Bouvier, Ozeki i poszukiwanie (istoty) czasu

Bouvier-Ozeki

Rzadko tu bywam, nie da się ukryć. W ogóle ostatnio tyle spraw się nazbierało, że Sieć i wirtualny świat odłogiem leżą; czytanie, niestety, też. Wpadam jednak na chwilę, by uspokoić czytelników bloga – I’ll be back! Na wszystko przychodzi czas, raz szybciej, raz później, ale zawsze.

Na zdjęciu powyżej – jedna z ostatnich przesyłek i jednocześnie książki, które pójdą na pierwszy ogień. Nicolasa Bouviera „Kronikę japońską” oraz „Pustkę i pełnię” (wznowione przez Noir Sur Blanc w jednym tomie, 2014) przeczytać chciałam zawsze, ostatnio jednak były trudno dostępne. „W poszukiwaniu istoty czasu” Ruth Ozeki (WAB, 2014) to dla mnie nowość; powieść była nominowana do Man Booker Prize za rok 2013, natomiast styl pisarki porównywany jest ze stylem Harukiego Murakamiego – jedna i druga informacja bardzo mnie przekonują i zachęcają.

Czytaj resztę wpisu »


Heterotopie, Murakami i otaku z Akihabary ["Rekin z parku Yoyogi" Joanna Bator]

Rekin-z-parku-Yoyogi_Joanna-Bator

Nowa książka Joanny Bator zwraca uwagę; nie ważne, czy się jest zagorzałym wielbicielem autorki, czy wręcz przeciwnie, trudno przejść obok tytułu obojętnie – dosłownie, tytułu: „Rekin z parku Yoyogi”. Rekin i park, jak to? Dość niecodzienny to zestaw, przyznać trzeba, i od razu budzi naszą ciekawość. Podobnie jak okładka – rekin w tytule, a paszczę swą rozwiera i groźnie przed się patrzy nie kto inny, jak Godzilla. Nic nie rozumiemy, ale i rozumieć nie musimy – dajemy się ponieść tej dziwności.

Czytaj resztę wpisu »


Trochę eleganciej

bmms2-cinema

[Markowski] Jeśli chodzi o „miłego dnia” – ja to już akceptuję. To jest pozytywne, miłe.

[Bralczyk] Ja zawsze odpowiadam: wszystkiego najlepszego.

[Markowski] „Miłego dnia” już się, że tak powiem, zmodyfikowało, bo pojawiło się też „miłego popołudnia” i „miłego wieczoru”. [...]

[Bralczyk] „Miłego ranka” byłoby zabawne, bo by separowało: znaczyłoby, że tylko ranek masz mieć miły, a potem już radź sobie sam.

[Markowski] Jest tylko „miłego popołudnia”, „miłego dnia” i „miłego wieczoru”.

[Bralczyk] „Wieczoru”, nie „wieczora”. Czyli trochę eleganciej.

[Markowski] Tak, „-u” jest eleganckie.

[Bralczyk] Bo mogłoby być – z wieczora.

[Miodek] „A wczora z wieczora, z niebieskiego dwora…”.

___

[za:] Bralczyk, Miodek, Markowski w rozmowie z Jerzym Sosnowskim, Agora, Warszawa 2014, s. 46-47

/Czytam i bawię się przednio – język polski jest piękny!/


„Słońce jeszcze nie wzeszło”, czyli Piotr Bernardyn o tragedii z 11 marca 2011

p.bernardyn

O książce Piotra Bernardyna „Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima” (Helion, 2014) wspominałam już na początku roku – wtedy była to dopiero zapowiedź, na którą bardzo czekałam. Wstawiłam tam odnośnik do artykułu Bernardyna, do którego lektury nadal zachęcam tych, co jeszcze nie orientują się w temacie – artykuł będzie dla nich idealnym wstępem. O samej książce skleciłam też już kilka słów, pisząc o Nowym, które otacza. W ostatnim czasie natomiast udało mi się zebrać i napisać pełną recenzję tejże publikacji – wreszcie! ;)

Recenzja ukazała się przed dwoma dniami na łamach dziennika Japonia-Online. Serdecznie zapraszam do lektury, a chętnych, do komentowania tu pod postem – może ktoś z Was zapoznał się już z książką i ma ochotę na dyskusję?


