przyroda Japonii: kruki i wrony

8563687597_28ce510faf_o

Wrona wielkodzioba (jap. hashibuto garasu); źródło: Avibase

(1)

„Czytałem o tych krukach i wronach – dodał. – Podobno stały się w Japonii dużym problemem. Są bardzo sprytne. Zapamiętują godziny zbierania śmieci i czekają, aż gospodynie wystawią torby. Potem rozdzierają je i kradną zawartość. Zjadają kociaki i budują gniazda z drucianych wieszaków na słupach elektrycznych, przez co powodują spięcia i przerwy w dostawach prądu. Tokijska elektrownia twierdzi, że ptaki odpowiadają za setki awarii rocznie, w tym kilka dużych, przez które wstrzymywano nawet pociągi metra. Zorganizowała specjalne patrole, które polują na wrony i ściągają ze słupów gniazda, ale one potrafią przechytrzyć ludzi i budują fałszywki. Dzieci muszą zabierać ze sobą parasolki, by bronić się przed atakami i odchodami, a kobiety przestały nosić we włosach lśniące spinki.” (s. 100-101)

(2)

„Kruk rozłożył gładkie czarne skrzydła i otrząsnął się, co było kruczym odpowiednikiem wzruszenia ramionami. Strzepnął je raz, dwa, trzy razy, po czym zerwał z gałęzi i odleciał ponad ciężkie konary cedru.” (s. 255)

___

[za:] Ruth Ozeki, W poszukiwaniu istoty czasu, przeł. Agnieszka Walulik, W.A.B., Warszawa 2014


Astronauci są z natury szaleni* [„Marsjanin” Andy Weir]

201411082027

Pierwsze próby zbadania Marsa datuje się na rok 1960. Wtedy to naukowcy z ZSRR podjęli się wysłania w kierunku Czerwonej Planety sondy międzyplanetarnej Marsnik 1. Wystrzelenie sondy nie powiodło się, podobnie zresztą jak i pięć kolejnych prób, nie zniechęciło to jednak badaczy (tak radzieckich, jak i amerykańskich) do prób dalszych. Cztery lata później, dzięki zakończonemu sukcesem wystrzeleniu amerykańskiej sondy Mariner 4, świat ujrzał pierwsze zdjęcia Marsa wykonane z przestrzeni kosmicznej. Badania nad planetą – jej budową, składem i przeszłością – trwają do dziś, a sama planeta nieprzerwanie fascynuje, raz po raz budząc w nas pytanie: czy (prze)życie na Marsie byłoby możliwe?

Na rynku polskim pojawia się właśnie powieść Andy’ego Weira „Marsjanin”; powieść z gatunku science fiction, idąca śmiało i dumnie w kierunku science fact. Nie, nie jest to powieść o zielonych ufoludkach, wbrew temu, co nam spontanicznie wyobraźnia podpowiada. To powieść bardzo naukowa i bardzo precyzyjna, choć w dalszym ciągu powieść i choć naprzemiennie bawi i trzyma w napięciu.

Czytaj resztę wpisu »


duchy topielców (funayūrei)

Kyosai_Funayurei

Kawanabe Kyōsai, Boatman and funayūrei, 2. poł. XIX w.

„Często widywano statek-widmo (funayūrei) z załogą złożoną z duchów marynarzy, którzy zginęli w czasie burzy. W mgliste noce owe upiory podpływały do innych okrętów i błagały o pożyczenie im wiadra lub czerpaka. Jeśli rozbitkowie dostali naczynia, o które prosili, nalewali doń wodę i zalewali unieruchomiony ich mocą okręt tak długo, aż pogrążył się on w głębinach. Mówiono, że można przechytrzyć upiory przed zatopieniem, podając im naczynie bez dna. (…) Mieszkańcy niektórych regionów Japonii zawsze zabierali na łodzi rybackie miotłę, wierząc, że aby odegnać upiory podróżujące statkiem-widmem, wystarczy zapalić jej trzonek i zacząć nią zamiatać pokład. W innych prowincjach mówiono zaś, że ów okręt ukazuje się w Święto Zmarłych, i dlatego przerywano na ten okres połowy. Rybacy z wiosek na przylądku Kamagasaki w pobliżu Osaki nie wypływali w morze także na początku listopada, wierząc, że każdy statek, który wyruszy w tym czasie z portu, zostanie otoczony przez topielców i wciągnięty w morskie odmęty.”

