko przeczytam…..:)))))
    ladna okladka ksiazki,m podoba mi sie

    Lubię

  4. Zdobyłam tę książkę przedwczoraj i bardzo jestem z tego faktu zadowolona, zwłaszcza że miałam ją na liście must-have’ów już spory kawał czasu :)

    Lubię

  5. „Śpiące piękności” mnie zmiażdżyły, dosłownie. Zwłaszcza zakńczenie, którego kontrast z filozofią dziadka o starości przewija się przez cały czas jest uderzający. Czytałam to już dawno, ale ta historia wywarła na mnie największe wrażenie. Gdy potem czytałam „Tysiąc żurawi” to już mnie tak nie powaliło. A najmniej „Meijin mistrz go” – może dlatego, że nie znam się na go i trochę to nudne dla mnie było :P.

    Lubię

  6. Valka: „Meijin – Mistrz Go” jeszcze nie czytałam. Ja również nie znam się na go i boję się, że mogłabym się rozczarować (a zbyt lubię Kawabatę, by chcieć tego doświadczyć^^’).

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s