Archiwum

Posts Tagged ‘Haruki Murakami’

“Tony Takitani”

styczeń 14, 2009 14 komentarzy

bwsw1autor: Haruki Murakami
przeł.: Philip Gabriel, Jay Rubin
wyd.: Vintage 2007
jęz.: angielski
jęz. oryginału: japoński
z tomu: Blind Willow, Sleeping Woman

Tony Takitani’s real name was really that: Tony Takitani“.

Przeczytałam owo pierwsze zdanie, po czym odłożyłam książkę na półkę. Nie dlatego, żeby mi się nie spodobało, wręcz przeciwnie. Utkwiło mi w głowie i odtwarzało się z pewną regularnością przez kilka dni. Opowiadanie w końcu przeczytałam. Nie było ono najlepszym, jakie w życiu czytałam. Nie było też wcale najgorszym. Przeciętnym również go nie nazwę, bo okazało się całkiem ciekawe.

Pozornie historia posuwa się, można by rzec, ruchem jednostajnym prostoliniowym. Żadnych zawiłości, żadnych niesamowitych zwrotów akcji, ba!, o samej akcji niewiele można powiedzieć, żeby nie stwierdzić, że nie ma jej wcale – cała historia opowiadana jest jakby między jednym a drugim łykiem herbaty. Ale dzięki temu można swobodnie się zatrzymać, bez obawy, że za czymś nie nadążymy, przyjrzeć się bohaterom, zależnościom między nimi a światem zewnętrznym, w którym przecież żyją.

He never made any real friends, but this did not cause him pain. He found it natural to be by himself: it was a kind of premise for living“.

Samotność. Wyobcowanie. Ucieczka w małe obsesje. W tych kilku słowach streścić można całe opowiadanie, opisać każdego z trojga bohaterów. Tony, którego matka umiera w kilka dni po porodzie, a ojciec w ogóle zapomina, by odebrać go ze szpitala, rysuje z upodobaniem i niesamowitą dokładnością maszyny. Shozaburo, ojciec Tony’ego, wygrywa na puzonie w klubach jazzowych niezmiennie te same rytmy, gromadząc latami stosy płyt. Żona Tony’ego, której Murakami nie nadaje w opowiadaniu imienia, nałogowo kupuje ubrania, zapełniając nimi kolejne metry domu. Każde z nich żyje jakby w odrębnym świecie, nie umiejąc wytłumaczyć swego zachowania i nie potrafiąc w pełni otworzyć się na drugiego człowieka. Są jak satelity krążące wokół planety – niezmiennie ta sama prędkość, ta sama odległość, ten sam dystans.

zwyczajność

lipiec 30, 2008 Dodaj komentarz

“- Chciałabym wiedzieć więcej o tobie – powiedziała.
- Jestem zwyczajny. Urodziłem się w zwyczajnej rodzinie, zwyczajnie dorosłem, mam zwyczajną twarz, zwyczajne stopnie, myślę o zwyczajnych rzeczach.
- Czy to nie twój ulubiony Scott Fitzgerald pisał, że nie powinno się ufać nikomu, kto mówi, że jest zwyczajnym człowiekiem? To od ciebie pożyczyłam tę książkę – zauważyła żartobliwie, śmiejąc się.
- Rzeczywiście – przyznałem. – Ale ja nie upieram się przy tym świadomie, po prostu naprawdę uważam, że jestem zwyczajnym człowiekiem. Widzisz we mnie coś niezwykłego?
- Oczywiście – powiedziała z nuta zniecierpliwienia. – Nawet tego nie rozumiesz?”

za: Haruki Murakami, Norwegian Wood, Muza SA 2007, str. 185

“Norwegian Wood”

lipiec 29, 2008 Dodaj komentarz

autor: Haruki Murakami
przeł.: Dorota Marczewska, Anna Zielińska-Elliott
wyd.: Muza SA 2007
język oryg.: japoński

W niedoskonałe słowa można ubrać jedynie niedoskonałe wspomnienia i niedoskonałe myśli. Im bardziej bledną wspomnienia, tym lepiej rozumiem Naoko. Teraz zrozumiałem wreszcie powód, dla którego poprosiła: ‘Nie zapomnij mnie’. Oczywiście Naoko wiedziała. Wiedziała, że kiedyś moje wspomnienia o niej zbledną. Dlatego właśnie poprosiła: ‘Nigdy mnie nie zapomnij. Nie zapomnij, że była taka dziewczyna.’

