I haven’t read recently any manga which I could write about now. Actually I’m in the middle of reading a series “.hack//Legend of the Twilight” written by Tatsuya Hamazaki and drawn by Rei Izumi my 12-year-old brother told me about and suggested that I should read, but till now I’ve read only the first volume, so it’s not the time to review it. I also don’t want to write about the history or the current situation of manga on the Polish market – for some readers of this blog it could be boring and too long, the others could be not interested in it at all, and the mini-challenge is not about discouraging anyone, right? So, I’ll tell you some about manga which I value in this or any other way , a sort of manga first time – does anyone want to hear?
The first manga series I’d collected completely was “Ten no hate made: Poland hishi” by Riyoko Ikeda. In three volumes the author described the life of Prince Józef Poniatowski, from the day of his birth (1763) till the moment of his tragic death (1813). She has also shown a pretty big piece of Polish history, including the reign of King Stanisław August Poniatowski, partitions of Poland or Napoleonic Wars. Well, the private life of Prince Józef was a little bit coloured for manga’s need, though, it’s not a strictly historical or scientific work, so I don’t mind. I really liked Ikeda’s drawing, she simply put a finishing touch on the illustrations, especially if it did apply to architectural elements. Admittedly, the facial movements of the characters or the over-expression were sometimes irritating, but in combination with the work as a whole I could turn a blind eye to this. I’ve bought the whole series during my school camping trip in a small bookstore somewhere on the Masuria and – which made me really happy – this series was much in demand not only among my friends, but also among our carers. It was year 1998 and I was 15.
The first manga I was crazy about was “Sailormoon” by Naoko Takeuchi first volume of which came out in Poland in 1997. But before I got to know manga, I had fallen in love with anime. The “Sailormoon” series was broadcasted twice a week. Not only did I watch every single episode, but also I recorded them on VHS and summarised them in a special notebook, creating something like short stories. I drew Sailor-characters where ever and whenever I could, belonged to some of Sailor-fun clubs, wrote articles to fanzines (I even created one!), collected Sailormoon figurines, colour books, magazines and many other gadgets (which were really hard to find). I was not the only Sailor-geek, at that time – and not just in Poland – there was a real Sailor boom and the (crazy) fans were called moonies (definition 3 and, well, 5 too ^^’). Till now when I recall the list from the Internet (which was copied and sent to all of the fans that didn’t have the Internet at home) entitled “You Know You Watch Too Much Sailor Moon When…” I do smile quizzically. It was between 1994 and 1999. Later the moonies disappeared in Poland and the “Dragonball” series was in.
The first not-shōjo manga I’ve read was „What’s Michael?” by Makoto Kobayashi, published in Poland in 1999. Every chapter of this manga could be treated as a full story and the volumes could be read randomly. The whole series consisted of loosely-connected episodes from the life of a ginger cat named Michael, his pet friends and humans who somehow appear on his way. Reading those stories, all cat’s lovers and those who watched them carefully would be doubled up with laughter – I do this every time I return to this manga (and I do this quite often).
The first manga series I’ve bought already after reading it only because I wanted to have it on my own was “Paradise Kiss” by Ai Yazawa, a josei-manga that means describing a daily life of Japanese women or teenage-girls. This manga both made me laugh (I was laughing through tears and my friends had big fun being with me at that time) and encouraged me to think about the choices we make through our lives, about being ourselves, fulfil our dreams and passions. My favourite character was (and still is!) George who disarmed me with his unique definition of humanism. For May 2011 there has been announced a live-action film based on “Paradise Kiss” and with the same title (directed by Takehiko Shinjo) – I just can’t wait!

*
And you? Have you got your manga first times?:) Or – if this topic is completely new to you – maybe you want to read any manga?
Hello Japan! is a monthly mini-challenge focusing on Japanese literature and culture. Each month there is a new task which relates to some aspect of life in Japan.
For more information, just click on the Hello Japan! button.
______
[PL]
Hello Japan! March mini-challenge: Manga
Nie przeczytałam ostatnio żadnej mangi, o której mogłabym teraz napisać. Właściwie to jestem w trakcie czytania serii „.hack//Bransoleta Zmierzchu” napisanej przez Tatsuyę Hamazakiego i narysowanej przez Rei Izumi, którą podsunął mi mój 12-letni brat, skończyłam jednak dopiero pierwszy tom, zatem to nie czas na recenzję. Nie chcę też pisać o historii czy aktualnej sytuacji mangi na polskim rynku – dla jednych czytelników tego bloga mogłoby to być nudne i zbyt długie, innych w ogóle by nie zainteresowało, a nie o to w miniwyzwaniu chodzi, by kogokolwiek zniechęcać, prawda? Opowiem zatem o kilku mangach, które jakoś wyraźniej zaznaczyły się w moim życiu, taki mangowy pierwszy raz – ktoś chce posłuchać?