Wyniki konkursu z Murakamim

XYZ-Murakami2

Dwudziestu ośmiu. Tylu Was wzięło udział w konkursie, w którym do wygrania był trójelementowy, fanowski zestaw od Wydawnictwa MUZA: przypinka i torba promujące książkę „Słuchaj pieśni wiatru/ Flipper roku 1973″ oraz książka Jay’a Rubina „Haruki Murakami i muzyka słów”. Za wszystkie komentarze bardzo Wam dziękuję; naprawdę trudno było wybrać spośród nich tylko dziesięć. Czytałam je wiele razy, aż w końcu zdecydowałam.

Czytaj resztę wpisu »


Murakami i konkurs z Wydawnictwem MUZA

XYZ-Murakami2

Niedawno (21 maja) premierę swoją miała najnowsza (w tłumaczeniu na język polski) powieść Murakamiego, będąca kompilacją dwóch jego pierwszych książek: „Słuchaj pieśni wiatru” i „Flipper roku 1973″. W związku z premierą Wydawnictwo MUZA przygotowało dla czytelników niespodziankę i podczas Targów Książki w Warszawie w ręce fanów powędrowały zestawy: torba z nadrukiem okładki wspomnianej powieści, przypinka oraz książka Jay’a Rubina „Haruki Murakami i muzyka słów” (swoją drogą, bardzo dobra książka, o której pisałam na blogu). Prawdziwa gratka dla miłośników pisarza! Kto jednak na Targach z różnych względów być nie mógł i ominęła go okazja zdobycia zestawu, ma teraz niecodzienną szansę stratę tę nadrobić.

Zapraszam Was do konkursu przygotowanego we współpracy z Wydawnictwem MUZA, w którym do wygrania jest 10 wspominanych wcześniej zestawów (torba + przypinka + książka Rubina). 

Czytaj resztę wpisu »


O miłości do kuchni Syczuanu ["Płetwa rekina i syczuański pieprz" Fuchsia Dunlop]

pletwa-rekina-i-syczuanski-pieprz

Zwyczajowo w Chinach wymienia się cztery wielkie kuchnie regionalne. Na północy króluje wytworna szkoła kulinarna Pekinu i Shandongu (znana pod nazwą lucai). Jest to kuchnia cesarzy i dworu, słynąca z pieczonych mięsiw, niezwykle esencjonalnych zup i kosztownych rarytasów, jak płetwy rekina i trepangi. Wschód to obszar wyrafinowanych, subtelnych potraw ludzi pióra, którzy oddawali się rozmyślaniom nad rozkoszami podniebienia w tamtejszych centrach kulturowych – Yangzhou i Hangzhou (kuchnia huaiyang cai).  (…) Na południu usadowiła się kuchnia kantońska (yuecai) sławna z potraw tak świeżych, że aż niemal żywych. Miejscowi mistrzowie kuchni stosują przyprawy z wielką rozwagą – szczypta soli i cukru oraz odrobina imbiru i wina mają wydobyć naturalne walory smakowe surowych składników. (…) Kuchnia syczuańska (chuancai) to wśród chińskich kulinariów prawdziwa żyleta. Jest zuchwała i błyskotliwa, ma mocny makijaż i zmienne usposobienie. [s.26-27]

Czytając taki opis, zaraz ma się ochotę spróbować regionalnych chińskich specjałów, prawda? Spróbować i porównać, wybrać dla siebie idealny wariant smakowy. W ogóle cała książka jest taka – o czymkolwiek autorka by nie pisała, czytelnik robi się głodny. „Płetwa rekina i syczuański pieprz. Słodko-kwaśny pamiętnik kulinarny z Chin” Fuchsii Dunlop kupiłam jakiś czas temu, właśnie z tego powodu. Przekartkowałam, przeczytałam kilka linijek i zrobiłam się głodna. To był bodziec, by książkę nabyć. Ciekawość. Jednak (jak to często z książkami bywa) powędrowała na półkę i przeleżała na niej wiele miesięcy. Może tak już musi być? Może książki muszą „dojrzeć”, poczekać na ten właściwy moment?

Czytaj resztę wpisu »


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 43 obserwujących.