Historia rozpoczyna się, gdy Toru Watanabe ma lat 37, jego samolot szykuje się do lądowania, a z głośników sączy się “Norwegian Wood” grupy The Beatles. Piosenka ta pojawia się w powieści wielokrotnie.

Zastanawiałem się nad tym, co do tej pory utraciłem, nad straconym czasem, nad ludźmi, którzy umarli albo odeszli, nad myślami, które już nie wrócą.

Swymi wspomnieniami bohater przenosi nas w czasy swoich studiów, czasy wolnej miłości, jazzu, rozruchów na uczelniach i dzieci kwiatów. W czasy spacerów z Naoko, dziewczyną, z którą połączyła go śmierć ich wspólnego przyjaciela. W czasy, gdy poznał ekscentryczną Midori, egoistycznego Nagasawę, kochającą muzykę Reiko. W czasy, gdy młodzi ludzie masowo odbierali sobie życie, nie mogąc poradzić sobie z własnymi lękami. W czasy, które naszego bohatera ukształtowały. Niesamowita podróż. Pełna dźwięków, szczegółowych obrazów, przemyśleń.

Czasami próbuję zrozumieć, co mnie w tej powieści tak pociąga. Co sprawia, że sięgam po nią wielokrotnie, czytam fragmenty raz i drugi. W końcu nie wydaje się być czymś nad wyraz odkrywczym, nie stosuje też wyrafinowanego języka.
Moje wydanie ma różową okładkę. Różowo brązową. Z gałązkami kwitnących wiśni. To też mnie urzeka, ta kolorystyka. Pasuje do treści idealnie. Prostota formy, przejrzystość dialogów, złagodzenie emocji do minimum, by jednocześnie wzbudzić je u czytelnika. Szczegółowość opisów i lakoniczność wypowiedzi. Bardzo żywi [nawet, jeśli popełniają samobójstwo] bohaterowie. Zwykłe czynności powtarzane niemal każdego dnia. Bardzo prawdopodobne sytuacje. Brak sztuczności w słowach, w gestach. Zebrane w całość, zniewala.

“Wszystkie boże dzieci tańczą”

lipiec 29, 2008 Dodaj komentarz

autor: Haruki Murakami
przeł.: Anna Zielińska-Elliott
wyd.: Muza SA 2007
język oryg.: japoński

Sześć opowiadań. Mając za sobą pięć z nich pomyślałam, że Murakami tak samo dobrze radzi sobie z formą krótką, jak i z powieścią. Ostrożnie dobiera słowa, przy opisach podaje najdrobniejsze szczegóły, w dialogach jest oszczędny i treściwy. Nie stosuje przy tym nadmiernych ozdobników, przydługich metafor, które mogłyby wprowadzić zamęt. Tworzy obrazy niezwykle subiektywne, przemawiające do wyobraźni czytelnika.

Sześć opowiadań. Sześć historii ludzi, którzy w mniejszym lub większym stopniu związani są z Kobe. Z trzęsieniem ziemi, które miało miejsce w roku 2005. A mimo to nic nie jest powiedziane wprost. Sześć historii o podróży. Nie zawsze dosłownej, w geograficznym wymiarze. Czasem bohater odbywa jedynie podróż duchową, być może najważniejszą – podróż do własnego wnętrza. Sześć historii o ludziach, którzy noszą w sobie pustkę, którzy pustkę tę starają się zdefiniować, a czasem zapełnić. Naprawić coś, co niegdyś zrobili źle. Wykorzystując drugą szansę, wybrać drogę właściwą. Tym razem.

Sześć opowiadań. Z czego ostatnie, Ciastka z miodem, odebrało mi mowę. Moim zdaniem najlepsze z całego zbioru. Najgłębsze. Opowiadanie, w którym dobitnie widać kunszt pisarski Murakamiego. Opowiadanie o tym, by nie marnować danych nam dni i szans. Opowiadanie niesamowite, idealnie dobrane, wyważone. Ale trzeba swoje przeżyć, by je w pełni zrozumieć i dostrzec jego piękno. Trzeba mieć za sobą kilka popełnionych błędów. Jednak.

“Pomyślał, że będzie pisał inaczej niż do tej pory. Będzie pisał historie, w których ktoś nie może się doczekać świtu, bo wtedy będzie mógł mocno uściskać ukochaną osobę. Ale na razie musi tu siedzieć i strzec tych dwóch kobiet. Nikomu nie pozwoli ich włożyć do żadnego głupiego pudełka. Choćby niebo się zawaliło, choćby z hukiem rozstąpiła się ziemia.”
—— H. Murakami, Ciastka z miodem ——