Pierwszą mangową serią, jaką zgromadziłam w całości, była „Aż do nieba. Tajemnicza historia Polski” Riyoko Ikedy. W trzech tomikach autorka przedstawiła życie księcia Józefa Poniatowskiego, od dnia jego narodzin (1763), aż po tragiczną śmierć (1813), a także spory fragment historii Polski, obejmujący czasy panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, rozbiory czy wojny napoleońskie. Cóż, życie osobiste księcia zostało nieco na potrzeby mangi ubarwione, jednakże – jako iż nie jest to dzieło stricte historyczne ani naukowe – w zupełności mi to nie przeszkadzało. Podobały mi się rysunki Ikedy, doskonale dopracowane, zwłaszcza, gdy chodzi o elementy architektoniczne. Niekiedy wprawdzie irytowała mnie mimika postaci i nadmierna ekspresja, ale w zestawieniu z całością, dało się na to przymknąć oko. Całą serię kupiłam podczas obozu wędrownego w małej księgarence na Mazurach i – co sprawiło mi wtedy ogromną radość – była rozchwytywana nie tylko przez moich kolegów, ale i opiekunki grupy. Był wtedy rok 1998, miałam 15 lat.
Pierwszą mangą, na której punkcie miałam bzika, była „Czarodziejka z Książyca” Naoko Takeuchi – pierwszy tomik ukazał się w Polsce w roku 1997. Zanim jednak poznałam mangę, rozkochałam się w serii animowanej. Serial emitowany był dwa razy w tygodniu. Nie dość, że oglądałam każdy odcinek, to jeszcze nagrywałam je na kasety VHS, opisywałam w specjalnym zeszycie, tworząc coś na kształt opowiadań, rysowałam postacie z serii, gdzie tylko i kiedy tylko się dało, należałam do kilku sailorkowych fan klubów, pisałam artykuły do fanzinów (nawet jeden prowadziłam osobiście!), zbierałam figurki postaci, kolorowanki, czasopisma i wszelkie inne (niezwykle trudno) dostępne sailorkowe gadżety. Nie byłam sama w swoim zbzikowaniu, w tamtych czasach – nie tylko w Polsce – był prawdziwy sailorkowy boom, a miłośnicy serii doczekali się określenia moonie (definicja 3. oraz, cóż, 5. też ^^’). Do dziś, gdy wspominam krążącą w Sieci (i rozsyłaną w formie wydruku do tych, którzy Internetu nie mieli) listę o wszystko mówiącym tytule „You Know You Watch Too Much Sailor Moon When…”, uśmiecham się dwuznacznie. To było w latach 1994-1999. Później fala moonie w Polsce zniknęła, głośno natomiast zrobiło się o serii „Dragonball”.
Pierwszą mangą spoza gatunku shōjo, którą czytałam, była „Cześć, Michael” Makoto Kobayashiego, wydana w Polsce w roku 1999. Każdy rozdział mangi można tutaj traktować jako osobną historię, a tomiki można czytać w dowolnej kolejności. Cała seria to luźno ze sobą powiązane scenki z życia rudego kota imieniem Michael, jego zwierzęcych znajomych i ludzi, którzy w taki czy inny sposób stają na jego drodze. Czytając te historyjki, wielbiciele i uważni obserwatorzy kotów będą pokładać się ze śmiechu – ja tak czynię za każdym razem, gdy do tej mangi wracam (a wracam często).
Pierwszą mangową serią, którą kupiłam już po przeczytaniu, tylko po to, by mieć ją na własność, była „Paradise Kiss” Ai Yazawy, seria z gatunku josei-manga, czyli takiego, który opowiada o życiu codziennym kobiet (zarówno nastolatek, jak i kobiet dojrzałych) w Japonii. Manga ta mnie zarówno bawiła (śmiałam się w głos, co z kolei bawiło tych, którzy przebywali w moim towarzystwie), jak i zachęcała do przemyśleń na temat wyborów, jakich w życiu dokonujemy, na temat bycia sobą, realizowania marzeń i pasji. Ulubioną postacią, oczywiście, był (i jest nadal!) George, który dosłownie rozbroił mnie swą oryginalną definicją humanizmu. Na maj 2011 zapowiadana jest premiera filmu live-action na podstawie mangi „Paradise Kiss” i o tym samym tytule (reż. Takehiko Shinjo) – już nie mogę się doczekać!
*
A Wy? Macie jakieś swoje mangowe pierwsze razy?:) A może – jeśli temat jest Wam kompletnie obcy – chcielibyście przeczytać jakąś mangę?





