“Języki i kolczyki”
autor: Hitomi Kanehara
przeł.: Witold Nowakowski
wyd.: Albatros, A. Kuryłowicz 2007
jęz. oryg.: japoński
przeł. z: angielskiego
Nie lubię przekładów przekładu, bo wówczas mam do czynienia nie z jednym filtrem językowo-kulturowym, ale z dwoma, a taka sytuacja jest z niniejszym wydaniem powieści “Języki i kolczyki“. I fakt, że pana Nowakowskiego cenię, nic tutaj nie zmienia. To, co otrzymuję po podwójnym przekładzie, może znacząco różnić się od tego, co napisała autorka. Ale do rzeczy.
Powieść “Języki i kolczyki” napisana została w roku 2004, a Hitomi Kanehara, w wieku lat dwudziestu jeden, otrzymała za nią prestiżową japońską nagrodę literacką im. Ryunosuke Akutagawy. Sama autorka w wieku lat jedenastu przerwała naukę, a cztery lata później porzuciła dom, by zamieszkać ze swoim chłopakiem, cały czas jednak pisała, przesyłając próbki twórczości swemu ojcu, uniwersyteckiemu wykładowcy. Tu pojawia się mój sceptyzm. Nie bardzo wierzę w talent młodych “ikon popkultury”. Zwłaszcza, gdy na okładce widnieje: “Powieść kultowa; odczytywana jako manifest młodego japońskiego pokolenia, które całkowicie zerwało z tradycjami swoich rodziców.” Takie bunty do mnie nie przemawiają i nie znoszę określenia “kultowy”. Mimo wszystko po książkę sięgnęłam. Długa nie jest, zaledwie 104 strony, zajęła mi zatem jeden wieczór, a rozczarowała pozytywnie. Przede wszystkim uwagę zwróciłam na język. Choć młodzieżowy, dobitny, czasem nieco wulgarny, to jednak jakiś taki płynny, na swój sposób poetycki. Poza tym bohaterowie, których autorka stworzyła – wiarygodni, z jednej strony brutalni, z drugiej sympatyczni nawet (zwłaszcza Ama, który uparcie przypomina mi Arashiego z mangi “Paradise Kiss” Yazawa Ai). Co w powieści szczególnie mnie zainteresowało, przykuło na dłużej moją uwagę, to z pozoru pobieżny, w gruncie rzeczy zaś całkiem trafny, wgląd Kanehary w codzienność japońskiego młodego pokolenia i zmiany, jakie w niej zachodzą. Nadal kojarzymy stereotypami: japońska młodzież = mundurki i promienny uśmiech, japońscy dorośli = praca dla korporacji przez resztę życia. A rzeczywistość jest przecież zupełnie inna.
Czy wrócę do tej powieści raz jeszcze? Wątpię. Ale po inne napisane przez Kaneharę być może sięgnę. Jakkolwiek prawdziwa i współczesna byłaby tego typu proza, ja jednak lubuję się w tradycji lat przeszłych (Kawabata), czy choćby w melancholii z pogranicza jawy i snu (Yoshimoto).