1.
Czas biegnie, niekiedy wręcz przemyka przez palce, a człowiek tego nie zauważa. Jeśli zauważa, to dużo później. Tak to już bywa. Czasami pewne rzeczy zyskują status priorytetu i wyprzedzają priorytety wcześniejsze. Grunt, by umieć się w tym wszystkim odnaleźć.
2.
W połowie marca ukazał się na rynku 16. numer kwartalnika Torii, a w nim moja recenzja “Manazuru”, powieści autorstwa Hiromi Kawakami, pisarki znanej choćby z intrygującego zbioru opowiadań “Nadepnęłam na węża” i nominowanej do tegorocznej nagrody literackiej Man Asian Literary Prize za powieść “Sensei-no kaban” (2000; “Sensei i miłość”, WAB 2013). W “Manazuru” Kawakami kontynuuje zapoczątkowany we wspomnianym już zbiorze motyw znikania i postrzegania. Każe czytelnikowi zastanowić się nad kwestią ludzkiej pamięci i prawdziwością naszych wspomnień. Przedstawia nam świat widziany oczami głównej bohaterki, Kei, której mąż pewnego dnia odszedł. Zostawił po sobie zaledwie notes pełen nieistotnych wpisów, wśród których pada raptem nazwa nadmorskiej miejscowości: Manazuru. Czy tam się udał? A jeśli tak, to z kim? I dlaczego? Czy żyje? Czy ktoś go zabił? Czy to ona, Kei, go zabiła? Jeszcze na długo po skończonej lekturze zostajemy przy bohaterce, zawieszeni gdzieś w połowie drogi między Tokio a Manazuru. Dobra to literatura, naprawdę dobra.




W połowie grudnia ukazał się na rynku