___

[za]: Agnieszka Kozyra, Mitologia japońska, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa – Bielsko-Biała 2011, s. 303-304


Bouvier, Ozeki i poszukiwanie (istoty) czasu

Bouvier-Ozeki

Rzadko tu bywam, nie da się ukryć. W ogóle ostatnio tyle spraw się nazbierało, że Sieć i wirtualny świat odłogiem leżą; czytanie, niestety, też. Wpadam jednak na chwilę, by uspokoić czytelników bloga – I’ll be back! Na wszystko przychodzi czas, raz szybciej, raz później, ale zawsze.

Na zdjęciu powyżej – jedna z ostatnich przesyłek i jednocześnie książki, które pójdą na pierwszy ogień. Nicolasa Bouviera „Kronikę japońską” oraz „Pustkę i pełnię” (wznowione przez Noir Sur Blanc w jednym tomie, 2014) przeczytać chciałam zawsze, ostatnio jednak były trudno dostępne. „W poszukiwaniu istoty czasu” Ruth Ozeki (WAB, 2014) to dla mnie nowość; powieść była nominowana do Man Booker Prize za rok 2013, natomiast styl pisarki porównywany jest ze stylem Harukiego Murakamiego – jedna i druga informacja bardzo mnie przekonują i zachęcają.

Czytaj resztę wpisu »


Heterotopie, Murakami i otaku z Akihabary [„Rekin z parku Yoyogi” Joanna Bator]

Rekin-z-parku-Yoyogi_Joanna-Bator

Nowa książka Joanny Bator zwraca uwagę; nie ważne, czy się jest zagorzałym wielbicielem autorki, czy wręcz przeciwnie, trudno przejść obok tytułu obojętnie – dosłownie, tytułu: „Rekin z parku Yoyogi”. Rekin i park, jak to? Dość niecodzienny to zestaw, przyznać trzeba, i od razu budzi naszą ciekawość. Podobnie jak okładka – rekin w tytule, a paszczę swą rozwiera i groźnie przed się patrzy nie kto inny, jak Godzilla. Nic nie rozumiemy, ale i rozumieć nie musimy – dajemy się ponieść tej dziwności.

Czytaj resztę wpisu »


Trochę eleganciej

bmms2-cinema

[Markowski] Jeśli chodzi o „miłego dnia” – ja to już akceptuję. To jest pozytywne, miłe.

[Bralczyk] Ja zawsze odpowiadam: wszystkiego najlepszego.

[Markowski] „Miłego dnia” już się, że tak powiem, zmodyfikowało, bo pojawiło się też „miłego popołudnia” i „miłego wieczoru”. […]

[Bralczyk] „Miłego ranka” byłoby zabawne, bo by separowało: znaczyłoby, że tylko ranek masz mieć miły, a potem już radź sobie sam.

[Markowski] Jest tylko „miłego popołudnia”, „miłego dnia” i „miłego wieczoru”.

[Bralczyk] „Wieczoru”, nie „wieczora”. Czyli trochę eleganciej.

[Markowski] Tak, „-u” jest eleganckie.

[Bralczyk] Bo mogłoby być – z wieczora.

[Miodek] „A wczora z wieczora, z niebieskiego dwora…”.

___

[za:] Bralczyk, Miodek, Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim, Agora, Warszawa 2014, s. 46-47

/Czytam i bawię się przednio – język polski jest piękny!/


„Słońce jeszcze nie wzeszło”, czyli Piotr Bernardyn o tragedii z 11 marca 2011

p.bernardyn

O książce Piotra Bernardyna „Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima” (Helion, 2014) wspominałam już na początku roku – wtedy była to dopiero zapowiedź, na którą bardzo czekałam. Wstawiłam tam odnośnik do artykułu Bernardyna, do którego lektury nadal zachęcam tych, co jeszcze nie orientują się w temacie – artykuł będzie dla nich idealnym wstępem. O samej książce skleciłam też już kilka słów, pisząc o Nowym, które otacza. W ostatnim czasie natomiast udało mi się zebrać i napisać pełną recenzję tejże publikacji – wreszcie! ;)

Recenzja ukazała się przed dwoma dniami na łamach dziennika Japonia-Online. Serdecznie zapraszam do lektury, a chętnych, do komentowania tu pod postem – może ktoś z Was zapoznał się już z książką i ma ochotę na dyskusję?


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 45 obserwujących.