Japonia, kraj nie tylko samurajów – Biskupin 2008

I pojechałam. Wybrałam dzień drugi XIV Festynu Archeologicznego, choć w sumie plan wszystkich jest niemal identyczny. Doznania – liczne i różnorodne.

Co mnie urzekło:
– pani od kaligrafii, która na pytanie o najczęstszy motyw rysunku japońskiego odpowiedziała krótko: Fuji we wszystkich odmianach;
-wystawa tematyczna w muzeum, a tam szczególnie ekspozycja drzeworytów japońskich oraz zbiór laleczek przedstawiających dwór cesarski;
– pokaz zakładania kimona;
– ceremonia picia herbaty;

[dwa ostatnie prowadzone przez te same dwie pasjonatki kultury japońskiej – ich gesty, ruchy i wiedza zdradzały, że po prostu tę kulturę czują]

Co mnie poirytowało:
– pokaz makijażu, który z japońskim miał co najwyżej wspólne kolory, bo już zakres i intensywność wykonania niekoniecznie. Poza tym wiedza pani makijażystki pozostawiała wiele do życzenia, więc szybko sobie pokaz darowałam;
– stanowczo za mało muzyki japońskiej. Tradycyjne dźwięki rozbrzmiewały z głośników na ścieżkach niezwykle rzadko, a szkoda.

Oprócz tego ciekawe były uwagi pani Imamura odnośnie przyrządzania sushi, ogromnie podobały mi się wyważone gesty łucznika [ten spokój!] i zachwycały okazy drzewek bonsai [z rodzaju outdoor, jak mniemam, bo na tym zimnie większość drzewek przeznaczonych do wnętrza by nie wytrzymała]. Smakowała mi zupka z ryby, choć podchodziłam do niej sceptycznie, a zajadałam się krewetkami z ryżem i warzywami [mimo, że ryż był na ostro i popić musiałam zupełnie nie-japońską colą]. Aha, i mimo wcześniejszego postanowienia, dokupiłam do swej biblioteczki dwie kolejne książki ^^’. Ogólnie rzecz biorąc, pomijając drobne niedociągnięcia, festyn uważam za udany.

9 thoughts on “Japonia, kraj nie tylko samurajów – Biskupin 2008

  1. Jakiś czas temu pracowałam w W-ie w LO, gdzie młodzież miała możliwość uczenia się języka japońskiego- z olbrzymią ciekawością podpatrywałam japońską lektorkę, która potrafiła zainteresować grupę zapaleńców tym egzotycznym językiem i kulturą. Herbata, oryginalne kimono, kino japońskie. Minęło kilka lat, a ja gdy wracam myślami do tamtej szkoły, mam między innymi przed oczami właśnie tę nauczycielkę. Podobny klimat znalazłam na Twoim blogu… trochę przypomina mi stare czasy. No i nasze dzieci lubią Astrid ze Szwecji:) Pzdr

    Lubię

  2. To musiał być dobrze przygotowany festyn – wiadomo, że nie wszystko jest idealne, ale wybrałaś to, co Ciebie interesuje. Drzeworyty japońskie fascynowały Moneta i w swoim wiejskim domu w Giverny miał małą kolekcję. I ta kaligrafia, wymagająca cierpliwości, skupienia, sięgnięcia do tradycji.

    Lubię

  3. Super,że się wybrałaś i jeszcze na dodatek podzieliłaś się tym z nami:)
    Te wrażenia bezcenne… :)
    Sama chętnie bym się wybrała ale niestety nie dam rady w tym tygodniu:(
    pozdrawiam :)

    Lubię

  4. Ale fajna sprawa taki festyn! Z przyjemnoscia sama bym sie wybrala. Muzyka japonska jest rzeczywiscie bardzo nastrojowa, szkoda, ze jej zabraklo. Ale ze moglas obejrzec laleczki i podpatrzec, jak zaklada sie kimono – zazdroszcze :)
    A jakie ksiazki kupilas?

    Lubię

  5. Chihiro, kupiłam opowiadania Sieroszewskiego “Miłość i śmierć. Opowieści z Japonii” oraz książeczkę kucharską pani Imamura:) Z obu się cieszę, z każdej inaczej;)

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s